Formuła 1. Fenomenalny Daniel Ricciardo wygrywa nieoczekiwanie w Chinach

Daniel Ricciardo z ekipy Red Bull Racing niespodziewanie wygrał Grand Prix Chin w Formule 1. Drugie miejsce zajął Valtteri Bottas z Mercedesa, a trzecie Kimi Raikkonen z Ferrari. Jego kolega z teamu Sebastian Vettel nie zgarnął trzeciego triumfu z rzędu w tym sezonie. Niemiec najpierw stracił prowadzenie w pit stopie, a później spadł na ósme miejsce po incydencie z Maksem Verstappenem z Red Bulla.

- Nie wiem, czy nawiążemy walkę, jesteśmy pół sekundy z tyłu - mówił po kwalifikacjach Lewis Hamilton. Broniący mistrzowskiego tytułu Brytyjczyk był czwarty i wyraźnie odstawał od najszybszego Sebastiana Vettela.

Reklama

- Mówię szczerze, że nie wiem, czy się uda. Byliśmy szybsi w ostatnim wyścigu, ale oni potrafili utrzymać się z przodu. Prawdopodobnie to samo zrobią w niedzielę. Nie tracę pewności siebie. Ciężko będzie zrobić krok do przodu. Moją szansą jest start - dodawał Hamilton. I nie miało znaczenia, że czterokrotny mistrz świata jest rekordzistą pod względem zwycięstw na Shanghai International Circuit, mając ich pięć na koncie.

Ale 33-latek nie zyskał, kiedy wyścig wystartował w niedzielę. Jeśli można mówić o kimś, kto wykorzystał szansę przy starcie, to był nim Lance Stroll z Williamsa, który z 18. pozycji przesunął się na 12. Prowadził Sebastian Vettel jadący w Chinach po trzecie zwycięstwo w sezonie. Statystyka nie pozostawiała złudzeń. Nie było w historii Formuły 1 kierowcy, który nie zdobyłby mistrzowskiego tytułu po triumfach w trzech pierwszych Grand Prix.

Tylko że dla Niemca były to miłe złego początki. Wszystko zaczęło się w jego przypadku psuć na 21. okrążeniu. Ferrari zdecydowało o zmianie opon w samochodzie Vettela, który po powrocie na tor był drugi za Veltterim Bottasem.

Następnym momentem zwrotnym była kolizja kierowców Toro Rosso Pierre'a Gasly'ego i Brendona Hartleya. Na tor wjechał samochód bezpieczeństwa, a Red Bull zdecydował się, by kierowcy zjechali na zmianę opon. Jak się później okazało, był to kluczowy moment, bo po wznowieniu Daniel Ricciardo i Max Verstappen zaczęli atak. Ricciardo w fenomenalnym stylu pojechał z szóstego miejsca na pierwsze. Australijczyk w pięknym stylu odebrał prowadzenie Bottasowi na 45. okrążeniu.

Chwilę wcześniej szansę na zwycięstwo stracił Vettel. Verstappen atakował Niemca na jednym z zakrętów i doszło do obrócenia się obu samochodów. Sędziowie ukarali kierowcę Red Bulla dodaniem dziesięciu sekund, ale żadna to była pociecha dla walczącego Vettela, który spadł na siódme miejsce, a na metę dojechał na ósmej pozycji.

Wydaje się, ze czterokrotny mistrz świata i tak nie miałby szans na wygraną. Po usunięciu samochodu bezpieczeństwa nie zbliżał się do prowadzącego wówczas Bottasa, a nawet gdyby go wyprzedził, to z całą pewnością nie odparłby ataku Ricciardo.

Tymczasem Hamilton zmagał się z trudnościami przez całe zawody. Z całą pewnością nie stosował zasłony dymnej, mówiąc o małych szansach na nawiązanie walki. Brytyjczyk raczej oglądał to, co działo się dookoła i walczył o utrzymanie czwartej pozycji. W jego przypadku najlepsza wiadomość to ósma pozycja Vettela, który nie odskoczył jeszcze bardziej w walce o mistrzostwo. Celem Hamiltona i Vettela jest bowiem piąte w karierze mistrzostwo świata.

Kierowcy Williamsa Lance Stroll i Siergiej Sirotkin dojechali odpowiednio na 14. i 15. miejscu.


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama