Formuła 1. Kubica ujawnia: To miał być mój ostatni rajd

Upływający czas nie tylko z reguły leczy rany, ale często też sprawia, że zaczynamy zwierzać się z faktów, które początkowo trzymamy tylko dla siebie. Dobrym przykładem jest Robert Kubica, który po upływie siedmiu lat od koszmarnego wypadku na trasie rajdu Ronde di Andora wyznał, jakie miał plany po dojechaniu do linii mety.

Kibice polskiego kierowcy do dziś dokładnie pamiętają makabrę, która wydarzyła się na włoskich oseach, na z pozoru bezpiecznym odcinku drogi. Potworny pech Kubicy polegał na tym, że kierowany przez niego samochód uderzył w takie miejsce barierki ochronnej, iż ta złamała się w pół i od przodu przebiła cały samochód.

Reklama

Kubica okupił wypadek wieloma urazami, w tym bardzo skomplikowanymi obrażeniami prawej ręki, ale początkowo nie to było najgorsze, bo zagrożone było życie krakowianina. Po wielogodzinnej operacji nastąpił, zakończony powodzeniem, proces wybudzenia pokiereszowanego sportowca. Z kolei bez szwanku z wypadku wyszedł ówczesny pilot Kubicy, Jakub Gerber, ale poznaniak bardzo przeżył to, co się wydarzyło.

Naszemu jedynakowi w Formule 1, który starty w rajdach traktował hobbystycznie, jako element treningu, w krytycznym momencie groziła nawet amputacja. Tego ostatecznie udało się uniknąć, ale i tak prawdopodobnie nikt - poza samym Kubicą i jego najbliższymi - nie miał nadziei na powrót Polaka do motorsportu. A jednak, dla jednych stał się cud, a dla drugich Kubica, dzięki swojej tytanicznej pracy, dokonał niemożliwego.

Teraz okazuje się, że pełniący obecnie rolę kierowcy rezerwowego i rozwojowego w Williamsie Kubica, przed pamiętnych horrorem miał konkretny plan. Do szczęśliwego finału zabrakło godzin, o czym świadczą niespotykane wcześniej słowa Polaka, wypowiedziane w drugim odcinku oficjalnego podcastu Formuły 1, co jako pierwszy zauważył portal powrotroberta.pl.

"To był ostatni rajd, który miałem przejechać w moim życiu, bo wiedziałem, że zespół, w którym będę jeździł w przyszłym roku, nie pozwoli mi na jazdę w rajdach. To były dziwne okoliczności. Został mi zaoferowany ten rajd, bo zespół, który mnie obsługiwał, czuł się winny za wiele usterek, które miałem w ich samochodach w poprzednich rajdach. Podczas testów w Walencji, we wtorek, gdy się obudziłem, pomyślałem, że nie chcę jechać w tym rajdzie. Zadzwoniłem do pewnego gościa, by mu to powiedzieć, ale on był tak podekscytowany organizacją wszystkiego, że nie chciałem mu odmawiać" - wyznał nasz 33-letni gwiazdor.

 "Szukałem czegoś poza F1, co sprawi, że będę lepszym kierowcą, czego nie robią inni kierowcy. Nadal uważam, że w 2010 roku zdobywałem więcej punktów w określonych sytuacjach niż zdobywałbym bez rajdów. (...) To prawda, że zapłaciłem wielką cenę i nadal ją płacę, ale to nie było tylko dla zabawy. Pragnienie stania się lepszym kierowcą była ogromne i rajdy je zaspokajały" - powiedział Kubica.

AG

Dowiedz się więcej na temat: Formuła 1 | F1 | Robert Kubica | Ronde di Andora

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje