Mark Allen nowym mistrzem snookerowego turnieju Masters

Mark Allen pokonał Kyrena Wilsona 10-7 i po raz pierwszy w karierze wygrał prestiżowy turniej Masters w Londynie, do którego zaproszona jest tylko najlepsza szesnastka zawodników światowego rankingu. To na razie największy sukces w karierze Irlandczyka z Północy.

Przed rozpoczęciem finału wiedzieliśmy jedno – w tym roku nowe nazwisko zostanie zapisane na liście zwycięzców The Masters. Zarówno Mark Allen, jak i Kyren Wilson, nigdy wcześniej nie dotarli nawet do finału londyńskiego turnieju. Irlandczyk z Północy jest bardziej doświadczonym zawodnikiem, Wilson dopiero dwa lata temu "przebił" się do najlepszej szesnastki.

Reklama

Pierwsza sesja finału była bardzo wyrównana. Obaj zawodnicy grali zupełnie inaczej niż we wcześniejszych spotkaniach i wydawało się, że presja dopadła obu w takim samym wymiarze. Po ośmiu frejmach mieliśmy remis 4-4 i kilka godzin przerwy, podczas których finaliści zastanawiali się zapewne, gdzie podziała się ich fantastyczna skuteczność na wbiciach.

W wieczornej sesji więcej błędów popełniał Wilson, a Allen wreszcie odnalazł odrobinę swojego rytmu gry i to on jako pierwszy wyszedł na prowadzenie wyższe niż jeden frejm. Nie pozwolił także rywalowi na powrót do meczu i zamknął spotkanie dwoma przyzwoitymi brejkami po kolejnych nieudanych zagraniach rywala. Po zakończeniu spotkania wyraźnie widać było, ile ten mecz znaczył dla obu zawodników – Allen cieszył się jak dziecko, nie mógł złapać tchu i bardzo szybko padł w ramiona bliskich i przyjaciół.

- To tak wiele dla mnie znaczy. Właśnie po to gram – podkreślał wzruszony Irlandczyk. – Byłbym zdewastowany, gdybym był tak blisko zwycięstwa i przegrał. Teraz czuję wielką ulgę. Czekałem na to 13 lat, i mogłem sobie powtarzać, że mam wiarę w swoje możliwości, ale tak naprawdę po jakimś czasie zastanawiasz się „czy jestem w stanie wygrywać w dużych turniejach”, zwłaszcza jeśli pojawiają się głosy chociażby w mediach społecznościowych mówiące, że nigdy nic nie osiągniesz. Dlatego teraz to znaczy dla mnie tak wiele. Muszę jednak grać tak, żeby nie był to mój jedyny triumf. Ale nie jestem jak Stephen Hendry, nie wrócę jutro rano do stołu treningowego, zamierzam świętować – śmiał się Allen.

Kyren Wilson z kolei prezentował zupełnie inną gamę emocji. Płakał rzewnymi łzami, przestał dopiero, kiedy przytulił swojego pięciomiesięcznego synka. Na pytania Wilson odpowiadał z zaczerwienionymi oczami, ale podkreślał, że rywalowi należało się zwycięstwo: - Jestem oczywiście bardzo zawiedziony, ale mówiłem to już wcześniej – jeśli miałem tu z kimś przegrać, to cieszę się, że właśnie z Markiem. Zasłużył na to jak nikt inny, od lat gra znakomicie, to przemiły facet i cieszę się z jego zwycięstwa.

Mark Allen cieszył się także z 200 tysięcy funtów, które zainkasował jako zdobywca trofeum Paula Huntera. Żartował także, że teraz może sobie pozwolić na grzywnę od federacji, po tym jak zdarzyło mu się użyć nieparlamentarnego słownictwa podczas oficjalnego wywiadu.

Największy pozytyw jaki płynie z tegorocznego turnieju Masters to fakt, że coraz więcej zawodników pokazuje pazur i możliwości wygrywania najważniejszych imprez. Oznacza to, że nawet jeśli Ronnie O’Sullivan przejdzie na snookerową emeryturę, nie będziemy narzekać na nudę.

Monika Sułkowska

Dowiedz się więcej na temat: mark allen

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje