Marzena Karpińska: Bardzo chcę wrócić na pomost

Zdyskwalifikowana za doping mistrzyni Europy w podnoszeniu ciężarów w kategorii 48 kg Marzena Karpińska (Znicz Biłgoraj), po kilku miesiącach przerwy wznowiła treningi i nadal marzy o medalu olimpijskim. Chce go zdobyć na igrzyskach w Rio de Janeiro w 2016 r.

"To było dla mnie jak grom z jasnego nieba. Nigdy nie stosowałam żadnych zabronionych środków, brałam tylko to, co otrzymywałam od trenerów. Przyznam, że nawet nie sprawdzałam składu tych odżywek, nie jestem przecież fachowcem w tej dziedzinie" - powiedziała Karpińska, która prywatnie przyjechała do ośrodka COS w Spale i za zgodą nowego trenera Waldemara Ostapskiego trenowała z kadrą kobiet, przygotowującą się do mistrzostw Europy w Tiranie.

Reklama

W kwietniu 2012 roku Karpińska wywalczyła w tureckiej Antalyi tytuł mistrzyni Europy w kategorii 48 kg, w dwa miesiące później została mistrzynią Polski, ustanawiając trzy rekordy kraju: w rwaniu - 86 kg, podrzucie - 103 kg i dwuboju - 189 kg i oczywiście znalazła się w składzie reprezentacji na igrzyska olimpijskie w Londynie.

"Bomba" wybuchła 5 lipca 2012 roku, gdy zawodniczka w trybie pilnym została przez prezydium Polskiego Związku Podnoszenia Ciężarów (PZPC) wycofana ze składu na igrzyska olimpijskie.

Okazało się, że 2 czerwca podczas mistrzostw Polski u Karpińskiej w próbce A wykryto wysoki poziom obecności syntetycznego sterydu - nandrolonu. Wynik został później potwierdzony także w badaniu próbki B. We wrześniu na zawodniczkę nałożono karę dwuletniej dyskwalifikacji obowiązującą do 2 czerwca 2014 roku.

"Po dyskwalifikacji miałam bardzo trudny okres, wpadłam w depresję, różne głupie myśli chodziły mi po głowie. Zobaczyłam, jakie jest prawdziwe życie. Gdy jest sukces, są gratulacje, życzenia, bardzo szybko rośnie grono ojców sukcesu ustawiających się do pamiątkowego zdjęcia. Gdy coś pójdzie nie tak, człowiek zostaje sam, wszyscy o nim zapominają. Na szczęście nie zapomniał o mnie prezes Szymon Kołecki i kilka innych życzliwych osób, za co chcę im bardzo podziękować. Tylko dzięki nim chcę wrócić do sportu" - dodała zawodniczka.

W Spale Karpińska kilka razy podkreśliła, że nie ma do siebie żadnych pretensji, tylko do tych ludzi, którzy ją skrzywdzili. Nie czuje się winna, nigdy swojej winy nie uzna, gdyż sama osobiście nic złego nigdy nie zrobiła.

"Nie chcę wymieniać z nazwiska tych, przez których jestem zdyskwalifikowana. Ale niech wiedzą, że ja wiem... Teraz kibicuję dziewczynom z reprezentacji. Może za rok, jeżeli kara zostanie mi trochę skrócona, będę już mogła wystartować w mistrzostwach Europy. Dzisiaj najbardziej żałuję październikowych mistrzostw świata w Polsce" - przyznała Karpińska.

Zawodniczka z Biłgoraja wie, że teraz, po kilku miesiącach przerwy, czeka ją bardzo wiele pracy, gdyż ma spore zaległości treningowe.

"Dzisiaj, żeby się liczyć na arenach międzynarodowych, trzeba w dwuboju mieć wyniki w granicach 195-200 kg. Azjatki są aktualnie bardzo mocne, walka z nimi będzie bardzo trudna. Ale ja jestem optymistką i nadal marzę o medal olimpijski" - zakończyła mistrzyni Europy.

Dowiedz się więcej na temat: Marzena Karpińska

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje