Adam Stefanów. Ze zmywaka do main touru

Po raz pierwszy od 2012 roku polski snookerzysta w gronie zawodowców! W czwartek dziką kartę do main touru, i to na dwa lata, dostał wicemistrz świata amatorów Adam Stefanów, który parę tygodni temu... zakończył karierę. - Nie mogłem odmówić i wracam do gry! - ogłosił już 24-letni snookerzysta, w którego wstąpiły nowe siły.

- Marzenia się spełniają! W snookera grają miliony ludzi na całym świecie. Dostać się do main touru i znaleźć się w gronie 128 zawodowców, o czym marzyłem od 13 lat, to coś absolutnie fantastycznego. Jestem w pełnej gotowości. Mam idealny wiek i wiem, że dalej mogę się rozwijać jako zawodnik. Poświęcam się temu sportowi od 11. roku życia. Jestem dumny, że będę pierwszym Polakiem, który dostał się do main touru dzięki dzikiej karcie na dwa lata. Snooker cieszy się wielką popularnością w Polsce i jestem zdeterminowany, by zrobić coś wyjątkowego dla naszej dyscypliny - zapowiedział Adam Stefanów cytowany przez stronę World Snooker.

Reklama

Jedynym Polakiem, który do tej pory wystąpił w main tourze, był w sezonie 2011/12 Kacper Filipiak. Stefanów jako pierwszy z naszych zawodników ma zagwarantowane występy w elicie aż przez dwa sezony. Biorąc pod uwagę jego wyniki, w tym niedawne zwycięstwo z zawodowcem Garym Wilsonem w 1. rundzie kwalifikacji do zawodowych mistrzostw świata, na tym nie poprzestanie.

Pochodzący z Zielonej Góry snookerzysta podporządkował snookerowi całe życie. Z myślą o rozwoju na trzy lata przeniósł się do uznawanego za mekkę snookera Sheffield, gdzie trenował w tamtejszej akademii. Szybko robił postępy, ale zabrakło mu ostatniego kroku. W końcu postawił sprawę jasno: albo zdobędzie tytuł mistrza świata amatorów World Snooker Federation i tym samym wygra dziką kartę do main touru, albo kończy ze snookerem. Na Malcie Polak spisał się znakomicie. W kolejnych rundach eliminował uznanych w środowisku rywali. W finale jednak nie zaistniał. Dzika karta była tylko jedna i trafiła ona w ręce Luo Honghao, dlatego też Stefanów podtrzymał deklarację o zakończeniu kariery.

Do polskiego snookerzysty, który jedną drogą zaczynał już nowe życie (bez snookera), uśmiechnęło się jednak szczęście. Miesiąc po tym jak rozegrał rzekomo ostatni mecz w karierze, przegrywając z Thepchaiyą Un-Noohem w 2. rundzie kwalifikacji do mistrzostw świata, odebrał telefon, na który czekał przez całe życie.

"To była bardzo kręta droga, ale rzutem na taśmę spełniłem swój cel, po jaki wyjechałem do Anglii cztery lata temu. Mało kto wie, ale zaczynałem od pracy na zmywaku, aby pokryć koszty treningów oraz życia w UK. Z biegiem czasu byłem szefem kuchni, ponieważ gotowanie to moja pasja. Nie dałem sobie wmówić, że nie dam rady, i godziłem obowiązki pełnoetatowej pracy z pełnoetatowym treningiem... A to, że gwiazdy się tak ułożyły na niebie, to konsekwencja ciężkiej pracy. Chciałem pokazać, że żadna praca nie hańbi, tym bardziej jeżeli w życiu masz cel i do niego wytrwale dążysz" - napisał na Facebooku poruszony Adam Stefanów.

Zawodnikowi z Zielonej Góry miejsce w main tourze zwolnił Lyu Haotian, który już w pierwszym sezonie po uzyskaniu dzikiej karty przebił się do top 64 i takowej przepustki więcej nie potrzebuje. Za rok Adam Stefanów chce być w tym samym miejscu.

Dowiedz się więcej na temat: Adam Stefanów | snooker

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje