Narodowa Gala Boksu. Ugonoh: Od teraz tylko przejawy szaleństwa i bycia bestią

Już ponad rok minął od niezwykle dramatycznego, lecz zakończonego porażką Izu Ugonoha pojedynku z Amerykaninem Dominikiem Breazeale’em na gali w Birmingham. Szansą dla Polaka, by wrócić na zwycięską ścieżkę, będzie walka na "Narodowej Gali Boksu". Impreza, pod patronatem medialnym Interii, odbędzie się 25 maja na PGE Narodowym w Warszawie.

Rywalem Izu Ugonoha podczas widowiska, organizowanego na najbardziej reprezentacyjnym obiekcie sportowym w kraju, będzie Fred Kassi. Kameruńczyka nie trzeba specjalnie przedstawiać kibicom w Polsce, ponieważ niewysoki zawodnik, któremu z racji warunków fizycznych bliżej do kategorii junior ciężkiej, był ostatnim przeciwnikiem Tomasza Adamka. "Góral" wyszedł z tej potyczki zwycięsko, ale nie błyszczał na tle prezentującego niewygodny styl "śliskiego" 38-latka.

Reklama

Punktem odniesienia dla kibiców Ugonoha wciąż jest jego ostatni pojedynek, do którego doszło prawie trzynaście miesięcy temu w hali Legacy Arena, w stanie Alabama. Fani urodzonego w Szczecinie, a wychowanego w Gdańsku Izu mają świeżo w pamięci emocje, które w ringu do spółki zafundowali Polak i Amerykanin. Obaj postawili na niezwykle efektowny i ofensywny boks, na przemian byli na deskach, ale to Ugonoh został znokautowany w piątej rundzie. Emocji było pod dostatkiem, a sympatycy ubolewali tylko nad werdyktem.

- Myślę, że są takie walki, które po prostu zapadają w pamięć i na pewno mój pojedynek z Dominikiem taki był. Pamiętam, jak po walce pojechałem dosłownie na tydzień wypoczynku na Hawaje. Po powrocie rozmawiałem z Josephem Parkerem (mistrz świata federacji WBO, były kolega Ugonoha z sali - przyp.) i powiedział mi, że w tym okresie oglądał ten pojedynek 25 razy - uśmiecha się w rozmowie z Interią Izu Ugonoh, pięściarz wagi ciężkiej.

Dzisiaj wielu zadaje sobie pytanie, czy ta dotkliwa porażka w końcowym rozrachunku więcej dała polskiej nadziei królewskiej kategorii wagowej, czy jednak dotkliwiej spustoszyła jego karierę?

- Nie wiem, czy to już jest ten moment, żeby to ocenić. Kilka razy myślałem, jak inaczej mógł potoczyć się scenariusz samej walki, czy w kwestii współpracy z trenerem i menedżerem. Jednak doszedłem do takiego punktu, w którym jestem w zgodzie sam ze sobą i stwierdziłem: "zrobiłem najlepiej, jak mogłem w tamtej sytuacji". Dlatego jestem z siebie zadowolony, nie mam żadnych pretensji, ani żalu. Z tym, co mam, po prostu idę dalej, a wnioski są wyciągnięte. Teraz chcę się zaprezentować lepiej i mądrzej - analizuje nowy podopieczny trenera Andrzeja Gmitruka.

Starce z Breazeale’em dowiodło, że Ugonoha cechuje wielki charakter i serce wojownika. Na przyszłość, aby liczyć się w grze o wysokie cele, pięściarz musi boksować rozsądniej, lepiej rozkładać siły i wnosić do ringu coraz więcej mądrości, która przychodzi wraz z doświadczeniem.

- Tak, mądrości. Jestem człowiekiem, który jak już coś robi, to tylko na maksimum. A w związku z tym muszę skończyć przeciwnika, wygrać i tak dalej... Dotąd nie wiedziałem tego o sobie aż w takim stopniu, ale rzeczywiście tak mam. Na co dzień mogę rozmawiać i wydawać się być dość rozsądnym, a okazuje się, że czasami szaleństwo bierze górę i nie jestem w stanie się powstrzymać, bo emocje przejmują kontrolę. Na to jednak nie mogę sobie pozwalać. Musi być dyscyplina, strategia i plan w walce, a jedynie przejawy szaleństwa i bycia bestią - uśmiecha się Ugonoh.

Trwa sprzedaż biletów na "Narodową Galę Boksu". Można je nabywać w serwisach Eventim.pl i Kupbilet.pl.

Artur Gac

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje