Ekstraklasa. Co zapamiętamy z jesieni 2017 roku?

Trenerzy bawili się w ogrodników, piłkarzom lepiej szło śpiewanie niż kopanie piłki, a liczba 724 niestety przejdzie do historii ligi – tak ekstraklasową jesień w najnowszym felietonie podsumowuje Piotr Jawor.

Ekstraklasa: wyniki, terminarz, strzelcy, gole

Liczba jesieni

Reklama

724

To nie liczba kibiców gości, liczba podań w trakcie meczu, czy BMI Hildeberto z Legii, ale liczba kibiców, którzy na stadionie obejrzeli spotkanie Sandecja - Jagiellonia. 38-milionowe państwo, najwyższa klasa rozgrywkowa, najpopularniejsza dyscyplina sportu, a stadion wyglądał jakby ktoś właśnie cofnął zgodę na organizowanie imprez masowych.

Zresztą, skoro obraz znaczy więcej niż tysiąc słów, to rzućcie okiem jak wyglądała trybuna naprzeciwko miejsc prasowych

To jednak nie wina Sandecji, bo kibiców wcale nie ma tak mało, ale skutek grania poza Nowym Sączem i to w piątek o godz. 18. O ile podczas niektórych meczów frekwencja zbliżała się nawet do trzech tysięcy, to przy zbiegu złych okoliczności była tragiczna. Wszystko dlatego, że Sandecja nie ma swojego stadionu i musi grać w Niecieczy. Ba, do dziś Nowy Sącz nie potrafi nawet rozstrzygnąć przetargu na nowy obiekt, ponieważ właśnie został on unieważniony.

Oto przykład jak miasto nie pomaga drużynie, która osiągnęła historyczny wynik.

Najlepszy występ mistrzów Polski

Bez wątpienia ten:

Wszystko dlatego, że piłkarsko Legia mocno rozczarowała. W marnym stylu odpadła z Ligi Mistrzów, nawet Liga Europy okazała się dla niej za wysokimi progami, a w Ekstraklasie długo była bliżej środka tabeli niż pierwszego miejsca.

Później coś ruszyło, choć mistrzowie Polski dalej nie grali fenomenalnie. Wystarczyły jednak mecze średnie i niezłe, by Legia rzutem na taśmę wydrapała się na fotel lidera. Tylko czy kogoś w Warszawie taki lider satysfakcjonuje?

Zamieszanie rundy

Zwolnienie Jana Urbana ze Śląska Wrocław, które wcale zwolnieniem nie było. Skomplikowane? Może trochę, bo wyglądało to tak: Śląsk przegrał z Termalicą, więc w mieście (główny udziałowiec Śląska) zapadła decyzja, że Urban może się już pakować. We Wrocławiu widzieli o tym wszyscy, ale szkoleniowca oficjalnie nikt nie poinformował.

"To jest trochę tak, jak ze zdradą. Często ten najbardziej zainteresowany dowiaduje się ostatni" - przyznał na konferencji trener (a może już nie trener?) Śląska Wrocław.

W ostatnim meczu rundy jego zespół pokonał Jagiellonię Białystok i... nie wiadomo co dalej. Cisza, absolutna cisza. Urban oficjalnie dalej jest szkoleniowcem, karuzela z nazwiskami się kręci, a miasto nabiera wody w usta. Z profesjonalizmem ma to niewiele wspólnego.

Porażka rundy

Nawet Pogoń Szczecin za Macieja Skorży nie kompromitowała się tak bardzo, jak chuligani, którzy jesienią znów przekraczali granice, które w normalnym świecie są nieprzekraczalne. Przykład? Na Legii jasno i nie tylko słownie dali do zrozumienia piłkarzom, że w meczu z Lechem trybuny wymagały od nich więcej.

Za to na Cracovii po twarzy oberwali wszyscy: od piłkarzy, przez działaczy, po policjantów i zwolenników pirotechniki na stadionach. Jeśli ktoś głosi hasła: "race są bezpieczne", to właśnie dostał obuchem w głowę. Race może i są bezpieczne, ale zawsze mogą trafić w ręce bandytów. Bo ostrzelanie sektora kibiców gości podczas derbów Krakowa nie było już aktem wandalizmu czy kibolskim wybrykiem, ale bandytyzmem.

Słowotwórca jesieni

Nenad Bjelica i słynna już na całą piłkarską Polskę "skandaloza". Tak właśnie szkoleniowiec Lecha Poznań nazywał decyzje arbitrów i funkcjonowanie systemu VAR. I nie naśmiewam się z Chorwata, bo akurat za naukę języka polskiego powinien otrzymać nagrodę dekady, ale z jego podejścia do powtórek wideo. Raz się Bjelicy podoba, a raz nie. Podobnie jak piłkarzom - jak decyzja VAR jest przeciwko, to system zły. Ale jak pomoże, to pochwał oczywiście nie ma, ale wewnętrzny głos mówi: "brawo!".

Trenerzy, dyrektorzy i w końcu snajperzy jesieni

Czyli wszyscy ci, którzy maczali palce w sprowadzeniu i przygotowaniu do gry dwóch Hiszpanów: Igora Angulo (lider klasyfikacji strzelców) i Carlitosa (trzecie miejsce). Do tej pory Hiszpanie, choć z kraju o wielkich piłkarskich tradycjach, Ekstraklasy masowo zawojować nie potrafili. Aż tu nagle znikąd wyskakuje dwóch: Angulo (18 goli) i Carlitos (15).

Szczególnie ten drugi zaszokował, bo został wyciągnięty z hiszpańskiej trzeciej ligi, a pokazał się nie tylko jako świetny snajper, ale też wartościowy zawodnik, który po raptem pół roku rozdaje karty w rozmowach z Wisłą o przedłużeniu umowy.

Showman jesieni

Zdecydowanie Michał Probierz. I nie chodzi o wygraną jego Cracovii z rewelacyjnym Górnikiem Zabrze na zakończenie jesieni (4-0), ale o to, co działo się na konferencjach prasowych. Gwóźdź jesiennego programu? Sadzenie roślinki. O co chodziło? Zobaczcie sami:

Oprócz tego Probierz poróżnił się z Gino Lettierim, trenerem Korony Kielce, a Bogusławowi Cupiałowi, byłemu właścicielowi Wisły zadedykował fraszkę: "Oprócz tego różni nas klasa, bo pan sam jesteś kut..., a ja - mam kut...".

Dziennikarze z Probierzem nie mogą się nudzić, w Cracovii jednak wszyscy czekają aż to jego piłkarze zaczną robić show dla kibiców.

Piotr Jawor

Dowiedz się więcej na temat: Piotr Jawor | Ekstraklasa

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje