Raymundo Beltran zdobył wakujący pas WBO w wadze lekkiej

Meksykański bokser Raymundo Beltran zdobył wakujący tytuł mistrza świata federacji WBO w wadze lekkiej. W Reno (USA) wygrał jednogłośnie na punkty - 116:112, 117:111, 117:111 - z Namibijczykiem Paulusem Mosesem.

Mieszkający w Phoenix 36-letni Beltran odniósł 35. zwycięstwo w zawodowej karierze. Na jego koncie są też siedem porażek i remis. Trzy lata starszy Moses zanotował czwartą przegraną; w jego dorobku jest 40 wygranych.

Reklama

Beltran spełnił marzenie o pasie mistrzowskim w czwartej próbie. Ale on - co podkreślają miejscowe media - walczy również o możliwość uniknięcia deportacji i pozostania z rodziną (żoną i trojgiem dzieci) w Stanach Zjednoczonych. Szansą jest specjalna wiza, którą może dostać np. za osiągnięcia sportowe.

Ponadto w kuluarach mówi się, że nowy mistrz mógłby w niedalekiej przyszłości spotkać się z samym Wasylem Łomaczenką - zapewne za już dużo większe pieniądze. Stawka więc była ogromna.

Początek pojedynku dla Beltrana, który skracał dystans i z bliska bijąc na zmianę na dół i górę spychał oponenta. Ten jednak odpowiedział w drugiej rundzie znakomitą serią trzech ciosów i aż dziw, że ta akcja nie zrobiła większego spustoszenia. Kolejne minuty to równa walka na przełamanie.

Bardzo ciekawa była piąta runda. Już na samym początku Beltran zranił przeciwnika prawym sierpowym, ale minutę później w wymianie to Moses trafił prawym podbródkiem. I zrobił to tak mocno, że Meksykanin aż przykucnął. Na jego szczęście obyło się bez liczenia i straty punktu. Po przerwie Namibijczyk uruchomił szybki lewy prosty, którym kąsał nieustannie i ustawiał sobie rywala. Od czasu do czasu dodał do tego mocny prawy krzyżowy i Beltran schodził na kolejną przerwę z rozbitym prawym łukiem brwiowym oraz krwawiącym nosem.

Siódme starcie bardzo równe, jednak piętnaście sekund przed końcem Meksykanin zagapił się na moment i zainkasował długi prawy prosty. Po spokojniejszej rundzie ósmej, w dziewiątej kolejny długi prawy Mosesa i pod Beltranem ugięły się nogi. Znów ustał, w końcówce próbował ostro finiszować, lecz większość jego uderzeń lądowało na szczelnej gardzie przeciwnika. W dziesiątej odsłonie zryw Beltrana i w końcu wygrany odcinek 10:9. Skoro nie można umiejętnościami, to trzeba sercem...

Niezwykle zażarte było przedostatnie starcie. Trochę więcej inicjatywy wykazywał Beltran, lecz jedna z mocnych kontr rywala sprawiła, że Raymundo wracał do narożnika krwawiąc już z obu łuków brwiowych. Niezwykła ambicja Meksykanina dała mu wygraną w ostatniej rundzie. Obaj więc z wielkim napięciem czekali na ogłoszenie werdyktu. Sędziowie byli jednomyślni, punktując na korzyść Beltrana 116:112 i dwukrotnie 117:111.

Dowiedz się więcej na temat: Raymundo Beltran

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje