Rigondeaux nie złamał ręki. Zawiodła psychika

Promotor Guillermo Rigondeaux (17-1, 11 KO) Dino Duva poinformował, że pięściarz nie ma złamanej ręki i doszło jedynie do stłuczenia. Tym samym Kubańczyk, który niespodziewanie nie wyszedł do 7. rundy hitowego pojedynku z Wasylem Łomaczenką (10-1, 8 KO) tłumacząc to kontuzją, naraził się na jeszcze większą krytykę.

Rigondeaux twierdzi, że doznał kontuzji w 2. rundzie konfrontacji na szczycie kategorii superpiórkowej. Z każdym kolejnym starciem miało być coraz gorzej. Ostatecznie pięściarz nie podniósł się ze stołka w przerwie między 6. i 7. rundą twierdząc, że złamał rękę. Walka została przerwana, a Łomaczenko obronił tytuł mistrza świata federacji WBO.

Reklama

- Przegrałem, nie szukam wymówek. Doznałem kontuzji w drugiej rundzie. On jest bardzo technicznym, eksplozywnym zawodnikiem. Waga nie była problem. Problemem była kontuzja ręki - mówił po pojedynku pokonany Kubańczyk, który specjalnie dla Łomaczenki przeskoczył dwie kategorie wyżej.

Pięściarz nie udał się na prześwietlenie bezpośrednio po walce. Zrobił to w poniedziałek, gdy wrócił do Miami. Jego promotor Dino Duva poinformował serwis RingTV, że doszło jedynie do stłuczenia. Tym samym Rigondeaux naraził się na jeszcze większą krytykę.

Większość specjalistów jest zdania, że silniejszy i większy Łomaczenko złamał rywala psychicznie. Zanim walka została przerwana zdaniem dwóch sędziów wygrał pięć rund, a trzeci przyznał mu wszystkie starcia.

po

Dowiedz się więcej na temat: Guillermo Rigondeaux | Dino Duva | Wasyl Łomaczenko

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje