Zdumiewający rok Roberta Kubicy

Robert Kubica rozpędzał się w 2017 roku z każdym miesiącem, ale do mety w postaci miejsca w Formule 1 nie dojechał, choć – jak niektórzy przekonują – był bardzo blisko. 33-letni kierowca udowodnił, że może ścigać się samochodem F1 i jest to jedna z bardziej krzepiących sportowych historii w ciągu ostatnich 12 miesięcy.

W 2011 roku Robert Kubica cudem przeżył wypadek w pomniejszym włoskim rajdzie. W ułamku sekund w życiu polskiego kierowcy wszystko się zmieniło. Trzeba było przewartościować marzenia i cele. Kiedy dotyka nas skrajne życiowe doświadczenie często mamy wrażenie, że funkcjonujemy w dwóch światach. Z jednej strony wydaje nam się, że to wszystko jest filmem albo snem, z drugiej szczypiemy się i rozumiemy, że to niestety prawda. Kubica też musiał się tak czuć.

Reklama

Perspektywy w Formule 1 miał wspaniałe, ale zamiast szeroko omawianego miejsca w Ferrari, po kilku ciężkich operacjach, zajął miejsce w gabinecie rehabilitacyjnym. Prawa ręka doznała poważnych uszkodzeń. Nikt nie pomyślałby wtedy, że po siedmiu latach Kubica jeszcze o sobie przypomni i zakręci się bardzo blisko karuzeli najbardziej prestiżowej serii wyścigowej świata.

A jednak. Rok 2017 w życiu Kubicy był wyjątkowo przejażdżką w kilku superszybkich autach. Coś, co jeszcze nie tak dawno wydawało się mrzonką, nabrało bardzo realnych kształtów w postaci fotela kierowcy w Williamsie. Ta historia rozpalała wyobraźnię kibiców nie tylko sportów motorowych na całym świecie. Ale nie ma czemu się dziwić. Kubica wykonał ogrom pracy, by znaleźć się w tym miejscu. Zdumienie, szacunek, niedowierzanie – takie wrażenia wywołuje ogrom pracy, jaki wykonał Kubica, by znaleźć się w tym miejscu.

Oczywiście mijający rok to tylko końcowy efekt wielu lat ciężkich przygotowań. W lutym poinformowano o udziale Kubicy w długodystansowych mistrzostwach świata w zespole ByKolles, z których Polak zaskakująco zrezygnował w kwietniu. Jak się miało później okazać przymiotniki „zaskakująco” i „sensacyjnie” były związane z Kubicą permanentnie.

Jeszcze tego samego miesiąca zwycięzca GP Kanady w barwach BMW Sauber wsiadł do auta z serii GP 3. Było to pierwszy przejazd jednomiejscowym samochodem od sześciu lat. W maju sprawdził bolid Formuły E, a od czerwca, czyli pierwszych testów z Renault, już do grudnia spekulowano tylko o powrocie Kubicy do F1. Zespół, w którego barwach jeździł, zaoferował mu próby w Lotusie z sezonu 2012. Kubica przekonywał, że czuje się bardzo dobrze. Zapewniał, że przezwyciężył ograniczenia prawej ręki i szukał kolejnych okazji do sprawdzenia się.

Renault pomogło także w zorganizowaniu treningów w aktualnym samochodzie w symulatorze ekipy Red Bull Racing, po czym ogłoszono, że w sierpniu Kubica weźmie udział w testach autem Renault R.S.17. Polak przejechał 142 okrążenia, zaskakiwał czasami. Nagle okazało się, że może znajdzie miejsce w zespole, w którym występował przed tragicznym wypadkiem. Jednak w tle toczyły się negocjacje w sprawie zmiany dostawcy silników. Ekipa Toro Rosso chciała zamienić Renault na Japończyków z Hondy, którzy dawali spore pieniądze. Francuska ekipa w drodze rekompensaty poprosiła o oddanie do niej kierowcy Toro Rosso Carlosa Sainza Jr.

Tak skończył się serial o angażu Kubicy w Renault, ale szybko rozpoczął się kolejny z miejscem w Williamsie. Krakowianin był długo murowanym kandydatem do startu obok Lance’a Strolla w sezonie 2018. Testy w Abu Zabi miały dopełnić formalności. Tymczasem na torze Yas Marina zjawił się wsparty rosyjskimi milionami rezerwowy kierowca Renault Siergiej Sirotkin, który zwyczajnie przelicytował Kubicę.

Ekipy Formuły 1, które nie osiągają dobrych wyników, a taką ekipą jest Williams, mają ogromne problemy ze spięciem budżetu. Stąd polityka zatrudniania kierowców z mocnymi finansowo plecami. Brytyjski zespół, odrzucając pieniądze Sirotkina, działałby z niekorzyścią dla samego siebie. Dobrze zorientowany dziennikarz w świecie F1 Joe Saward napisał na swoim blogu, że szansa dla Sirotkina oznaczała poważne zmniejszenie szans Kubicy.

Saward ostatnie tygodnie zdiagnozował tak: „Mówi się, że Robert Kubica nie był wystarczająco szybki w Abu Zabi, ale inne źródła twierdzą, że to tłumaczenie zostało wypuszczone celowo, by Williams uniknął oskarżeń o wybieranie kierowcy na podstawie pieniędzy, a nie umiejętności”. Brytyjczyk napisał też bardzo ciekawie o tym, kto w ogóle wsparł Kubicę w staraniach o powrót do Formuły 1 i jednocześnie zasiał kolejny ferment w polskich mediach. Według jego informacji miał nim być… były współwłaściciel Formuły 1 fundusz CVC Capital Partners, czyli m.in. właściciel sieci sklepów Żabka i spółki PKP Energetyka, czego zainteresowane strony później nie potwierdziły.

Williams podobno tylko czeka na pierwszą ratę od Rosjan, czyli od banku SMP, którego właścicielem są oligarchowie Borys i Arkadij Rotenbergowie. Dlatego decyzję o ogłoszeniu nazwiska drugiego kierowcy przełożono z zapowiadanego przez Williamsa końca grudnia na styczeń. Ma nim być Sirotkin. Ale czy to jest w sumie najważniejsze w historii Robert Kubica? 33-latek udowodnił wszystkim, że może ścigać się samochodem F1 i jest to jedna z bardziej krzepiących, budujących sportowych historii w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Najlepiej podsumowują ją Kubica:

- W 90 proc. prowadzenia przeze mnie samochodu nie zmieniło się od tego, jak to kiedyś wyglądało. A w rzeczywistości to jestem w lepszej formie. W przeszłości byłem leniwy, a teraz muszę pracować dwa razy mocniej. Podsumowując, mózg robi wielką różnicę. To niesamowite, jak wielki potencjał ma ludzki mózg i jak szybko potrafi się adaptować do innych warunków.

kip

Dowiedz się więcej na temat: Robert Kubica | Formuła 1

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje