Sylwia Kusiak odpowiedziała na słowa ministra sportu Witolda Bańki

26-letnia pięściarka Sylwia Kusiak ciągle nosi w sobie zadrę z powodu nieprzyznania jej stypendium ministerialnego za wywalczenie srebrnego medalu mistrzostw Europy seniorek. Zawodniczka klubu BKS Skorpion Szczecin postanowiła odpowiedzieć na cytat z wypowiedzi ministra sportu Witolda Bańki, choć wie, że sprawa z powodów regulaminowych jest skazana na niepowodzenie.

Okazji do przypomnienia się ministrowi Witoldowi Bańce, szefowi Ministerstwa Sportu i Turystyki, 26-letnia Kusiak nie odmówiła sobie w czwartek w mediach społecznościowych.

Reklama

Pięściarka ze Szczecina postanowiła odpowiedzieć ministrowi na słowa, które na Twitterze zostały zacytowane przez oficjalny profil Ministerstwa Sportu i Turystyki. "Doping to zabójca idei olimpijskiej, Europa mówi jednym głosem przeciwko oszustom" - powiedział minister Bańka telewizji Polsat News. Wpis opatrzono hasztagiem "czysty sport".

Przebojowa sportsmenka skorzystała z okazji i "podszczypała" szefa sportu w rządzie. Ktoś inny powie, że wręcz wbiła mu szpilkę. "A brak stypendium dla wicemistrzyni Europy jak nazwiemy?" - zapytała Kusiak.

- Pisząc tak, na pewno chcę wywołać jakąś reakcję. A czy ta reakcja będzie, czy nie... W każdym razie zawsze ktoś to przeczyta - tłumaczy w rozmowie z Interią Sylwia Kusiak.

Inna sprawa, że zawodniczka zdaje sobie sprawę, że jej zabiegi spalą na panewce. Świadczy o tym stanowisko ministerstwa, z którym pięściarka już miała okazję się zapoznać. - W ubiegłym roku, niedługo po mistrzostwach Europy, rozmawiałam z ministrem lub wiceministrem sportu. Usłyszałam, że przepisy są przepisami i nie będzie dla mnie zmieniał regulaminu - dodała Kusiak.

Jak wyjaśnia pięściarka, chodzi o zapis w przepisach, który kiedyś był bardziej korzystny dla zawodniczek z najwyższych kategorii wagowych. Po zmianie w regulaminie w "najcięższych wagach" musi rywalizować minimum dwanaście zawodniczek, nie mówiąc o przynajmniej jednej wygranej walce, by otrzymać stypendium. Tymczasem Kusiak w kat. +81 kg rywalizowała w gronie pięciu pięściarek.



- Przecież nie jest moją winą, że do imprezy mistrzowskiej przystąpiło tyle zawodniczek. Poza tym w drodze do srebrnego medalu pokonałam aktualną brązową medalistkę mistrzostw świata. Gdybym zdobyła złoto, nawet "idąc" w swojej nominalnej wadze, to też nie miałabym szans na stypendium. To jakieś kuriozum - stwierdza Kusiak.

Zawodniczka też przypomina, że z własnej kieszeni musiała wyłożyć 4,5 tys. zł, aby w ogóle pojechać na ME za zgodą poprzedniego prezesa Zbigniewa Górskiego, nie otrzymawszy zwrotu kosztów z Polskiego Związku Bokserskiego. W tej sytuacji niewykluczone, że szybciej niż później przejdzie na zawodowstwo, ale ma oryginale spojrzenie na temat potrzebnych atutów w kobiecym boksie.

- Żeby przejść na zawodowstwo, nie wystarczy mieć osiągnięć w boksie amatorskim. Trzeba jeszcze być medialnym, ładnym, mieszkać w Warszawie i mieć duże cycki - śmieje się Kusiak, która boks łączy ze studiami dziennikarskimi.

AG

Dowiedz się więcej na temat: Sylwia Kusiak | Witold Bańka

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje