Krzysztof Zimnoch: Życzę sobie przyjaźni z Arturem Szpilką

- Życzę Arturowi Szpilce jak najlepiej, żeby się podniósł i wrócił do boksu. Niech z tego wszystkiego, co się wydarzyło, wyciągnie właściwe wnioski. I przede wszystkim życzę mu, żeby stał się lepszym człowiekiem. Tu nie chodzi o mnie, ale o niego. Niech on sam nie robi sobie krzywdy, bo dotychczasowym postępowaniem najwięcej zła wyrządzał sam sobie - mówi 34-letni Krzysztof Zimnoch, przed sobotnią walką wieczoru z Joeyem Abellem na gali w Radomiu. Transmisja pojedynku w otwartym Polsacie od godz. 23.55.

Artur Gac, Interia: Jak definiuje Pan stawkę walki z Amerykaninem Joelem Abellem?

Reklama

Krzysztof Zimnoch, pięściarz wagi ciężkiej: - Stawką jest... wygrana. To nie będzie walka ani o jakiś znaczący pas, ani o miejsce w rankingu. Niemniej, na pewno mam nadzieję, że ten pojedynek wywinduje mnie do góry.

A jeśli pan przegra? Wtedy co dalej?

- No jak to? Nie ma odpowiedzi na takie pytanie. Następne poproszę.

Siła fizyczna Amerykanina, czy bardziej odwrotna pozycja rywala będzie dla pana większym problemem?

- Nie koncentruję się na takich rzeczach. W każdym razie wiem, jak przeciwnik boksuje. Do tego widziałem teraz na własne oczy, że jest dużym facetem i ogólnie ma spore gabaryty. Jednak jestem przygotowany na wszystko i żadna z tych rzeczy nie ma dla mnie większego znaczenia.

W której walce 36-letni Abell zrobił na panu największe wrażenie? Czyżby w jednej z najbardziej głośnych, czyli starciu z Tysonem Furym lub Chrisa Arreoli?

- Nie zrobił na mnie większego wrażenia, ale zawsze trzeba poddać rywala analizie i go rozpracować, obojętnie czy byłby mistrzem świata, czy zawodnikiem na dorobku. Tak ułożyliśmy taktykę na ten pojedynek, żebym wygrał.

Pana przygotowania przebiegły planowo?

- Wszystko zagrało, jestem optymalnie przygotowany. To, co miało być zrobione, zostało wykonane.

Boksował pan już w kilku nietypowych miejscach, m.in. w Kopalni Soli w Wieliczce oraz na plaży w Międzyzdrojach. Teraz przed panem walka na otwartym stadionie w Radomiu. Specyfika tego miejsca może sprawić problem?

- Miejsce gali nie ma dla mnie żadnego znaczenia. Dla mnie liczy się tylko ring i przeciwnik. Nic więcej.

Fakt, że rywal boksuje z pozycji mańkuta, nie jest przypadkowy. Ten pojedynek ma być dla pana testem przed walką z Arturem Szpilką 2 grudnia w Tauron Arenie Kraków.

- Były takie plany przed walką z Kownackim, którą Szpilka miał wygrać... Na obecną chwilę koncentruję się na sobocie i tylko to się liczy.

Czyli z powodu porażki Szpilki z Kownackim, starcie pana ze "Szpilą" straciło sens?

- Nie mam zielonego pojęcia. Ja będę boksował z tym, kogo zakontraktują mi promotorzy.

Promotor Andrzej Wasilewski, z którym rozmawiałem kilkanaście dni temu, otwarcie przyznał, że na tę chwilę pana pojedynek z Arturem wydaje się być wysoce prawdopodobny.

- W porządku, ale to mnie nie interesuje. Mój plan na przyszłość na razie zaczyna i kończy się 9 września, na walce z Abellem. Co będzie później, to dopiero zobaczymy.

Między panem, a Szpilką przez lata narosło wiele animozji. Czy mimo wszystko, tak po ludzku, teraz jest panu go szkoda?

- Oczywiście. Życzę mu jak najlepiej, żeby się podniósł i wrócił do boksu. Niech z tego wszystkiego, co się wydarzyło, wyciągnie właściwe wnioski. I przede wszystkim życzę mu, aby stał się lepszym człowiekiem. Tu nie chodzi o mnie, ale o niego. Niech on sam nie robi sobie krzywdy, bo dotychczasowym postępowaniem najwięcej zła wyrządzał sam sobie.

A czemu życzy pan Arturowi tak dobrze?

- (śmiech) Bo taki jestem, po prostu. Dlaczego mam mu życzyć źle?

Przeciwnie, jestem zbudowany pana postawą. Zastanawia mnie tylko motywacja.

- Tak zostałem wychowany, by życzyć ludziom jak najlepiej. Tym bardziej tym, którzy mi życzą źle i niekorzystnie się na mój temat wypowiadają. Jest na to tylko jedna rada: odpowiadajmy poprzez dobro i miłość. Warto pokazywać, że można być dobrym człowiekiem dla kogoś, kto cię nienawidzi. Jeżeli my, w naszym kraju, w Europie i na świecie nie będziemy okazywać dobra, to jak wymagać tego samego np. od muzułmanów? Jeżeli nosimy w sobie złość i nienawiść, to dlaczego od innych mamy oczekiwać czegoś innego? Pokażmy pierwsi, jako duża społeczność, że da się przestać nienawidzić. Swoim postępowaniem świećmy dobrym przykładem, bo tylko wtedy świat stanie się lepszy. Każdy powinien zacząć od siebie, a dopiero później można zacząć wymagać od innych.

Wyobraża pan sobie scenariusz, że za pół roku, za rok, a może za kilka lat będziecie w stanie ze Szpilką przybić sobie "piątkę", uścisnąć dłoń i powiedzieć, że to, co było, puszczacie w zapomnienie?

- Z mojej strony to już jest zrobione. Uczyniłem to już dawno.

W jaki sposób?

- Dokonałem tego w sercu. Jeżeli on będzie do tego samego przychylny, to ja zawsze będę na tak.

Wierzy pan, że z obecnych zgliszczy może narodzić się wielka przyjaźń Krzysztofa z Arturem?

- Kto wie... Życzę sobie tego.

Rozmawiał Artur Gac

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje