Cracovia. Gdy dorośli zachowują się jak rozkapryszone bachory

Biznesmen i właściciel klubu ma odebrać nagrodę Przedsiębiorcy Wszechświata. Od tygodni chodzi dumny, przygotowuje się i stroi na przyjazd gości. W momencie, gdy ma otrzymać statuetkę, ktoś jednak wyłącza prąd. Nie ma nagrody, nie ma świętowania, jest wielkie rozczarowanie. Właśnie tak w niedzielę poczuły się dzieci na stadionie Cracovii - pisze w najnowszym felietonie Piotr Jawor.

Syn do urodzin ojca przygotowywał się tygodniami. Nauczył się wierszyka, narysował laurkę i odliczał dni do imprezy. Gdy zaczął deklamować, wujek Zenek zagłuszył go rubasznymi dowcipami, a niespodzianka przegrała z jego rechotaniem.

Reklama

Chłopcy umówili się na mecz międzyszkolny. Zbierali składy, ustalali kolory koszulek, zaprosili koleżanki do kibicowania. Wyszli na boisko, pokopali pięć minut, po czym wparowała grupa starszych z hasłem: "Wynocha!" i na tym wielki mecz się zakończył.

Chłopiec miał podawać piłki na meczu reprezentacji Polski. Tygodniami zastanawiał się, czy weźmie autograf od Lewandowskiego, Fabiańskiego, czy może Glika. Opowiadał o tym kolegom, chwalił się przed rodziną, ale w przededniu przyszedł ktoś ważny i powiedział, że jednak dla niego miejsca nie ma, że może kolejnym razem. Miało być wydarzenie życia, było życiowe rozczarowanie.

Część sytuacji wymyślonych, część z życia, część podkoloryzowanych. Ale w każdej z nich postawcie się na miejscu dziecka. Miało mieć swój dzień, za coś odpowiadać, czuło się za coś odpowiedzialne, po czym jedna decyzja dorosłego przekreśliła wszystko.

Dzieci już niepotrzebne

Na niedzielnych derbach dzieci miały mieć swoje pięć minut. Nie dość, że mogły w ogóle pójść na tak ważny mecz (bo nie wszyscy rodzice chcą wystawiać swoje pociechy na derbowe bluzgi), to jeszcze mieli być kimś ważnym. Tym razem nie byli skazani na słuchanie przekleństw starszych i oglądanie zadym, tylko sami odpowiadali za atmosferę. Część pewnie uwierzyła, że będzie 12. zawodnikiem. Część ubrała się identycznie. Część od kilku dni przekomarzała się, kto będzie górą. Kto wygra na boisku, i kto kogo przekrzyczy na trybunach.    

I tę zabawę popsuli dorośli. Ci sami, którzy chcieli ocieplić swój wizerunek dziećmi. Pokazać, że stadion to bezpieczne miejsce, gdzie warto bywać. W pewnym momencie ci dorośli zachowali się jednak jak rozkapryszone bachory, którym zabrano zabawkę. 

Pogniewali się na cały świat, strzelili focha i doszli do wniosku, że wcześniejsze ustalenia są nieważne, a dzieci niepotrzebne, skoro można je zastąpić stadionowymi głośnikami. Brakowało tylko, by ktoś wykrzyczał im w twarz: "Wynocha!".

Panie Profesorze Januszu Filipiaku..

... zapewne nie chciałby Pan, żeby ktoś przerwał wielką galę w chwili, gdy miał Pan odbierać nagrodę Biznesmena Wszechświata. Nagrodę, o której trąbiłaby cała Polska, a Pan z tej okazji wydałby specjalny bankiet dla rodziny, przyjaciół, kontrahentów. Nagrodę, której już wcześniej Panu gratulowano, a której Pan jednak nie otrzymał.

Nie, nie uważam, że to Pan kazał puścić z głośników tę przyśpiewkę. Proszę jednak zrozumieć, co osoba za to odpowiedzialna zrobiła dzieciakom. Bo człowiekowi, które zepsułby Panu galę, na pewno nie uszłoby to na sucho.

Zobacz wyniki, terminarz i tabelę Lotto Ekstraklasy

Piotr Jawor

Dowiedz się więcej na temat: Cracovia | Janusz Filipiak

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje