Polska i jej nadludzkie wyzwanie

"Po zimowym zdobyciu Broad Peak, w temperaturze 35 stopni poniżej zera, polski alpinizm odzyskał swoją legendę i swoją tragedię: dwóch członków wyprawy uznano za zaginionych" - pisze największy hiszpański dziennik "El Pais".

Autor Oscar Gogorza przypomina, że między rokiem 1980 i 1988 himalaizm zimowy był sprawą wyłącznie jednej nacji. Polscy alpiniści zwani powszechnie "Ludźmi z żelaza" zdobyli zimą wszystkie ośmiotysięczne szczyty na terenie Nepalu poza Shisha Pangma i Makalu. Na całym świecie mówiono o tym z mieszaniną trwogi i podziwu.

Reklama

Włoch Simone Moro z zapartym tchem opowiada o swoich polskich nauczycielach i mistrzach z tamtego okresu. Twierdzi, że sto razy bardziej wolałby się urodzić w Katowicach niż Bergamo. Zabiegał bardzo o to, by w jego wyprawie do niedostępnego zimą Karakorum, wziął udział Polak. Niestety, nie udało się. Poszedł na Broad Peak wyłącznie w towarzystwie doświadczonych Pakistańczyków, którzy wyczerpani w czasie drogi zawracali jeden po drugim.

W końcu zostało ich dwóch, widzieli szczyt: pokryty kawałami lodu z głębokimi szczelinami. "Mogliśmy iść, zdobyć go, ale zdawaliśmy sobie sprawę, że już nie wrócimy. Tam trzeba schodzić bardzo wolno, a to w tej temperaturze i przy takiej utracie sił znaczy tyle, co pewna śmierć" - opowiadał potem Moro.

W ubiegłym tygodniu pod Broad Peak zameldowała się wyprawa z Polski. Adam Bielecki, Artur Małek, Tomasz KowalskiMaciej Berbeka zdobyli szczyt 5 marca. Musieli spędzić tam noc w temperaturze 35 stopni poniżej zera właściwie pod gołym niebem. Dwaj pierwsi zdołali zejść, dwaj kolejni poruszali się zbyt wolno popadając z każdą godziną w coraz większe tarapaty. Tak jak opowiadał Moro, zejście okazało się dla nich ponad ludzkie siły.

Dla autora z "El Pais" nie ulega wątpliwości, że wyprawa na Broad Peak ożywiła polską legendę himalaizmu z lat 80. I tragedię zarazem: wtedy wielu wybitnych alpinistów z Jerzym Kukuczką na czele straciło życie. Ich upór i determinacja budziły powszechne zdumienie. Polak zyskał miano człowieka, który nie cofa się przed niczym.

W książce "Freedom climbers" (tłumaczonej jako "Ucieczka na szczyt") Kanadyjka Bernadette McDonald próbowała wyjaśnić frapującą cały świat postawę polskich alpinistów. Jej zdaniem była ona skutkiem opresyjnego systemu komunistycznego. Władza dała pieniądze na wyprawy, a himalaiści poszukiwali w górach wolności, której nie mieli w kraju. Przy tym propaganda komunistyczna tamtych lat nie dopuszczała do siebie możliwości porażki, toteż Polacy nigdy się nie cofali.

Dlaczego nie cofnęli się Berbeka i Kowalski żyjący już w wolnym kraju? "El Pais" sugeruje, że wynika to z niezwykłej, polskiej tradycji i wpisanych w nią tragedii. Autor stwierdza jednak na koniec, że musi istnieć wytłumaczenie znacznie bardziej złożone od tezy McDonald. Coś, co pcha wolnych ludzi do przekraczania granic bez szansy powrotu, czyniąc himalaizm dla części z nas dziedziną niezrozumiałą.

Msza Święta za Macieja Berbekę i Tomasza Kowalskiego odbędzie się w zakopiańskim Kościele Świętej Rodziny przy ul. Krupówki 1, w dniu 16 marca o godz. 19.

Dyskutuj na blogu Darka Wołowskiego

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje