Magdalena Fularczyk-Kozłowska: Motywacja na pewno się znajdzie

Wioślarska mistrzyni olimpijska Magdalena Fularczyk-Kozłowska niedawno skończyła 30 lat i jak przyznała, nie którzy mówią o niej "weteranka". Zapewnia jednak, że motywacji i celów na przyszłość jej nie zabraknie.

Fularczyk-Kozłowska w Rio de Janeiro zdobyła swój drugi medal olimpijski. W swojej karierze wywalczyła medale wszystkich kolorów w mistrzostwach świata, a także tytuł mistrzyni Europy. W sporcie osiągnęła już praktycznie wszystko.

Reklama

"Tak, mogę powiedzieć, że czuję się spełniona jako sportowiec, ale tak naprawdę to uczucie miałam już po igrzyskach w Londynie. Medal olimpijski dla każdego sportowca, bez względu na kolor, jest już takim spełnieniem marzeń. Cieszę się, że udało mi się do tego dorzucić złoto" - powiedziała zawodniczka RTW Lotto Bydgostii.

Choć od powrotu z igrzysk minęły blisko dwa miesiące, wciąż uczestniczy w różnego rodzaju spotkaniach - w klubie, z lokalnymi władzami czy w szkołach.

"Dużo się działo od powrotu z Brazylii. Jeszcze tak naprawdę nie miałem wolnego weekendu dla rodziny. Najwięcej radości sprawiają mi spotkania z młodzieżą. Oni są wszystkiego bardzo ciekawi. W Grudziądzu trener, który zorganizował spotkanie, nie wierzył, że nawet lorbasy, czyli takie rozrabiaki jak się u nas mówi, siedzieli cicho z rozdziawioną buzią. Sama też byłam pod wrażeniem, że tak mnie słuchali" - opowiadała dwukrotna medalistka igrzysk.

Jak dodała, wierzy, że wizyty w szkołach zaowocują też zwiększeniem popularności wioślarstwa wśród młodzieży.

"Zdobywając z Natalią Madaj złoty medal pokazałyśmy, że wioślarstwo jest dla każdego. Nie trzeba być wysokim i nie wiadomo jak silnym, żeby wygrać. Często podkreślam, że nie każdy może zostać mistrzem olimpijskim, ale sport jest piękną przygodą życia" - stwierdziła.

Trzy tygodnie temu skończyła 30 lat i jak przyznała, czuje się "wiekową" zawodniczką.

"Niektórzy mówią, że jestem już weteranką. Ale motywacja na pewno się znajdzie. A co do wieku, to patrzę czasami na Katherine Grainger, z którą przegrałam cztery kata temu w Londynie. Ona w wieku 36 lat osiągnęła swój największy sukces zdobywając złoto na igrzyskach. W Rio de Janeiro startowała mają 40 lat (zdobyła srebrny medal - przyp. red)" - przypomniała.

Od kilku lat jej trenerem w klubie, a także w kadrze (pełni funkcje asystenta Marcina Witkowskiego) jest mąż, Michał Kozłowski. Mistrzyni olimpijska przyznała, że taki układ ma swoje dobre strony, ale też nie brakuje czasami zgrzytów.

"Każdemu się wydaje, że to jest takie łatwe. Fajnie, że mam męża na obozie, to czasami ułatwia, bo są momenty, kiedy mogę się oderwać od wszystkiego i spotkać się z nim. Choć i tak nasze rozmowy często schodzą na tematy wioślarskie. Nie jest to łatwa sytuacja, my ją sobie musieliśmy przez te lata wypracować. A zgrzyty się też zdarzają, to jest normalne" - tłumaczyła.

Nie ukrywa, że w takim układzie współpraca funkcjonuje w obie strony.

"Michał jest przede wszystkim obiektywny. Jak się zapytam, czy łódka dobrze płynie, a on odpowie, że wygląda to bardzo dobrze, to jestem spokojna. Ja jestem już doświadczoną zawodniczką i jak Michał ma jakieś trenerskie dylematy, to też mu podpowiadam. A czy on mnie słucha, to jest już jego sprawa" - dodała.

Nie ukrywa, że w tym przypadku bardzo trudno oddzielić życie prywatne od zawodowego.

"Ta granica się często zlewa i mam wrażenie, że tego wioślarstwa w domu jest czasami za dużo. Jak wyjdziemy na kolację, to prędzej czy później rozmowa kończy się na wioślarstwie. Z drugiej strony to nasza praca i pasja, więc chyba nic dziwnego, że tak się dzieje" - powiedziała.

Fularczyk-Kozłowska nie myśli na razie o kolejnym sezonie, choć liczy, że będzie on nieco luźniejszy od pozostałych. Tym bardziej, że ten rok był dla niej wyjątkowo trudny. Przez półtora miesiąca z powodu kontuzji nie mogła startować.

"Na pewno do końca roku jesteśmy w domu, by odbudować się przede wszystkim psychicznie. Myślę, że przyszły sezon będzie trochę luźniejszy. Od ośmiu lat jestem na wyczynowym poziomie, bez większego okresu przerwy. Moje ciało też w pewnych momentach mówi "dość"" - podsumowała.


Dowiedz się więcej na temat: Magdalena Fularczyk-Kozłowska | Natalia Madaj

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje