O Łukaszu M.

Jestem głęboko przekonany, że aresztowanie przez niemiecki Interpol w Lipsku i zapowiadana pod koniec lutego, deportacja złotego juniora Łukasza M. do Finlandii, będzie przysłowiowym wybuchem na wierzchołku góry lodowej (czytaj tuszowania, tolerowania i "legalizowania" cyklicznie wybuchających w naszej skopanej skandali i afer), który dzięki... niemieckim , oraz fińskim organom ścigania wywoła ogromną lawinę.

To z kolei zmusi do intensywnego działania naszą - niestety, do tej ślepą na futbolowe przestępstwa - Jurysdykcję, a ta wreszcie rozliczy z dotychczasowej, "ofiarnej i tfurczej" działalności pewnych miodowych ludzi.

Reklama

Mniej zorientowanym czytelnikom w tuszowaniu gwałtownych faktów przypomnę w telegraficznym skrócie wydarzenia z upojnej (dla niespełna 16 letniej dziewczynki fińskiej - UPIORNEJ) nocy, jaką spędziło czterech złotych juniorów po zwycięskim, finałowym meczu w Helsinkach, po którym zdobyli zaszczytne miano Mistrzów Europy.

Otóż ten doborowy kwartet podczas tej gorączki sob., o przepraszam niedzielnej nocy, postanowił bez zgody kierownictwa poszaleć. Tuż po północy chyłkiem wymknął się z hotelu i udał do dyskoteki. Niestety, jak to po paru drinkach w tak doborowym składzie bywa, trójka ogierów postanowiła "poszaleć inaczej" i do swej perfidnej zabawy zaprosiła ( i zgodnie z polską tradycją, spiła - pod pretekstem wypicia kilku "karniaków") 16-letnią (dokładnie miała 15 lat i osiem miesięcy) Finkę.

Efekt był z góry do przewidzenia: W poniedziałek o 6.00 rano do hotelu w obecności opiekunów prawnych i policji przybyła - będąca jeszcze pod wpływem - dziewczynka, która oskarżyła naszych "bohaterów" o zbiorowy gwałt. W tym momencie zaczęły się niezrozumiałe zagrywki kierownictwa ekipy. Szef ekipy polecił, by natychmiast zrobiono lustracyjny wywiad w pokojach zawodników , w efekcie czego sprytnie (wpuszczając w maliny fińskich policjantów) wystawiono na pożarcie... tego czwartego - Przemysława Kaźmierczaka i bez słowa sprzeciwu wyrażono zgodę na jego aresztowanie, by pozostali balangowicze mogli trzy godziny później, spokojnie odlecieć do kraju.

Oczywiście szef ekipy Eugeniusz Nowak po telefonicznej konsultacji (bilingi do sprawdzenia) z członkami najwyższego kierownictwa PZPN postanowił utajnić sprawę i nakazał zawodnikom (ciekaw jakich użył argumentów?) by po przylocie do kraju na pytania typu: a gdzie jest Przemek?, odpowiadali, że pozostał on w ligowym fińskim klubie na testach. Była to niestety tylko półprawda, bowiem zawodnik rzeczywiście poddany został testom, tyle tylko, że nie na umiejętności piłkarskie, a na DNA i zamiast w mieszkać w hotelu, został umieszczony w "pierdlu" na przedmieściach Helsinek.

Kiedy po 12 dniach powrócił w wielkiej tajemnicy przed mediami, do kraju, ja dowiedziawszy się od wiarygodnego świadka o całej sprawie, zwróciłem się z publicznym zapytaniem do MENiS-a , Ministerstwa Spraw Zagranicznych i szefów PZPN z pytaniem: dlaczego trzymano w tajemnicy aresztowanie reprezentanta Polski oraz, jeśli okazało się, że Kaźmierczak został oczyszczony z zarzutów, to dlaczego wyżej wymienione instytucje nie wystosują ostrej noty protestacyjnej do fińskiego MSZ i nie zażądają wysokiego zadośćuczynienia za krzywdy moralne jakie doznał Przemek przebywając w pierdlu? - podczas, gdy jego koledzy świętowali w najlepsze swój niewątpliwy sportowy sukces.

Niestety, odpowiedź była z góry do przewidzenia: Tomaszewski bredzi i opowiada bajki, które nie miały miejsca, ba prezes Listkiewicz powoływał się w swoich oświadczeniach - obśmiewając moje felietony na ten temat - na list gratulacyjny UEFA, jaki ponoć związek otrzymał w nagrodę za postawę reprezentacyjnych juniorów Polski na fińskich mistrzostwach. Widocznie UEFA zapomniała, że mistrzostwa trwają od chwili wyjazdu, do momentu przyjazdu każdej reprezentacji do ojczystego kraju, bo nawet skandaliczne zachowanie kadrowiczów podczas podróży traktowane jest jako "reprezentacyjny występ".

Natomiast prezes Polskiej Konfederacji Sportu, Andrzej Kraśnicki, powołany na tę funkcje przez minister Edukacji Narodowej i SPORTU, panią Krystynę Łybacką, na moje zarzuty, odpowiedział w urzędowym piśmie, cytuję po literkach: Zarzut nie jest zasadny. Zawodnik P. Kaźmierczak nie został aresztowany i nie przebywał w fińskim areszcie za udział w zbiorowym gwałcie. Przebywał on przez pewien czas w miejscu odosobnionym (czyżby na leczeniu klimatycznym?) do czasu ukończenia badan porównawczych DNA...!?

Z tej jakże logicznej odpowiedzi wynika, że każdy Polak, który znajdzie się w Finlandii, może bez przyczyny zostać poddany testom DNA, natomiast aresztowanie zawodnika reprezentującego Polskę na ME jest rutynową czynnością fińskiego wymiaru sprawiedliwości, który obowiązkowo musi być ukrywany przed opinią publiczną i mediami w kraju.

Niestety, do takiego stanowiska w/w decydentów w dużej mierze przyczynili się sami Finowie, którzy zaczęli "grać na czas", bowiem spartaczyli całą sprawę już na początku, nie zatrzymując całej ekipy w Helsinkach, by przeprowadzić testy DNA całej ekipy oraz w obawie przed retorsjami strony polskiej na bezpodstawne aresztowanie Przemka.

Taka taktyka była na rękę miodowym bossom, którzy byli przekonani, że sprawa z biegiem czasu pójdzie w zapomnienie i umrze śmiercią naturalną. Jednak cyklicznie pojawiający się ten obyczajowy skandal w mass-mediach, a szczególnie wizyta kilku polskich dziennikarzy - jesienią ubiegłego roku - w urzędach fińskiego wymiaru sprawiedliwości, którzy pytali o dalsze losy 16-letniej Finki, spowodowała panikę w tamtejszej prokuraturze, która w obawie o oskarżenie zaniechania ścigania tego typu przestępstw z urzędu, powróciła do sprawy, efektem czego był europejski list gończy (kilka następnych lada dzień zostanie rozesłanych do europejskich placówek Interpolu) i aresztowanie Łukasza M.

Natomiast najbardziej winny w tej bulwersującej sprawie - za brak dostatecznego nadzoru nad członkami ekipy i namawiania zawodników do mówienia nieprawdy o aresztowaniu Kaźmierczaka - szef fińskiej eskapady pan Eugeniusz Nowak, został na ostatnim, grudniowym Walnym Zgromadzeniu Sprawozdawczo- Wyborczym wybrany wiceprezesem PZPN do spraw... oczywiście piłkarstwa młodzieżowego.

Teraz już nikogo nie powinien dziwić fakt powoływania do drużyn narodowych (młodzieżówki i pierwszej reprezentacji) zawodnika Amiki Wronki, który prowadząc samochód w stanie nietrzeźwym spowodował w Szczecinie wypadek, w którym życie stracił przechodzień.

Wniosek z takiego postępowania naszych organów ścigania i decydentów polskiej skopanej, nasuwa się jeden: szczęściem w tym okrutnym nieszczęściu, futbolisty z Wronek był fakt, że pozbawił on życia polskiego obywatela, a nie obcokrajowca, bo wówczas do akcji wkroczyłby Interpol i sprawa natychmiast zostałaby wyjaśniona.

Jan Tomaszewski

W związku z obraźliwymi tekstami komentarzy dotyczących felietonów Jana Tomaszewskiego, uprzejmie informujemy, że nie będziemy publikowali anonimowych komentarzy w których zamiast merytorycznej dyskusji, będą zawarte wyzwiska, pogróżki i obraźliwe epitety pod adresem naszego współpracownika.

Jeśli ktoś z zainteresowanych czuje się pokrzywdzony tekstem Jana Tomaszewskiego, ma prawo dochodzić sprawiedliwości drogą prawną.

Jednocześnie informujemy, że zamieścimy każdy, nawet najbardziej drastyczny komentarz, ale pod warunkiem uprzedniego sprawdzenia danych osobowych autora, by pan Jan Tomaszewski mógł dochodzić swoich praw w sądzie powszechnym.

Dowiedz się więcej na temat: areszt | PZPN | sprawiedliwość | DNA

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje