Prezes PZS: zmiany w programie igrzysk były do przewidzenia

Prezes Polskiego Związku Szermierczego Adam Konopka ze spokojem przyjął decyzję światowej federacji o wykluczeniu drużynowych turniejów florecistek i szablistów z programu igrzysk w Rio de Janeiro. - To było do przewidzenia - przyznał.

PAP: Zaskoczyła pana decyzja FIE, że w igrzyskach 2016 roku o olimpijskie medale, zgodnie z prawem rotacji, nie będą walczyć drużyny florecistek i szablistów?

Adam Konopka
: - Trudno mówić o zaskoczeniu, bo był to najbardziej spodziewany scenariusz. Męska szabla do tej pory zawsze była w programie olimpijskim, więc przyszła na nią pora. Z kolei w Pekinie o medale nie walczyły drużyny szablistek, a w Londynie - szpadzistek, więc naturalnym rozwiązaniem było, że teraz odpadną florecistki.

Co te decyzje oznaczają dla polskiej szermierki?

- Łatwiej pogodzić się z wykluczeniem męskiej szabli. W tej broni dotknął nas kryzys. Szukamy utalentowanej młodzieży i taka jest, ale na wyniki na skalę olimpijską w Brazylii nie moglibyśmy jeszcze liczyć. Myślę, że praca w perspektywie następnych igrzysk, czyli Tokio w 2020 roku, ma w tym przypadku znacznie większy sens.

Florecistki jednak praktycznie "od zawsze" były w światowej czołówce...


- Drużyna przechodzi jednak gruntowną zmianę, także pokoleniową. Zanim znajdziemy optymalnie zestawienie zespołu, może trochę potrwać. Po decyzji FIE będziemy musieli trochę zmienić podejście i poszukać indywidualności, kogoś, kto udźwignie ciężar presji walki nie tylko o olimpijską kwalifikację, ale i o medal w Rio. Zresztą strata każdej damskiej konkurencji byłaby odczuwalna dla nas, bo polska szermierka kobietami stoi. Także wśród najmłodszych adeptów więcej jest dziewcząt. Mnie to zresztą osobiście nie dziwi, bo choć to sport walki, to w żaden sposób nie wpływa ujemnie na urodę czy kobiecą sylwetkę.

Powrót do sportu po przerwie macierzyńskiej zapowiada Sylwia Gruchała-Bączek...

- Podobno jest bardzo zdeterminowana i już w najbliższym czasie chce pojawić się na planszy. Podobnie szpadzistka Danuta Dmowska-Andrzejuk, mistrzyni świata z Lipska z 2005 roku, która już startuje w zawodach.

Czy zmiany w olimpijskim programie mają wpływ na polskie ambicje w Rio?

- Żadnego. Szermierka musi zdobyć tam medal. Po prostu musi. To nasz realny cel. Na dziś największe szanse wydaje się mieć odradzająca się drużyna szpadzistów, która w Pekinie wywalczyła srebrny medal. W dalszej kolejności ustawiłbym zespoły szablistek i florecistów, którzy pokazali choćby w ubiegłorocznych mistrzostwach Europy, że mają wielkie serce do walki.

Podczas kongresu FIE w Paryżu zapadły też inne ważne dla Polski decyzje...

- Udało nam się zachować dwa Puchary Świata, które od lat organizowaliśmy, czyli we florecie kobiet i szabli mężczyzn. Zmienią się natomiast ich terminy. Impreza w Gdańsku odbędzie się w styczniu 2015, czyli nieco wcześniej niż zwykle, a w Warszawie w lutym, a nie jak tradycyjnie w maju. W tym drugim przypadku jednak groził nam termin... 1 listopada, w Polsce chyba najgorszy, jaki można sobie wyobrazić na imprezę sportową.

FIE dokonała także zmiany gospodarza przyszłorocznych mistrzostw świata, które zamiast w Sofii odbędą się w Kazaniu.


- Stolica Bułgarii zrezygnowała ze względów finansowych. Organizacja imprezy tej rangi jest bardzo kosztowna. Awaryjnie podjął się jej Kazań. Innych chętnych nie było. Podobnie jak na rok 2015, więc MŚ "wzięła" Moskwa. Z uwagi na osobę szefa światowej federacji, rosyjskiego miliardera Uliszera Usmanowa, takie decyzje nie powinny dziwić.

Rozmawiał Paweł Puchalski

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje