Historia pewnej licencji, czyli kolejna udana kiwka Zibiego

By nie zostać posądzony o to, że wszędzie dookoła widzę nieprawidłowości w działalności piłkarskich działaczy , a na "przekrętła" , które mają miejsce w łódzkiej piłce jestem głuchy i ślepy, bo najciemniej jest pod latarnią , postanowiłem w dzisiejszym felietonie zająć się sprawą "wajchy stulecia", jak jeden z udziałowców spółki Widzew SSA, Andrzej Grajewski, określił uzyskanie przez RTS Widzew licencji na drugoligowe występy.

Zatem po kolei - oczywiście w telegraficznym skrócie:

Reklama

Po spadku Łodzian do II - ligi prezes spółki Widzew SSA , Jacek Dzieniakowski zwrócił się do Związku z pytaniem, czy ma szansę na uzyskanie licencji - niestety, po negatywnej odpowiedzi, spółka postanowiła o zaprzestaniu sportowej działalności , co w praktyce oznaczało (tak jak to było w przypadku Pogoni Szczecin) degradację drużyny do VI - ligi.

Wówczas do akcji wkroczyło stowarzyszenie RTS Widzew, które wystąpiło do Komisji Licencyjnej , by ta pozwoliła Łodzianom rywalizować na drugoligowych boiskach. Niestety, odpowiedź z dnia 19 lipca 2004 r. była również negatywna, bowiem RTS nie spełniał wielu warunków wymaganych przy każdorazowym wydawaniu tego rodzaju ligowych kwitów.

Nie zrażeni takim potraktowaniem członkowie Zarządu RTS z prezesem (najsłynniejszym grabarzem w Łodzi) Witoldem Skrzydlewskim na czele zwrócili się o pomoc do Zbigniewa Bońka , by ten ratował Widzew i przekonał ludzi zasiadających w Komisji Odwoławczej ds. Licencji Klubowych, by mimo nie spełnienia wielu uwarunkowań, ta szacowna "miodowa koteria" dopuściła RTS do II - ligowego czempionatu.

Okazało się, że wszechwładność (czytaj posiadanie kompromitujących kwitów na byłych kopanych towarzyszy) Zibiego w polskiej skopanej jest nadal potężna i zaledwie 5 dni później, decyzją z dnia 24 lipca 2004 roku Komisja Odwoławcza, zmieniła zaskarżoną przez RTS, decyzję Komisji Licencyjnej i upoważniła RTS - Widzew do uczestnictwa w rozgrywkach II - ligi.

W uzasadnieniu - które jak najszybciej powinno trafić na prokuratorskie biurko - decyzji o przyznaniu licencji najważniejsze dwa punkty to:

1). Jeden z głównych udziałowców (ciekawe który?) SPN Widzew SSA , na posiedzeniu (ciekawe kiedy?) przedstawicieli Zarządu RTS i głównych udziałowców SPN Widzew SSA, zobowiązał się do uregulowania zaległych zobowiązań (ciekawe ile?) wobec członków PZPN.

2). W dniu 22 lipca 2004 r. Zarząd RTS Widzew podjął decyzję, że w przypadku otrzymania licencji pozostawi do dyspozycji PZPN środki finansowe z Canal+, wynikające z tytułu praw do transmisji TV.

Jeśli chodzi o przekręty w punkcie pierwszym, to oprócz wypunktowanych w nawiasach pytaniach , pragnę poinformować czytelników, "miodowych decydentów" i oczywiście prokuratora , że Andrzej Pawelec w obecności świadków oświadczył mi, że żadnych zobowiązań dla RTS - u nie podpisywał, natomiast Andrzej Grajewski na pytanie dziennikarza Sportu o gwarancje dla łódzkiego klubu odpowiedział, że jest to "wajcha stulecia".

Natomiast drugi punkt jest typowym dzieleniem skóry na niedźwiedziu, bo jak autorytatywnie twierdzi Grajewski to on jest do 2006 roku dysponentem (na mocy notarialnej umowy) "Canalowej kasy" i nikt oprócz niego nie ma prawa dysponować tymi pieniędzmi - o czym doskonale wiedział prezes Witold Skrzydlewski.

Jednak te przekręty są małymi "fiki miki" z tymi, jakie dopiero po uzyskaniu licencji zostały poczęte w budynku klubowym przy al. Piłsudzkiego w Łodzi.

Najpierw zarejestrowano w Sądzie Stowarzyszenie Widzew Łódź i założyciele z Bońkiem i Szymańskim (tak, tak, tym samym który był ściśle związany z aferą barażową i "cudowną formą graczy Świtu w końcówce ligowego sezonu 2003/04) powołali kilkuosobowy Zarząd, którego jednym z "wicków" został prezes RTS - u Witold Skrzydlewski.

Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, iż pan Witold w dużym stopniu przyczynił się do decyzji Walnego Zgromadzenia RTS (6 września 2004), o likwidacji RTS - u, wyrejestrowaniu tego podmiotu z członków PZPN, oraz przekazaniu licencji i wszystkich zawodników byłego RTS - u, do "Bońkowo - Szymańskiego Stowarzyszenia".

I żeby było śmieszniej, tę swoistą samowolkę licencyjną usankcjonowała " Speckomisja , albo Nadkomisja (spory trwają do dziś) Licencyjna", czyli po prostu..Okręgowy Związek Piłki Nożnej w Łodzi.

Po tej wiekopomnej decyzji, ten nowy futbolowy (po)tworek "legalnie" występuje w drugoligowej konfrontacji, a na pytanie wierzycieli o zwrot szmalu Boniek z Szymańkim odpowiadają z uśmiechem na ustach, żeby się od nich "odstosunkować", ponieważ oni tych długów nie zrobili i nie zamierzają ich spłacać.

Na taki kit i typową "Zbychoterapię" można co najwyżej nabrać nie bardzo kumatych w temacie "piłka nożna" prokuratorów, rzeźników, makaroniarzy (chociaż w tym konkretnym przypadku spuszczenie przed kilku laty "Fiorentiny" z Serie A wskazuje na coś zupełnie innego) i przedstawicieli kilku innych zawodów, jednak nie ludzi ze środowiska, którzy , jak najbardziej słusznie postanowili w PZPN - ie dochodzić swoich praw.

Centrala mając świadomość, że kolejne "przekrętła" nowo - starego Zarządu mogą zakończyć się ustanowieniem przez odpowiednie organa Zarządu Komisarycznego postanowiła dać nowemu Widzewowi czas do 15 stycznia na wyjaśnienie w/w kwestii, po czy ma wydać ostateczny wyrok w tej bulwersującej sprawie - jaki będzie werdykt, ja już wiem, ale obym się nie mylił!

Przecież w każdym cywilizowanym Związku , po pierwsze, RTS nie otrzymałby licencji, a gdyby przez przypadek sprawa zabrnęła aż tak daleko, to nowy Widzew (dlaczego na oficjalnej stronie internetowej PZPN i meczowych sprawozdaniach , w rundzie jesiennej w dalszym ciągu figuruje- formalnie nie istniejący RTS ?) natychmiast zostałby zdegradowany do VI - ligi, mecze z rundy jesiennej zostałyby zweryfikowane jako nie odbyte, a ludzie typu Boniek Szymański, Skrzydlewski i paru innych miało by zakaz działalności w sporcie przez kilkanaście lat, albo i jeszcze dłużej.

Zatem, jeśli w tej bulwersującej sprawie nie zapadną przykładne kary, to akcjonariusze Ruchu Chorzów , którzy - -zgodnie z prawem i wynikającymi z tego powodu konsekwencjami - postanowili przejąć, od starego ,zadłużonego sportowego podmiotu, aktywa (licencje i historyczną ciągłość) , oraz PASYWA (długi wobec członków PZPN, piłkarzy, trenerów, pracowników i podmiotów związanych z PZPN) do nowo powstałej sportowej spółki, będą w porównaniu z łódzkimi "kombinatoro - działaczami "pętakami" nie potrafiącymi myśleć po Bońkowemu - Ale widocznie na Śląsku nie znaleziono ( i całe szczęście) podobnego dryblera, który potrafi "wykiwać" najlepszych skopanych obrońców - prawa oczywiście.

Jan Tomaszewski

Dowiedz się więcej na temat: PZPN | Widzew

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy