Listkiewicz serwuje kit

Krótkie przypomnienie faktów. Przed wyjazdem na ateńskie igrzyska Zbigniew Pacelt (prawa ręka prezesa Paszczyka) zapewniał w mass-mediach: Jesteśmy wspaniale przygotowani i jedziemy do stolicy Grecji, by wreszcie przerwać spadkową tendencję medalową, jaką niestety notujemy w ostatnich latach, kiedy nasi reprezentanci występują na najważniejszej imprezie sportowej na świecie.

- Przeciętny, by nie powiedzieć słaby, występ naszych Orłów i kompromitujące błędy kierownictwa ekipy (waga kajaku, końcówka walki boksera i wiele innych niedoróbek) wywołał gniew społeczny, który doprowadził do publicznego - jak najbardziej słusznego - oświadczenia pierwszego kibica RP - prezydenta Aleksandra, o dymisji prezesa PKOl, Stanisława Stefana Paszczyka .

Reklama

- Niestety, pan prezes nie zachował się jak prawdziwy mężczyzna i całą winą za "ateńską żenadę" obwinił rząd RP - zapominając przy tym dodać, że jako wielki orędownik SLD i przyjaciel najważniejszych ludzi w państwie, miał nieograniczony dostęp do najwyższych urzędów, a przyjęcie kierownictwa olimpijskiego kilkanaście godzin po powrocie - na tarczy - z Aten potwierdza moją tezę.

- Oczywiście o dymisji nie było mowy, bo po pierwsze - jak stwierdził Paszczyk - prezydent Kwaśniewski źle zinterpretował słowa wypowiedziane w bezpośredniej rozmowie z Nim, a po wtóre, pan Stefan odłożył decyzję do lutowego spotkania olimpijskiej rodziny, która wybierze nowe kierownictwo PKOl.

Niestety, jak było do przewidzenia, szef olimpijskiego komitetu postanowił walczyć o to, by nie zostać "odspawany" z prezesowskiego stołka i na początku roku opublikował AUTORSKĄ koncepcję przygotowań reprezentacji Polski do igrzysk olimpijskich , które odbędą się (jeszcze nie wiadomo gdzie?) w 2012 roku. W tym swoistym sportowym koncercie życzeń, można przeczytać, między innymi, że: celem przygotowań będzie udział w reprezentacji 250-300 zawodników, którzy ZDOBĘDĄ 22-26 medali (plan maksimum przewiduje nawet 30 "krążków"); 100 zawodników zdobędzie miejsce w pierwszej ósemce, oraz 5-7 dyscyplin zespołowych zakwalifikuje się na igrzyska. Jedynym logicznym wytłumaczeniem skonstruowania (kto wie czy nie pod wpływem sylwestrowych bąbelków?) tak cudownego i krzepiącego serce każdego kibica planu, jest chęć wywarcia wrażenia przedwyborczego na delegatach lutowego głosowania i postawienia Ich w sytuacji bez wyjścia. Bo jeśli nie wybiorą na następne DWIE kadencje pana Stefana, to w Pekinie i jeszcze gdzieś tam, cztery lata później czekają nas kolejne kompromitacje, natomiast w przypadku jedynie słusznego wyboru (reelekcji) nowo-stary prezes będzie jeszcze przez osiem lat karmił Nas kibiców podobnymi optymistycznymi bzd.., o przepraszam obietnicami - a następnie opracuje autorską koncepcje przygotowań do igrzysk do końca XXI wieku.

Podobny kit zaserwował Nam Michał Listkiewicz, który autorskim pomysłem, by Polska wspólnie z Ukrainą zorganizowała mistrzostwa Europy w kopanej, zainteresował nawet rząd RP, który na jednym ze swoich licznych , choć niezbyt efektywnych posiedzeń, poparł propozycję prezesa PZPN, jednak gwarancji finansowych nie udzielił - czyli mówiąc "sportowym językiem minionej epoki": Wicie, rozumiecie, załatwiamy odmownie i przesyłamy wyrazy?..

Ale czy można było się spodziewać innej reakcji tego sportowego nierządu, jaki niestety panuje w naszym kraju, skoro na pierwszej w historii parlamentu trzeciej RP, debacie sportowej (felieton "Historyczna, czy histeryczna debata"), przedstawiciel MENiSa, ówczesny podsekretarz stanu Adam Giersz oświadczył: RZĄD NIE WIDZI POTRZEBY UTWORZENIA MINISTERSTWA SPORTU - a tak na marginesie, to czyżby w nagrodę za tak odważne stwierdzenie, były już szef naszego sportu, jest obecnie kandydatem na nowego prezesa PKOl?

Natomiast powracając do pomysłu z ME 2012, to chyba tylko słynny Harry Potter mógłby sprawić, że w obecnej degrengoladzie finansowej w jakiej znajduje się zdecydowana część naszego społeczeństwa, rząd odważy się zainwestować miliardy euro na zbudowanie luksusowych 5-6 stadionów i niezbędnej infrastruktury (hotele, parkingi, autostrady, itd., itp.) i to w ciągu siedmiu lat.

Wydaje się, że "Listek" zapomniał, iż w Warszawie stadion narodowy jest już budowany (niestety, tylko w coraz to innych architektonicznych pracowniach) od niepamiętnych czasów, a baza hotelowa w kilku miastach pretendujących do organizacji mistrzowskich meczów, bardziej pasuje do organizacji harcerskich zlotów lub imprez plenerowych na polach namiotowych, niż dla ogromnej rzeszy kibiców, największej europejskiej imprezy sportowej.

Zatem reasumując : Ten swoiste koncerty życzeń panów Paszczyka i Listkiewicza mają taką samą szansę realizacji , jak - całe szczęście w porę wycofana - propozycja zorganizowania w nomen omen, 2012 roku igrzysk w Warszawie (były już nawet projekty Wojciecha Zabłockiego przyszłych aren zmagań olimpijskich!), oraz próby, niestety zakończone kompromitującą promocją Zakopanego - na japońskiej sesji MKOl - zorganizowania pod Krokwią zimowego spotkania najlepszych sportowców świata.

Poza tym, jeśli UEFA przyznała by - w chwili słabości - Polsce organizacje takiej rangi imprezy, to potwierdziłaby tylko dotychczasową "ślepotę" na afery cyklicznie wybuchające w naszej piłce i utwierdziła całe to skopane towarzystwo, że popiera ich "tfu.. rczą działalność", a wówczas hasło Listkoludków: Między Odrą, Bugiem, a Nysą tylko My są, a pozostały czterdziestomilionowy plebs może nam co najwyżej naskoczyć, zyskałoby jeszcze bardziej na "wartości".

Jan Tomaszewski

Dowiedz się więcej na temat: igrzyska olimpijskie | PKOl | Michał Listkiewicz

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje