Polska po zwycięstwie nad Słowenią na MŚ Dywizji IA w Spodku

Po raz ostatni reprezentacja Polski pokonała Słoweńców w meczu o stawkę na MŚ gr. B w Spodku, w 2000 roku. Aż 16 lat musieliśmy czekać na podobny sukces, który zdarzył się w tej samej, choć zmodernizowanej arenie. We wtorek podopieczni Jacka Płachty pokonali znacznie wyżej rozstawionego przeciwnika 4-1. Nie czas jednak na poklepywanie się po plecach. Do awansu droga daleka i kręta. Tym bardziej, że dziś nie pomoże nam Patryk Wajda, który doznał złamania żuchwy!

Wtorkowy triumf Orłów w "Spodku" oglądało 6,5 tys. ludzi, a przed ekranem TVP Sport 210 tys. Telewizyjna oglądalność jak na fakt, że spotkanie nastąpiło po dwóch porażkach z rzędu, nie była zła. Hokej wytrzymał konkurencję dwóch wielkich wydarzeń, które toczyły się równocześnie we wtorkowy wieczór.

Spotkanie półfinału Ligi Mistrzów Manchester City - Real Madryt na antenie Canal+ oglądało średnio 330 tys. kibiców, a batalię o mistrzostwo Polski siatkarzy Resovia - ZAKSA, w Polsacie Sport - 220 tys. widzów.

Reklama

Dzisiejsze starcie Polska - Austria (godz. 20 w TVP Sport) ma jeszcze mocniejszą konkurencję, gdyż w Canal+ o tej samej porze będzie "wymiatał" Robert Lewandowski i jego Bayern w wyjazdowej grze z Atletico.

Spośród wszystkich spotkań MŚ w "Spodku" najlepszym wzięciem przed małym ekranem cieszył się mecz Polska - Włochy, który średnio obejrzało 700 tys. widzów. Było to jedyne spotkanie w TVP1.

Sztab trenerski reprezentacji Polski - po długich, nocnych naradach, postanowił, że bramki Orłów w spotkaniu z Austrią będzie strzegł Przemysław Odrobny. 

Dla wielu to zaskakująca decyzja, w związku z faktem, że Rafał Radziszewski zagrał koncertowo i zatrzymał Słoweńców. Najwyraźniej sztab uznał, że "Radzik" może być zmęczony - obronił 32 strzały, a wypoczęty "Wiedźmin" zrobi wszystko, by zanotować równie udany występ.


Radziszewski bronił jak w transie, Patryk Wronka i Tomasz Malasiński zagrali najlepsze mecze w życiu, cały zespół walczył z orlą zaciekłością, ale cichym bohaterem starcia ze Słowenią był Patryk Wajda. Obrońca Comarch/Cracovii rzucił się na lód, by zablokować uderzenie Anże Kuralta i został trafiony krążkiem w twarz. W efekcie dzielny wychowanek Podhala doznał wieloodłamowego złamania żuchwy. Wychowanek  Podhala Nowy Targ nie zagra już na MŚ 1A w Katowicach.

- Patryk spędził noc w szpitalu. Przeszedł operację zespolenia żuchwy na płycie stabilizacyjnej. Dziś w południe odebraliśmy go ze szpitala. Na tym turnieju już nie zagra. Jest mocno osłabiony po zabiegu, przyjął sporą ilość leków - powiedział serwisowi pzhl.tv lekarz hokejowej reprezentacji Polski Maciej Żelawski. - Żuchwa zrasta się około sześciu tygodni. Patryk Wajda powinien wrócić do treningów na nowy okres przygotowawczy do sezonu ligowego. Oczywiście nie obejdzie się bez zajęć w ochronnej masce. Na razie przez miesiąc będzie na diecie półpłynnej. Wysiłek fizyczny jest niewskazany.

- Dedykujemy zwycięstwo Patrykowi Wajdzie - powiedział po spotkaniu Patryk Wronka, autor trzech asyst.


Od 2000 roku na żadnych MŚ ani olimpijskich kwalifikacjach nie pokonaliśmy tak mocnego rywala jakim są dzisiejsi Słoweńcy.

16 lat temu to my byliśmy faworytem, Słoweńcy byli na początkowym etapie budowy silnej reprezentacji, wygraliśmy 3-1. Ich obecny trener Nik Zupanczić był wówczas najlepszym hokeistą Słowenii i w punktacji kanadyjskiej MŚ gr. B zajął drugie miejsce, ustępując jedynie Duńczykowi Jensowi Nielsenowi.

Nasz potencjał był wtedy olbrzymi. Mieliśmy w składzie: 

Mariusza Czerkawskiego (wówczas New York Islanders), czołowymi napastnikami byli dzisiejszy selekcjoner hokejowych Orłów - Jacek Płachta (Schwenningen), Patryk Pysz (wówczas Bremerhaven), Waldemar Klisiak (Unia Oświęcim) i Wojciech Tkacz (GKS Katowice). Świetną mieliśmy obronę w składzie m.in. z: Adamem Borzęckim (Rimouski Oceanic), Oskarem Szczepańcem (EHC Kloten), Sebastianem Gonerą, Jackiem Zamojskim (wówczas obaj Unia Oświęcim), czy Rafałem Sroką (Podhale Nowy Targ).

Wczoraj indywidualności większe mieli Słoweńcy. Kilku ich graczy występuje na poziomie nieznanym naszym zawodnikom. Żiga JeglićRok Ticzar to duet grającego w KHL Slovana Bratysława, a Robert Sabolić to skrzydłowy drugiej piątki wicemistrza Czech - Sparty Praga. W hokeju najważniejszy jest jednak zespół, a ten we wtorek mocniejszy mieli "Biało-czerwoni".

Dzisiaj przed naszymi hokeistami poprzeczka wisi równie wysoko, jeśli nie wyżej. Austria miała o ponad trzy godziny więcej na odnowę biologiczną. W takim turnieju, gdzie rozgrywa się mecze dzień po dniu, to dużo.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje