Kimi Raikkonen: Nasze pit-stopy są mocno wątpliwe

Kimi Raikkonen nie miał udanego ostatniego wyścigu w Bahrajnie. Fiński kierowca za szybko opuścił boks i najechał na nogę jednego z mechaników. Chwilę później musiał się wycofać, bo koło nie zostało przykręcone w odpowiedni sposób. Teraz doświadczony zawodnik Ferrari narzeka na obsługę w zespole.

Włoska ekipa za wydarzenia sprzed kilku dni została ukarana grzywną w wysokości 50 tysięcy euro. Potrącony przez Raikkonena mechanik Francesco Cigarini doznał poważnego złamania nogi.

Reklama

"Myślę, że w sprawie pit-stopów wiele rzeczy jest wątpliwych. Zawsze staramy się zyskać czas na wszystkim, ale niestety, to było dalekie od ideału. W rezultacie jeden z naszych ludzi został ranny, ale moim zadaniem jest patrzenie na światło i ruszenie, kiedy jest zielone" – mówił Raikkonen.

"Nawet jeśli zrobi się zielone, to w sekundę ruszam. Jeśli zrobi się znów czerwone, to nie mogę już nic zrobić. Pewnie wiele rzeczy można było zrobić inaczej. Stało się i za to zapłaciliśmy. Nie wiem, czy to był pech. Tu nie chodzi chyba o szczęście, jeśli mam być szczery. Może można mówić o pechu, gdy pojawi się samochód bezpieczeństwa, ale to się dzieje i nic z tym nie można zrobić. Tu jest inaczej. Po prostu musimy poprawić się w tym elemencie. To rozczarowujące, bo już na początku sezonu zanotowałem taki słaby wynik" – dodawał kierowca z Finlandii.

Kolega Raikkonen z teamu Ferrari, a więc Sebastian Vettel wygrał dwie dotychczasowe eliminacje i pewnie prowadzi w klasyfikacji generalnej mistrzostw świata.

Dowiedz się więcej na temat: kimi raikkonen | Ferrari

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje