(Nie)udane transfery to nasza specjalność

Zamieszanie, a właściwie bałagan, jaki przez cały styczeń panował - przy usilnych staraniach kierownictwa Wisły - na ulicy Reymonta w Krakowie, związany ze sprzedażą Macieja Żurawskiego i Mirosława Szymkowiaka do zagranicznego klubu, potwierdza niestety obiegową opinię o żenujących wprost umiejętnościach kierowania zawodowym klubem piłkarskim nowego prezesa "Białej Gwiazdy", który na każdym kroku kompromituje nie tylko siebie, ale całe środowisko.

O pośmiewisku, które będzie jeszcze miało swój dalszy ciąg w UEFA, czyli o zamianie wbrew logice, przepisom PZPN i paru innym argumentom trenera Kasperczaka na Liczkę nie będę wspominał (zainteresowanych odsyłam do tekstu: Kasperczak jednak wykopany), teraz przytoczę kilka faktów, które muszą spowodować, że czołowi reprezentanci Polski , dzięki działalności Janusza B., nie będą optymalnie przygotowani do czekających Nas eliminacyjnych spotkań, które mogą naszym Orłom zapewnić bezpośredni awans do niemieckich finałów.

Reklama

Przecież wielotygodniowe pertraktacje z przedstawicielami rosyjskich, hiszpańskich i tureckich klubów, przy otwartej kurtynie (obszerne relacje w mass-mediach), muszą negatywnie wpłynąć na wiosenną formę "Żurawia" i "Szymka", ponieważ w tym najważniejszym dla piłkarzy okresie "ładowania akumulatorów" zamiast skupić się na ogromnie ciężkiej pracy, zawodnicy intensywnie myśleli o swojej przyszłości, udzielali licznych wywiadów, rozmawiali z ewentualnymi przyszłymi pracodawcami o warunkach kontraktowych itp., itd. O tym jaka jest aktualnie - wykolegowanego przez dyletanckiego prezesa - forma psychiczna Macieja Żurawskiego świadczy jego wywiad - na temat zawieruchy transferowej - ("Fakt", 3 lutego) pod znamiennym tytułem: "Nie chce mi się gadać".

Jeśli do tego dodać - jak podaje "Przegląd Sportowy" - sprzeczności związane z tym, iż właściciel Wisły Bogusław Cupiał jest jednym z sygnatariuszy grupy G-4 ( takiej folklorystycznej, futbolowej bandy czworga, której drużyny grając w europejskich pucharach, "wywindowały" naszą ligę na... 60. miejsce wśród 74 sklasyfikowanych lig) , która wycofała pełnomocnictwa dane PZPN w 2000 roku na sprzedaż przez związek praw telewizyjnych ze spotkań ligowych, a ni(e)jaki Janusz Basałaj zasiada wspólnie z Zbigniewem Koźmińskim, Eugeniuszem Kolatorem i Marcinem Stefańskim w "miodowej komisji" - "opylającej" prawa z... ligowych spotkań , to konia z rzędem temu, kto połapie się o co właściwie chodzi w tym wiślackim, "skopanym" cyrku?

Kolejnym transferowym h(k)item może okazać się gra w ŁKS-ie Igora Sypniewskiego, który postanowił wrócić do Łodzi - i nie było by w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie kilka "ale". Otóż okazało się, że powrót piłkarza uwarunkowany jest (jak donosi łódzka prasa) kilkoma punktami, których spełnienie musi doprowadzić do popsucia atmosfery w zespole, bowiem pozostali gracze mogą mieć uzasadnione pretensje do działaczy o to, że nie traktuje się wszystkich jednakowo. Mam tu na myśli indywidualne treningi w celu odpowiedniego przygotowania się pana Igora do rundy wiosennej, warunki finansowe, zdecydowanie lepsze od pozostałych graczy i jeszcze kilka punktów kontraktowych, których nawet David Beckham mógłby pozazdrościć. Oczywiście, jak się chce mieć gwiazdę w zespole, to trzeba liczyć się z ogromnymi wydatkami, jednak w tym konkretnym przypadku publiczna wypowiedz byłego menedżera piłkarza - Adama Mandziary (kto ,jak nie On zna lepiej wady i zalety Igora S.?), który autorytatywnie stwierdził: Sypniewski ma coś z głową i musi się leczyć?! - powinna zmusić władze ŁKS-u do przeanalizowania jeszcze raz sensu podpisania umowy o pracę z zawodnikiem.

Natomiast, co się tyczy transferów działaczy to na uwagę zasługują dwa.

Pierwszy dotyczy Stanisława Speczika, który 24 lutego będzie REPREZENTOWAŁ POLSKĘ, jako delegat Europejskiej Unii Piłkarskiej na spotkaniu 1/16 finału pucharu UEFA pomiędzy Newcastle United., a SC Heerenveen. Oczywiście, każdy transfer działacza PZPN do "uefowskiego gremium" musi cieszyć, jednak w tym konkretnym przypadku potwierdza się opinia, że kierownictwo europejskiej piłki jest w dalszym ciągu ślepe i głuche na afery mające miejsce w naszej "skopanej".

Przypomnę tylko, że prokuratura wrocławska posiada niezbite dowody na opylenie przez kilku kopaczy Polaru trzech punktów drużynie Zagłębia Lubin, za co zgodnie z przepisami... UEFA "zespół kupujący" musi zostać "spuszczony" do niższej klasy.

Niestety, Zagłębie zamiast degradacji do trzeciej, awansowało do pierwszej, a całemu smaczkowi w tej sprawie dodaje fakt, iż pan Stanisław był jednym z dwóch mandatariuszy lubińskiego klubu na ostatnim walnym zgromadzeniu PZPN - czyżby zatem europejska Unia stawiała przy nominacji na swoich przedstawicieli-obserwatorów, na ludzi, którzy najlepiej wiedzą jak wyglądają "lewe mecze"? A tak na marginesie, to czym dla polskiej piłki (nie przypominam sobie o takim nazwisku klasowego piłkarza czy sędziego) zasłużył pan Speczik, że dostąpił takich zaszczytów - czyżby to była ekskluzywna przechowalnia byłych towarzyszy, z jaką obecnie mamy do czynienia w koncernie energetycznym?

Jeśli tak, to teraz należy oczekiwać od nie bardzo kumatych - o tym co się dzieje w poszczególnych futbolowych federacjach - decydentów UEFA, że główny aktor afery wygwizdanych spotkań na niemieckich boiskach, Robert Hoyzer... będzie kwalifikatorem sędziów na meczach LM, bowiem największą jego zaletą jest doskonałe - z autopsji -rozeznanie w temacie, pt: Jak się robi "przekrętła: i ustawia wyniki spotkań.

Drugim transferem - powrotnym - jest powierzenie, przez zarząd, funkcji przewodniczącego komisji zagranicznej PZPN - Zbigniewowi Bońkowi. Akurat zakres obowiązków tego kolejnego miodowego gremium jest idealny dla "Zibiego", który jako były wspaniały piłkarz jest znany w futbolowym środowisku na całym świecie, włada biegle kilkoma językami i potrafi zainteresować dyskutantów merytorycznymi tematami.

Jednak stonowane, by nie powiedzieć pesymistyczne, wypowiedzi prasowe nowego przewodniczącego na temat organizacji w Polsce ME 2012, świadczą o tym, że zgoda "Zibiego" na szefowanie komisji, bardziej ma na celu zatuszowanie lub zalegalizowanie, ewidentnie, bezprawnych działań związanych z przejęciem przez nowe stowarzyszenie Widzew, licencji od RTS-u, niż praca w gronie ludzi, którzy na grudniowym walnym spędzie Listkoludków, dali Zbyszkowi do zrozumienia, by nie kandydował do nowo-starych władz, bo zostanie przez zdecydowaną większość mandatariuszy skreślony z listy. Mam nadzieję, że trzyosobowa (Zbigniew Koźmiński , Henryk Apostel, Eugeniusz Stanek) komisja powołana do zbadania widzewskich nieprawidłowości weźmie moje sugestie pod uwagę i wyda jak najszybciej ( przypomnę tylko, że według zapowiedzi nowych władz PZPN, 15 stycznia miał być wydany werdykt) SPRAWIEDLIWY wyrok w tej bulwersującej - przedstawicieli wszystkich ligowych klubów w Polsce - sprawie.

Jan Tomaszewski

Dowiedz się więcej na temat: UEFA | transfery | PZPN

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje