Skazani na władzę

Niestety, po raz kolejny - mam nadzieję, że ostatni - ludzie odpowiedzialni za polską piłkę udowodnili, że nie tylko opinię publiczną, ale również jurysdykcję obowiązującą w naszym kraju mają w dużym poważaniu, a wybór staro-nowych władz w pełni potwierdza tę opinię.

Największym "sukcesem" (czytaj blamażem) 197 mandatariuszy, był wybór Listkiewicza na kolejną kadencję, a 192 głosy za (przy dwóch wstrzymujących i trzech przeciwnych - ciekaw jestem kto był w tej czwórce? - bo przypuszczam , że jeden z wstrzymujących się to Michał), świadczy o posłuszeństwie głosujących, godnym epoki "wczesnego" Józefa Wasirionowicza , a obecni najwięksi dyktatorzy, typu Fidel z Kuby, Aleksander z Białorusi czy paru innych narodowych pomazańców może tylko pozazdrościć Listkowi "demokratycznego zaufania" jakim obdarzyli go skopani elektorzy.

Reklama

Ale, czy mogło być inaczej, skoro ordynacja wyborcza i sfałszowany Statut PZPN, autorstwa dotychczasowych władz, zostały tak sprytnie i misternie skonstruowane, co w praktyce zapewnia "miodowym bossom" - "dożywotnie przyspawanie do stołków".

Analizując zasady ordynacji wyborczej nie sposób nie zauważyć miażdżącej przewagi delegatów z 16 Okręgowych Związków nad przedstawicielami ligowych zespołów, ponieważ "fachowcy od kopania amatorskiego" z trzecich, czwartych, piątych, szóstych lig, oraz przedstawiciele LZS-ów, dysponują 96 mandatami, natomiast kluby pierwszej i drugiej ligi mają w sumie o połowę mniej, czyli 48 głosów.

Jeśli do tego dodać 53-ech, aktualnych członków Zarządu, Komisji Rewizyjnej i Sądu Koleżeńskiego, którzy na podstawie sfałszowanego(po raz kolejny powtarzam: posiadam niezbite dowody i jestem do dyspozycji prokuratury) Statutu , automatycznie otrzymują mandaty wyborcze, to z prostego rachunku wynika, że już przed rozpoczęciem Zjazdu, ludzie, którzy w zdecydowanej większości futbol zawodowy znają z... komiksów , będą decydowali o tym, kto będzie (nie)rządził polską piłką, przez następną kadencje.

Osobiście jestem rozczarowany głosowaniem "na tak" przedstawicieli klubów, oraz byłych wspaniałych zawodników i trenerów, ale to tylko potwierdza obiegową opinię, że ligowcy obawiają się zemsty w postaci "wygwizdania meczów", bądź trudności obiektywnych przy uzyskiwaniu licencji, natomiast ci drudzy, kolaborują z Listkoludkami, by załapać się na kolejny wyjazdowy pojedynek reprezentacji, bądź otrzymać intratną propozycję współpracy.

Ciekaw jestem ile jeszcze czasu posłowie odpowiedzialni za polski sport - zasiadający w Komisji Sejmowej ds. Sportu - i aparatczyki z MENiSa , będą "rżnęli głupa" i przymykali oko na to co się obecnie dzieje w najpotężniejszym związku sportowym w Polsce?

Wprawdzie na liście kandydatów do Zarządu PZPN nie znalazł się (jak mi powiedział, proszący o anonimowość jeden z delegatów, Zibi starał się o wpisanie na "listkową listę pięciu", ale został "wykolegowany" ) największy winowajca, prawie wszystkich niepowodzeń, afer i przekrętów , Zbigniew Boniek, jakie miły miejsce w minionej kadencji, jednak 35-osobowy skład "miodowej drużyny" nie jest optymistyczny, bowiem jeden Zibi wiosny nie czyni, a pozostałe kosmetyczne zmiany w Zarządzie zostały zrobione pod publiczkę, aby "milionowemu plebsowi" (jak mówi się na miodowych salonach o kibicach) dać satysfakcję.

A tak na marginesie, to ciekaw jestem, czy pozbycie się Zibiego ze ścisłego skopanego kierownictwa, zakończy (bez konsekwencji) jego prezesowską karierę, czy też "staro-nowi" bossowie, będą chcieli publicznie wyjaśnić przekrętła i afery (opylaniu, bez publicznego przetargu, praw TV, zatuszowaniu gwałtownych faktów, kontraktów reklamowych - słynne zupy-które "zaprocentowały" kompromitacją na koreańskich boiskach itp., itd.)w których brał udział, jeden z najlepszych piłkarzy w historii naszej piłki?.

Jeśli , nie dojdzie do tego, jakże "ciekawego pojedynku", to będzie oznaczało tylko jedno; Boniek posiada "kwity" na swoich byłych towarzyszy z prezydium, które zapewniają mu swoisty immunitet nietykalności.

Reasumując, muszę szczerze wyznać, że ja nie jestem zaskoczony takim rozegraniem zjazdowego meczu, ba--wychodząc z założenia, że skoro się nie ma tego co się lubi, to trzeba polubić, co się ma-jestem zadowolony z takiego stanu rzeczy, ponieważ tematów na felietony przez następne 4-5 lat będę miał, że "ho, ho" - albo i jeszcze więcej.

Jan Tomaszewski

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje