Formuła 1. Po roku amerykańskich rządów wraca temat rozłamu

To nie pierwszy raz, kiedy w mediach pojawiają się sugestie na temat odłączenia się zespołów Formuły 1 i stworzenia odrębnej serii wyścigowej. Głośne medialne spory na ten temat toczyły się w 2009 i w 2011 roku. Temat wrócił po przejęciu F1 przez Liberty Media z rąk Berniego Ecclestone'a. - Mocno zachęcałbym właścicieli, by nie prowokowali szefa Ferrari - ostrzega dyrektor Mercedesa Toto Wolff.

Liberty Media to amerykańska korporacja działająca na wielu płaszczyznach w branży mediów i rozrywki. Od stycznia ubiegłego roku jedną z marek w jej portfolio jest Formuła 1. Amerykanie wydali na tę transakcję ponad 4 mld dolarów.

Reklama

W tym momencie zespoły Formuły 1 działają w oparciu o porozumienie z 2013 roku (Concorde Agreement), które podpisały z Międzynarodową Federacją Samochodową oraz Formula One Group. Wygasa ono w 2020 roku. W oparciu o ten dokument dzielone są zyski z praw telewizyjnych i marketingowych. Pierwsze porozumienie zostało podpisane w 1981 roku.

Przez prawie cztery dekady kwestie te potrafił pogodzić Bernie Ecclestone, umiejętnie lawirując i stosując rządy twardej ręki. Jednak pod jego nieobecność Liberty Media przystąpi do rozmów bez takiego doświadczenia i pozycji, jakie miał Brytyjczyk. Dlatego należy spodziewać się kolejnego konfliktu w walce o wpływy. W 2009 roku ta sama sprawa doprowadziła do gróźb wycofania się zespołów i stworzenia odrębnej serii wyścigowej.

Teraz, po roku amerykańskich rządów, w dodatku na dwa lata przed wygaśnięciem porozumienia, sprawa rozłamu wraca. Wywołał ją nie kto inny, tylko Ecclestone, o którym szef Mercedesa Toto Wolff powiedział jakiś czas temu, że 87-latek lubił... podrzucić do ogródka jakiś granat.

Nie drażnić włoskiego lwa

Liberty Media przejęło Formułę 1 z marszu. Pojawili się nowi ludzi, nowe koncepcje, pod koniec roku zaprezentowano nowe logo dla serii, a także podjęto kontrowersyjną decyzję o wyeliminowaniu hostess z paddocku. Ecclestone przekonuje, że z nowej wizji niezadowolony jest Sergio Marchionne, szef Ferrari, zespołu będącego jednym z najsolidniejszych fundamentów F1. Zresztą, Marchionne straszył już wycofaniem się z wyścigów, jeśli Amerykanie nie zwolnią albo nie zawrócą z kursu na duże zmiany, dotyczących m.in. prostszych silników i oczywiście podziału zysków.

Toto Wolff zgadza się, że istnieje ryzyko rozpadu w Formule 1, jeśli wszystkie strony ponownie nie dojdą do porozumienia. Austriak zaznacza jednocześnie, że chciałby, aby wszystkie strony potrafiły się dogadać.

- Perspektywa zrobienia czegoś innego jest realistyczna i może do tego dojść, jeśli nie uda nam się dopasować naszej wizji - powiedział Wolff, stojący za mistrzostwami teamu w ostatnich czterech latach.

- Marchionne ma jasną wizję tego, jak Formuła 1 powinna wyglądać dla Ferrari, czyli być purystycznym sportem, a nie kanałem z telezakupami. Mocno zachęcałbym właścicieli, by go nie prowokowali. Zgadzam się z większością tego, o czym opowiada Sergio, bo Formuła 1 ma konkretne DNA i jest to sport, który musi trzymać się swoich korzeni. Więc nie zadzierajcie z Sergio Marchionne. Formuła 1 znacznie bardziej potrzebuje Ferrari niż Ferrari potrzebuje Formuły 1 - ostrzegł Toto Wolff.

Pierwszy wyścig nowego sezonu w najbliższą niedzielę. Mercedes jest jednym z faworytów i walczy o piąte z rzędu mistrzostwo konstruktorów. Tytułu wśród kierowców broni ponownie Lewis Hamilton.

kip

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama