Narodowa Gala Boksu. Sosnowski rywalem Najmana? "Znam swoją cenę"

Jeśli Artur Binkowski wypadnie z karty walk "Narodowej Gali Boksu", to 25 maja na PGE Narodowym rywalem Marcina Najmana może być były mistrz Europy w wadze ciężkiej Albert Sosnowski. "Dragon" dopiero czeka na spotkanie w tej sprawie z jednym z organizatorów, a póki co pięściarz bije się z myślami, czy warto ryzykować już mocno nadwątlonym zdrowiem.

Od początku promowania gali anonsowanym rywalem dla Najmana jest olimpijczyk z Sydney Artur Binkowski. Problem w tym, że 43-letni "Art" już w niczym nie przypomina profesjonalnego sportowca, a w dodatku ciągną się za nim problemy m.in. natury rodzinnej, które niedawno wepchnęły go na miesiąc za kratki.

Reklama

Biorąc to wszystko pod uwagę, plus tryb życia Binkowskiego wraz z jego zupełną nieprzewidywalnością w zachowaniu, rzeczą naturalną wydaje się znalezienie zastępstwa. Tu wybór padł na bardzo rozpoznawalnego Alberta Sosnowskiego, byłego mistrza Europy oraz pretendenta do pasa mistrza świata w wadze ciężkiej.

"Dragon" w rozmowie z Interią przyznał, że dopiero czeka go spotkanie z jednym z organizatorów, a wszystkie dotychczasowe informacje są jedynie faktem medialnym.

- Na razie nie było żadnej rozmowy w tej sprawie. W poniedziałek mamy się spotkać na lunchu i przegadać temat - tłumaczy Sosnowski.

Były utytułowany pięściarz przyznaje, że docenia rozmach gali w stolicy, ale w swojej karierze już miał okazję boksować na wielkich imprezach, więc szansa ewentualnego zwieńczenia kariery na PGE Narodowym nie spędza mu snu z powiek.

- Na pewno, bez dwóch zdań, szykuje się wielkie wydarzenie i życzę, by się udało. Natomiast akurat dla mnie renoma tej gali nie jest absolutnym magnesem, bo przecież walczyłem na stadionie piłkarskim drużyny Schalke przy pełnych trybunach, a także na galach z walkami Floyda Mayweathera i Manny’ego Pacquiao - przypomina "Dragon".

Jest jeszcze inny wymiar tej decyzji, znacznie istotniejszy i warty poważnego rozważenia. Otóż doświadczony ciężkimi bojami Sosnowski jest dzisiaj pięściarzem poważnie naruszonym. Na szali musiałby położyć zdrowie, którego utracił już sporo.

- Serce i głowa chcą walczyć, bo jestem wojownikiem i nigdy nie pękam, ale ostatni pojedynek pokazał, że pewne kwestie motoryczne, moje ciało oraz inne elementy są już niestety dawno za mną. Biorąc to pod uwagę nie wiem, czy warte jest zepsucie swojego nazwiska występem na tak medialnej gali, gdyby faktycznie źle mi poszło - przyznaje były rywal Witalija Kliczki.

39-letni Sosnowski ma odwagę przyznać, że ostatnia porażka przez nokaut z Łukaszem Różańskim, pięściarzem zupełnie przeciętnym, wyglądała bardzo niepokojąco i pokazała, że jego czas w boksie - choć przykro to mówić - chyba już się skończył.

- Zdecydowanie tak. Fajne były lata mojej świetności, gdy moja kariera była budowana w sposób rozsądny i miałem okazję dotknąć najwyższej półki, z czego mam wielką satysfakcję. Natomiast z upływem lat pewnych rzeczy się nie oszuka, choćbym trenował najciężej, jak to tylko możliwe. Ma pan rację, że weryfikacja w ostatniej walce była dla mnie bezwzględna i to każe mi się zastanowić... Z drugiej strony nie róbmy z Marcina Najmana potwora, który jest nie do przejścia i nie wiadomo jak mocno bije - uśmiecha się nasz rozmówca.

Sosnowski nie ukrywa, że czynnikiem, który może skusić go do stoczenia pojedynku z Najmanem, byłaby atrakcyjna oferta finansowa. 

- Jasna sprawa, przecież nie chodziłoby tu o żadne aspiracje sportowe, zaś propozycja może być mocno kusząca. Poza tym moje nazwisko, nie ujmując nikomu, idealnie wpisuje się w galę, bo myślę, że bez dwóch zdań jestem bardziej rozpoznawalny niż Mariusz Wach czy Izu Ugonoh. Może tylko Artur Szpilka, którego wiele osób obserwuje na portalach społecznościowych, mógłby mnie przyćmić, ale jeśli chodzi o rozpoznawalność, to mogę być bardziej znany od bohaterów walk wieczoru. Tak więc znam swoją cenę i jeśli wszystko będzie się zgadzać, to nie wykluczam, że podejmę wyzwanie. Czasu jest na tyle dużo, że gdybym się zgodził, to mógłbym się odpowiednio przygotować - zapewnia "Dragon", ale będzie ważył decyzję, bo nie chciałby wystawić się na śmieszność.

- Już kilka razy deklarowałem, że odchodzę, po czym wracałem, więc w nieskończoność nie chciałbym robić z siebie cyrkowca - kończy "Dragon".

- Albert oznajmił, że w tym tygodniu odpowie czy będzie w gotowości gdyby zabrakło Arta Binkowskiego - napisał na Facebooku Marcin Najman.

Bilety na Narodową Galę Boksu możecie nabywać w serwisach Kupbilet.pl i Eventim.pl.

Artur Gac

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje