Marian Kmita: Polski boks jest na samym dnie rowu mariańskiego

- Polski boks – i ten zawodowy, i co gorsze – ten amatorsko-olimpijski jest na dnie. Na samym dnie bokserskiego rowu mariańskiego - alarmuje Marian Kmita, dyrektor ds. Sportu Telewizji Polsat, w rozmowie z polsatsport.pl. Jeżeli osoba, organizująca i transmitująca największe gale w kraju doszła do takiego wniosku, to rzeczywiście musi być źle.

Marian Kmita wypowiedział się oficjalnie, na podsumowanie galu Polsat Boxing Nigth 7 Nowe Rozdanie, w finale której Tomasz Adamek pokonał Solomona Haumono z Australii. Kmita tłumaczył powody, dla których walkę wieczoru powierzono odkurzonemu przez promotora Mateusza Borka Adamkowi.

Reklama

- Gdzie są ci bokserzy, z których można zorganizować main event? Na rynku międzynarodowym wcale nie jesteśmy tacy mocni. Jest zupełnie odwrotnie. Jesteśmy coraz słabsi. Obnażyła to chociażby walka Głowackiego z Usykiem czy Szpilki z Wilderem. Mówiąc krótko dostajemy baty. Musimy zrobić teraz krok w tył, żeby poukładać pewne kwestie - uważa Marian Kmita.

Szef sportu w Polsacie wyjaśnił też, dlaczego PBN nie promuje już wyłącznie polskich bokserów.

- Ideologia polskich pojedynków, która przyświecała początkowym galom Polsat Boxing Night legła w gruzach dosyć dawno, bo już od PBN Szpilka - Adamek ciężko było zebrać atrakcyjny fight card polsko-polski. Deklarowaliśmy wtedy, że powoli musimy zmienić nastawienie, bo liczba polskich, klasowych bokserów jest zbyt mała, żeby utrzymać galę składającą się z atrakcyjnych walk samych Polaków - uzasadnił.

Zdaniem Kmity, popyt na boks w Polsce jest kilkakrotnie mniejszy niż na MMA.

- Mówię tu szczególnie o galach KSW. Pomiędzy PBN a KSW jest nokautujący dystans. Coś trzeba z tym zrobić. Będziemy nad tym myśleć. Ale - powiem eufemistycznie - środowisko bokserskie temu nie sprzyja. Z drogi jednak na pewno nie zawrócimy i nadal będziemy polski boks odbudowywali. Za dużo w to już zainwestowaliśmy - nie kryje. 

Kmita wypowiedział się też o roli Mateusza Borka, który debiutował w roli promotora PBN 7 - Nowe Rozdanie.

- Sprawa z Mateuszem jest o tyle kłopotliwa, że jest on znanym dziennikarzem, a teraz został promotorem i organizatorem ostatniej Polsat Boxing Night. Jednak ja to rozumiem. Chciał się sprawdzić w nowej roli. To było jego, trochę szalone, a trochę chłopięce marzenie. Prezes Solorz dał mu taką szansę. Twierdzę, że ją wykorzystał. Do tego, dla pewnej grupy promotorów, która działa na rynku pojawił się nowy konkurent. W związku z tym, nie jest to mile widziane w środowisku. Andrzej Wasilewski w tych swoich nieszczęsnych tweetach pisał, że marzy o wyłączności, a Polsat "wyrządził mu krzywdę", że nie związał się z nim na wyłączność. Jednak on wyłączność rozumie dość specyficznie. Jeśli on może zarabiać pieniądze na współpracy z Polsatem to jest dobrze, ale już nie widzi wyłączności Polsatu na jego zawodników. To, co on zrobił z Haymonem, rozbijając nam koncepty poszczególnych gal Polsat Boxing Night, jest tego dowodem. To jest trudne środowisko, ciężko się dogadać. Praprzyczyną tego jest "bieda", bo bokserów, którzy mogą wypełnić halę czy marzyć o walce o międzynarodowe trofeum, mamy pięciu na krzyż. Na poziomie olimpijskim nie mamy pół poważnego pięściarza. I powiedzmy sobie to głośno, bo inaczej nie ruszymy z miejsca: polski boks - i ten zawodowy, i co gorsze - ten amatorsko-olimpijski jest na dnie. Na samym dnie bokserskiego rowu mariańskiego - argumentuje Marian Kmita.

MB

Cały wywiad znajdziesz TU! 



Dowiedz się więcej na temat: Marian Kmita | Mateusz Borek | Polsat Boxing Night

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL