Tomaszewski o pojednaniu

Pisząc poprzedni felieton w kilka godzin po skandalicznym zachowaniu kibiców podczas meczu i tuż po nim na stadionie Cracovii - nie znając reakcji mediów - napisałem, że prawdziwi kibice będę musieli zapłacić rachunek przed opinią publiczną w kraju.

Niestety, pomyliłem się okropnie, bowiem okazało się, że garstka kilkudziesięciu bandyto-terrorystów wyrządziła jeszcze większe szkody, ponieważ ośmieszyła Nas - Polaków w całej zjednoczonej Europie. A stało się to dlatego, że większość europejskich stacji telewizyjnych w czasie uroczystości żałobnych po śmierci naszego rodaka Karola Wojtyły przekazała w swoich programach relacje z ogromnie licznych wieców jakie w tym czasie odbyły się w naszym kraju.

Reklama

Oczywiście ze względów populistycznych wyeksponowane były wspaniałe, niemal wzorowe pojednania pomiędzy zwaśnionymi naszymi klubami kibica. Miało to na celu danie sygnału europejskim fanom futbolu, by postąpili podobnie, ponieważ niemal w całej Europie kluby i federacje piłkarskie , mają ogromne problemy z terrorystami stadionowymi.

Niestety, już nazajutrz po pogrzebie Ojca Świętego Ci, którzy mieli być wzorem stali się pośmiewiskiem, bowiem zdjęcia - szczególnie z krakowskiej zadymy - były pokazywane w wielu światowych stacjach TV, z komentarzem: popatrzcie jak Polacy dotrzymują słowa.

Dlatego kary dla prowodyrów tych zajść muszą być przykładne , które, daj Boże, wywołają zainteresowanie mediów w Europie - a wówczas być może zrehabilituje, to Nas jako naród w oczach europejskiej opinii publicznej, a poza tym nadanie krakowskiemu stadionowi im Jana Pawła II - zobowiązuje.

Oczywiście, jak wspomniałem powyżej, w innych krajach jest podobny problem, a ostatni kretyński wybryk pseudokibiców Interu, którzy swoim zachowaniem, spowodowali przerwanie derbów Mediolanu w Lidze Mistrzów, w pełni potwierdza tę tezę. Jednak we Włoszech w przeciwieństwie do nas natychmiast mówi się i pisze o wyczynach bandytów, a premier Sylwio Berlusconi błyskawicznie zareagował, wzywając w trybie pilnym na naradę , ministra spraw wewnętrznych i szefa sportu w Italii. W efekcie tej jak najbardziej słusznej reakcji szefa rządu podjęto następującą decyzję: jeśli sędziowie - podczas prowadzonych spotkań - zaobserwują groźbę (podobnej do tej w Mediolanie) zadymy na trybunach, muszą przerwać spotkanie , a włoska federacja przyzna walkower na niekorzyść drużyny, której pseudo fani doprowadzili do zamieszek.

Natomiast u nas, premier działając w myśl zasady "im gorzej tym lepiej" - bo przecież zgłosił akces do opozycyjnej partii - nie ruszył nawet palcem w tym bandyckim temacie, natomiast minister Kalisz w telewizorze, zamiast poinformować Nas w trybie pilnym o krokach podjętych po krakowskich zamieszkach ogłosił wszczęcie śledztwa w sprawie sprzed kilkunastu lat (skoro tyle lat czekaliśmy, to kilka dni naprawdę nie robi różnicy), dotyczącej zabójstwa byłego premiera.

Podobną kpiną w żywe oczy jest kara (rozegranie sześciu, a właściwie czterech meczów bez publiczności) jaką nałożyła UEFA na mediolański klub - przypomnę tylko, że za podobny (wy)czyn "Miśka", który ostrym przedmiotem zranił w głowę włoskiego piłkarza Dino Baggio, Wisła Kraków została odsunięta od gry w europejskich pucharach. Niestety, po identycznym zranieniu bramkarza Milanu, Didy, podobna kara nie została zastosowana w stosunku do Włochów, a więc jesteśmy świadkami wielkiego skandalu, bo okazuje się że dla europejskich władz piłkarskich są kluby równe i równiejsze. Wprawdzie Inter oszacował swoje straty związane z nie zakwalifikowaniem się do dalszych gier na 11 milionów euro (przecież nawet trampkarz wie, że jak się przegrywa w pierwszym meczu 2:0 to praktycznie się odpada) i żąda odszkodowania od aresztowanego kibica - który rzucił racę - jednak działacze tego klubu zapominają o jednym drobnym fakcie: kto wpuścił kibiców z racami na wydzielony sektor , przecież za organizację meczu odpowiada gospodarz, a był nim Inter.

Niestety, również o nierówności prawa w naszym sporcie , świadczy decyzja Naczelnej Komisji Odwoławczej, która odrzuciła protest Szczakowianki i utrzymała w mocy wyrok Wydziału Dyscypliny w sprawie barażowego meczu, który spowodował degradacje Szczakowianki do II-ligi i odjęcie 10 punktów w tabeli. Jeśli to prawda, że "wprowadzony" przez ówczesnego wiceprezesa Zbigniewa B. do PZPN, Marcin Stefański, szef Departamentu Rozgrywek, jest blisko spokrewniony z byłym dobrodziejem Świtu Wojciechem S. , to werdykt NKO i aktualne przekrętła z widzewską licencją , nie powinny nikogo dziwić. Tym, którzy mają krótką pamięć, przypomnę tylko, że panowie Wojciech S. i Zbigniew B., plus szef sportu polskiego, Wiesław Wilczyński, legalnie dopisali się do rejestru sądowego nowego Widzewa, by nielegalnie - w sezonie 2004/5 - dysponować prawami tej drużyny do drugoligowych występów . Natomiast powracając do meritum sprawy, to mnie osobiście bardzo interesuje następująca kwestia: jakie stanowisko, w świetle zaistniałych faktów zajmie Trybunał Arbitrażowy Polskiego Komitetu Olimpijskiego, który uznał dotychczasowe postępowanie w tej bulwersującej sprawie za niezgodne z prawem i postanowił, że związkowe śledztwo w temacie "opylenia meczów barażowych" musi rozpocząć się od początku...

A mówiąc wprost, bez ogródek: czy Trybunał, w dalszym ciągu pozwoli na lekceważenie swoich prawomocnych orzeczeń i w myśl socjalistycznej zasady - wicie rozumiecie, nie nagłaśniajcie sprawy, by nie wybuchł nikomu nie potrzebny skandal - przymknie oko na wyrok NKO , bo z tą sprawą "smrodliwie" powiązany jest ATTACHE polskiej reprezentacji na zimowe igrzyska w Turynie. Smaczku tej sprawie dodaje fakt, że "póki co", według obowiązującego prawa, wyrok Trybunału Arbitrażowego PKOl, nie podlegał zaskarżeniu i posiadał klauzulę natychmiastowej wykonalności!

Natomiast jeszcze "smaczniej" (czytaj śmieszniej) brzmiał oficjalny - podawany w mediach - komunikat w tej bulwersującej sprawie: Naczelny Komitet Odwoławczy odrzucił odwołanie Szczakowianki i jej sześciu byłych piłkarzy w sprawie meczu barażowego. Oczywiście, o czym doskonale wie każdy trampkarz w Polsce, że ta doborowa szóstka "sprzedawczyków" grała w barażach, wspólnie z piłkarzami Szczakowianki, ale dziwnym wydaje się fakt, że członkowie NKO nie kumają , iż Rafał Ruta, Maciej Lewna, Grzegorz Miłkowski, Adam Warszawski, Marek Zawada i Boris Peskowic, którzy przyznali się do "opylenia" drużynie z Jaworzna, miejsca w pierwszej lidze, podczas tych skandalicznych pojedynków biegali po boisku w strojach Świtu Nowy Dwór Mazowiecki.

Poza tym, czy ktoś w RP jest w stanie autorytatywnie odpowiedzieć na pytanie: Czy na ostatnim Walnym Zjeździe Sprawozdawczo - Wyborczym, podjęto, czy nie podjęto prawomocnej decyzji o likwidacji Naczelnej Komisji Odwoławczej. Bowiem według posiadanych przeze mnie dokumentów zjazdowych z grudnia 2004 roku wynika, że nastąpiły zmiany-na mocy Uchwały - w statucie związku, które ze względu na powagę sprawy zacytuję po literkach: Według ustaleń zjazdu organami jurysdykcyjnymi PZPN są Sąd Koleżeński, Komisja Odwoławcza, Związkowy Trybunał Piłkarski i Piłkarski Sąd Polubowny. Delegaci PZPN postanowili, że nie będzie już istniała NKO, która miała zadania apelacyjne i kasacyjne.

Jan Tomaszewski

W związku z obraźliwymi tekstami komentarzy dotyczących felietonów Jana Tomaszewskiego, uprzejmie informujemy, że nie będziemy publikowali anonimowych komentarzy w których zamiast merytorycznej dyskusji, będą zawarte wyzwiska, pogróżki i obraźliwe epitety pod adresem naszego współpracownika.

Jeśli ktoś z zainteresowanych czuje się pokrzywdzony tekstem Jana Tomaszewskiego, ma prawo dochodzić sprawiedliwości drogą prawną.

Jednocześnie informujemy, że zamieścimy każdy, nawet najbardziej drastyczny komentarz, ale pod warunkiem uprzedniego sprawdzenia danych osobowych autora, by pan Jan Tomaszewski mógł dochodzić swoich praw w sądzie powszechnym.

Dowiedz się więcej na temat: wyrok | trybunał | PZPN

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje