Krajobraz po bitwach w cieniu tragedii

Niestety, czy się to komuś podoba, czy nie mecze z Azerami i Irlandczykami były tylko drobnymi bitwami, by nie powiedzieć zwycięskimi potyczkami naszej reprezentacji , przed prawdziwymi wojnami o udział w niemieckich finałach jakie czekają podopiecznych Pawła Janasa z Austriakami o drugie i ewentualnie Anglikami o pierwsze miejsce w grupie.

Wydawało się rozmiary zwycięstwa nad Azerbejdzanem, a właściwie składna i harmonijna gra reprezentacji, "to już jest to", co pozwala nam kibicom mieć nadzieję na optymizm przed następnymi spotkaniami z Irlandczykami, Azerami, Austriakami i Walijczykami, które jeśli zostaną rozstrzygnięte na naszą korzyść, to mecz z Anglikami będzie tylko towarzyskim spotkaniem, bowiem obydwa zespoły będą już miały zapewniony awans do niemieckich finałów.

Reklama

Niestety przebieg kolejnego - tylko cztery dni później - meczu drużyny narodowej z Irlandczykami "sprowadził Nas, na ziemię" i nie było by w tym nic nadzwyczajnego, bo w piłce wszystko jest możliwe, gdyby nie fakt, iż ten swoisty futbolowy horror zaserwował nam - na własne życzenie - sam... selekcjoner.

Dla mnie, oraz wielu obserwatorów meczu z wyspiarzami było niezrozumiałe dlaczego trzech zawodników - Marek Saganowski, Kamil Kosowski i Andrzej Niedzielan - z 14-tki, która znakomicie spisała się w spotkaniu z Azerami, kilkadziesiąt godzin później, nie zasiadło nawet na ławce rezerwowych. Szczególnie brak uznania selekcjonera dla Sagana i Kosy był ogromnym zaskoczeniem, bo po pierwsze strzelili oni trzy gole Azerom , a po wtóre , kiedy okazało się, że ich zmiennicy, "drepczący w środkowym kole boiska" Radosław Kałużny , oraz biegający bezmyślnie, raz po prawej, raz po lewej flance, Bartosz Karwan spisują się żenująco słabo i słusznie (tylko dlaczego tak późno?) zostali zastąpieni... przez jeszcze słabszych, Grzegorza Rasiaka i Sebastiana Milę, którzy nic nowego nie wnieśli do gry.

Poza tym posadzenie - w środę - na ławce wiślaka Sobolewskiego, który w sobotę rozegrał bardzo dobry mecz może mieć wpływ na atmosferę w zespole, bowiem krakowscy kadrowicze muszą stanąć po stronie klubowego kolegi, tym bardziej, że piłkarze są przesądni i uważają każdą zmianę dokonaną w zwycięskim składzie za niekorzystną. Starsi kibice na pewno pamiętają mecz Orłów Górskiego z Włochami na MŚ-74, kiedy to Polacy mieli już przed tym spotkaniem, zapewniony awans do następnej rundy, jednak pan Kazimierz , nie bacząc na kumulacje zmęczenia desygnował do gry podstawową jedenastkę, bo tylko w spotkaniach o wysoką stawkę następuje konsolidacja zespołu a ponadto, po co psuć zwycięską atmosferę.

Jeśli chodzi o grę, to na pewno można powiedzieć, że musi ona być jeszcze lepsza, szczególnie przeciw Austriakom i Anglikom i moim zdaniem korzystnej poprawy stylu gry "biało-czerwonych" należy szukać dokonując personalnych korekt na lewej obronie i prawej pomocy.

Chociaż, kto wie, czy grający z przymusu za kontuzjowanego Tomasza Rząsę , Tomek Kiełbowicz - to nie jest już to? Natomiast co się tyczy prawej flanki, to Paweł Janas powinien się wreszcie zdecydować i postawić na jednego z trójki: Kamil Kosowski, Damian Gorawski , Euzebiusz Smolarek.

Wydaje się, że szczególnie przebieg tego zgrupowania kadry , podczas którego rozegrano dwa mecze, potwierdził konieczność odmłodzenia kadry i szukania dublerów dla Krzynówka, Frankowskiego, Żurawskiego, Szymkowiaka i paru innych obecnych pewniaków, którzy w przypadku kontuzji, lub nadmiaru kartek będą musieli być zastąpieni przez talenty, typu: Marcin Burchard, Jakub Rzeźniczak. Marcin Smoliński, Przemysław Kaźmierczak i kilku jeszcze młodszych graczy. Mam nadzieję, że Paweł wypróbuje kilku młodych w meczu z Meksykiem, która dzięki pomocy "szkieletowi kadry" , opartemu na zawodnikach Wisły zaprezentuje swoje nieprzeciętne umiejętności i przekona selekcjonera, że warto w nich inwestować. Wzorowym przykładem - w przeciwieństwie do mundialowej kadry - przyszłej zmiany warty jest sytuacja wśród bramkarzy. Młodzi , jak na bramkarzy, Artur Boruc i Marcin Cabaj mają wspaniałą okazję wspólnie trenując z Jurkiem Dudkiem , dużo się nauczyć i w razie - odpukać w niemalowane... - niedyspozycji, bądź zakończenia reprezentacyjnej kariery zawodnika Liverpoolu, godnie Go zastąpić.

A skoro poruszyłem ten problem, to wydaje się że nadszedł czas, by zawodnicy , którzy w dużym stopniu przyczynili się do awansu po 16 latach naszej drużyny narodowej do światowych finałów podjęli męską decyzję i nie narażali się na ryzyko przegrywania rywalizacji z młodymi , w efekcie czego "robią" za rezerwowych, czy "trybuniarzy".

Osobny - niestety żałosny - problem to słynne studio prowadzone przez człowieka orkiestrę (autorytatywnie - czytaj wazeliniarsko - wypowiada się o skokach, lekkiej, koszykówce piłce i właściwie o wszystkich sportach) Włodzimierza Szaranowicza, które można porównać do towarzystwa wzajemnej adoracji, próbującego, nam telewidzom wmówić, że wszystko jest w porządku i nasza piłka toczy się w dobrum kierunku. Panowie zrozumcie, że wasze "lukrowanie" tylko zaciemnia obraz naszej skopanej i wcześniej czy później skutki waszego ględzenia będą miały opłakane skutki.

Całe szczęście , że mecz zakończył się zwycięstwem i w dalszym ciągu jesteśmy na pierwszym miejscu (dającym bezpośredni awans) wśród drużyn zajmujących drugie pozycje w grupie, ale nie wolno zapomnieć, że gdyby Irlandczycy dowieźli nikomu nie potrzebny remis do końca, stracilibyśmy premiującą miejsce w tej dodatkowej statyscyce. Mam nadzieję, że Paweł wyciągnie odpowiednie wnioski z popełnionych błędów (błąd jest rzeczą ludzką i tylko ten ich nie popełnia, kto nic nie robi) i w myśl powiedzenia, że historia lubi się powtarzać, ponownie wystąpimy (przypomnę tylko, że 32 lata temu w grupie również byli Anglicy i Walijczycy) w niemieckich finałach i... oby co najmniej z takim samym skutki.

Natomiast, co się tyczy rozegranej - nie całkowicie - kolejki ligowej, to wielkie słowa uznania dla Michała Listkiewicza i Eugeniusza Kolatora za podjęcie decyzji, po której piłkarze i kibice mogli zadecydować, czy w tych trudnych dla Ojca Świętego chwilach zjednoczyć się z najwierniejszym sympatykiem Cracovii, w ciszy i spokoju, czy w myśl ostatniego zdania napisanego przez Papieża (jestem zadowolony, bądźcie i Wy) wspólnie z kibicami i boiskowymi rywalami odmówić modlitwę za cierpienia największego światowego autorytetu i przystąpić do wykonania solidnej pracy - czyli rozegrania pojedynków. Niestety nie wszyscy zachowali się godnie. W Poznaniu spiker przedwcześnie (o 24 godziny) dał do zrozumienia o ogromnym nieszczęściu jakie właśnie teraz nastąpiło w Watykanie i mecz zgodnie z wcześniejszą decyzją PZPN został przerwany.

Mam nadzieję, że kierownictwo, kibice i zawodnicy Pogoni nie będą domagali się przyznania walkoweru, a zgodnie z naukami o przestrzeganiu zasad fair-play w sporcie, głoszonymi przez Karola Wojtyłę przyjadą w wyznaczonym terminie do Poznania i dokończą przerwane spotkanie.

Jan Tomaszewski

W związku z obraźliwymi tekstami komentarzy dotyczących felietonów Jana Tomaszewskiego, uprzejmie informujemy, że nie będziemy publikowali anonimowych komentarzy w których zamiast merytorycznej dyskusji, będą zawarte wyzwiska, pogróżki i obraźliwe epitety pod adresem naszego współpracownika.

Jeśli ktoś z zainteresowanych czuje się pokrzywdzony tekstem Jana Tomaszewskiego, ma prawo dochodzić sprawiedliwości drogą prawną.

Jednocześnie informujemy, że zamieścimy każdy, nawet najbardziej drastyczny komentarz, ale pod warunkiem uprzedniego sprawdzenia danych osobowych autora, by pan Jan Tomaszewski mógł dochodzić swoich praw w sądzie powszechnym.

Dowiedz się więcej na temat: awans | skutki | kibice | mecze | kadry | mecz | krajobraz

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje