Włodarczyk i Kołodziej w rolach głównych na gali w Moskwie

Po raz pierwszy na tej samej gali dwaj Polacy będą mieli szansę sięgnąć po pasy mistrzów świata w jednej wadze - junior ciężkiej. W sobotę, 27 września, w Moskwie z rosyjskimi przeciwnikami boksować będą Krzysztof Włodarczyk i Paweł Kołodziej.

Włodarczyk w siódmej już obronie tytułu federacji WBC spotka się z Grigorijem Drozdem (bilans pojedynków 38-1), zaś Kołodziej spróbuje odebrać trofeum organizacji WBA Denisowi Lebiediewowi (25-2).

Reklama

Obaj polscy pięściarze niedawno obchodzili urodziny - Włodarczyk zdmuchnął z tortu 33 świeczki, zaś Kołodziej jedną więcej. Na zawodowych ringach popularny "Diablo" walczy od 14 sezonów, zaś w przypadku pochodzącego z Krynicy Górskiej Kołodzieja w czwartek 25 września mija dekada od profesjonalnego debiutu.

Włodarczyk ma w rekordzie 49 zwycięstw, dwie przegrane i remis, z kolei jego rodak jest niepokonany 33-0.

Ale doświadczenie w walkach mistrzowskich ma tylko mieszkający w podwarszawskim Piasecznie "Diablo" Włodarczyk. Od ponad czterech lat należy do niego pas WBC, z kolei w latach 2006-2007 był mistrzem świata IBF w tej samej wadze. Dotychczas stoczył dziesięć pojedynków mistrzowskich (liczone tylko najważniejsze federacje), z których wygrał aż osiem.

Natomiast "Harnaś" Kołodziej od kilku sezonów dobijał się do czołówki, a kiedy już w niej się znalazł, zawsze coś stawało na przeszkodzie, aby dostał szansę prawdziwego egzaminu. Ale w boksie tak bywa, że kontuzja rywala, czy jakieś nieporozumienia z własnymi promotorami sprawiają, że trzeba poczekać na "walkę życia". Bo w tych kategoriach należy rozpatrywać sobotnią potyczkę z Lebiediewem o pas WBA w wadze junior ciężkiej.

Na korzyść Włodarczyka przemawia jeszcze jeden fakt - już boksował w rosyjskiej stolicy, a miało to miejsce w czerwcu 2013 roku. Pokonał wówczas przed czasem mistrza olimpijskiego z Pekinu Rachima Czakijewa, choć już w trzeciej rundzie znalazł się na deskach. Ale później to przeciwnik kilka razy lądował na deskach. Kołodziej był wtedy w Moskwie, ale w roli "dobrego ducha" zespołu, pomagał koledze w ostatnich przygotowaniach i motywował do walki. Teraz taką rolę pełni Krzysztof Głowacki, bardzo bliski walki o pas WBO w kategorii... junior ciężkiej.

Do tej pory nie było gali z dwoma Polakami rywalizującymi w oddzielnych walkach o mistrzostwo świata w tej samej kategorii, a co dopiero trzech... W maju 2005 roku w Chicago, w ten sam wieczór, o pasy boksowali Andrzej Gołota (kat. ciężka, WBO) i Tomasz Adamek (półciężkiej, WBC). Czempionem został tylko ten drugi, po zwycięstwie niejednogłośnie na punkty nad Paulem Briggsem; Gołota przegrał w kilkadziesiąt sekund z Lamonem Brewsterem.

Polscy kibice dobrze znają rywala Włodarczyka - urodzonego w dalekim Prokopiewsku 35-letniego Drozda, ponieważ w październiku 2013 roku, także w Moskwie, wygrał przez techniczny nokaut w 11. rundzie z Mateuszem Masternakiem. Stawką było mistrzostwo Europy.

"Włodarczyk jest najlepszy z obecnych mistrzów świata, a mam na myśli Niemca Marco Hucka (WBO) i Kubańczyka Yoana Pablo Hernandeza (IBF). Bije bardzo mocno, jest groźny w każdej sekundzie walki" - uważa Drozd.

Takich opinii o Kołodzieju nie wygłaszał Lebiediew, który szykował się pod okiem znakomitego trenera Freddie Roacha. "Denis jest nawet w lepszej formie, niż przewidywałem" - stwierdził Roach, zaś mierzący 180 cm Lebiediew (Kołodziej jest wyższy o 13 cm) mówił bez ogródek: "Miałem sparingpartnerów dużo lepszych od Polaka".

"Biało-czerwoni" trenowali m.in. na zgrupowaniach w Zakopanem i Wiśle, jak zwykle z głównym szkoleniowcem grupy Sferis KnockOut Promotions Fiodorem Łapinem. To trener pochodzący z Rosji, znakomicie znający się na realiach bokserskich tego kraju. Polscy pięściarze polecieli do Moskwy już w niedzielne popołudnie. Sobotnia gala odbędzie się w Pałacu Sportu Dynamo w dzielnicy Kryłatskoje.


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama