Trener kadry florecistek: Talentów nie brakuje

Nowy trener polskich florecistek Paweł Kantorski nie będzie na siłę odmładzał kadry, choć uważa, że reprezentacja seniorska ma znakomite zaplecze i wiele utalentowanych zawodniczek. Po cichu liczy na medal tegorocznych mistrzostw świata lub Europy.

PAP: W ubiegłym roku odniósł pan ogromny sukces w roli szkoleniowca reprezentacji florecistów Egiptu. Zawodnik tego kraju Alaaeldin Abouelkassem zdobył w Londynie srebrny medal igrzysk olimpijski. Ten sukces pomógł panu w konkursie na trenera kadry?

Reklama

Paweł Kantorski: - To było moje ukoronowanie pracy z reprezentacją Egiptu i myślę, że miało to wpływ na taką, a nie inną decyzję związku. Trener w końcu rozliczany jest z wyników. Ja nie znam do końca powodów, dla których mnie wybrano na selekcjonera kadry, jestem bardzo szczęśliwy, bo marzyłem o tej pracy. Zanim zacząłem pracować dla egipskiej federacji, prowadziłem reprezentację juniorek, zdobyłem wiele medali, także ze swoimi wychowankami.

W Egipcie miał pan wręcz komfortowe warunki do pracy, dobra pensja, zagraniczne zgrupowania. W Polsce na luksusy raczej nie można liczyć.

- Egipt to nie jest taki kraj, gdzie pieniądze rozdaje się na prawo i lewo i ma się wszystko co chce. Też zdarzały się pewne niespodzianki, drobne kłopoty finansowe sprawiały, że nie mogliśmy wszystkiego do końca wykonać zgodnie z wcześniejszym planem. Dziś wiem, że nie otrzymamy tyle środków, żeby wykonać plany marzeń. Może nie będziemy trenować ciągle w ośrodkach sportowych, ale będzie więcej konsultacji w klubach, gdzie warunki są skromniejsze, ale plany treningowe można zrealizować. Jeśli chodzi o bazę, to byłem w centrach sportowych w Japonii, Chinach, Niemczech czy Anglii - to są "ośrodki marzenia". Ale my nie mamy żadnych kompleksów. Pod tym względem Spała czy Cetniewo niczym nie ustępują.

W jakiej kondycji objął pan żeński floret?

- Myślę, że w dobrej. W ostatnich turniejach już w nieco odmłodzonym składzie reprezentacja zanotowała dobre wyniki w Pucharze Świata w Budapeszcie i St. Petersburgu. W Rosji zajęliśmy piątą lokatę w turnieju drużynowym, choć w ćwierćfinale prowadziliśmy z Francuzkami 33:31. Zabrakło konsekwencji.

Ale z mistrzostw świata przywozimy coraz mniej medali, a igrzyska olimpijskie zarówno w Pekinie jak i Londynie zakończyła się klęską.

- Żaden sportowiec nie jedzie na igrzyska, żeby źle walczyć czy przegrywać pojedynki. Byłem w Londynie i oglądałem nasze dziewczyny, na pewno nie zabrakło im ambicji, choć wiele osób mogło to inaczej odebrać. Coś nie wyszło, może popełniono błąd w przygotowaniach. Na pewno nasze reprezentantki stać było na więcej.

Szykuje pan jakieś rewolucyjne zmiany w przygotowaniach? Może poprawie wymagają relacje na linii klub-reprezentacja?

- Przede wszystkim chcę uściślić współpracę ze szkoleniowcami klubowymi i nałożyć większy nacisk na indywidualizację treningów. Uważam, że najlepsi zawodnicy muszą więcej trenować, a my trenerzy musimy im poświęcić więcej czasu. Zamierzam spotkać się i rozmawiać, aby ustalić wspólną płaszczyznę współpracy. Nie będzie miało znaczenia, kto jaki klub reprezentuje, będzie liczył się wynik.

Czy zamierza pan odmłodzić kadrę? Być może czas niektórych zawodniczek dla reprezentacji już się skończył?

- Chcę jasno powiedzieć, że kadra nie jest zamknięta dla nikogo. Nie uważam, że młodym zawodniczkom trzeba dać coś za darmo. One muszą tyle włożyć  pracy, żeby pokonać te starsze. W sporcie trzeba swoje miejsce wywalczyć. Nie wykluczam jednak, że jako trener kadry więcej czasu będę poświęcał młodszym zawodniczkom.

Wokół jakich zawodniczek zamierza pan budować kadrę?

- Na dzisiaj najlepszą zawodniczką jest Martyna Synoradzka, bardzo dobre nadzieje rokuje Martyna Jelińska. Z kolei z dobrej strony ostatnio pokazały się Karolina Chlewińska i Małgosia Wojtkowiak. Liczę też na siostry Martę i Hanię Łyczbińskie. Mamy też bardzo dobre zaplecze w postaci kadry kadetek, które na niedawnych mistrzostwach Europy wywalczyły wicemistrzostwo w drużynie oraz dwa brązowe medale indywidualnie. Anna Szymczak, Martyna Długosz, Sandra Sulik i Julia Chrzanowska to przyszłość polskiego floretu i bardzo szybko mogą zacząć rywalizację z seniorkami.

Odchodzi niekwestionowana gwiazda polskiego floretu Sylwia Gruchała, która obecnie przebywa na urlopie macierzyńskim. Będzie ją pan namawiał do powrotu?

- Rozmawiałem z Sylwią, ma swoje plany osobiste, chce wyjść za mąż, urodzić dziecko. Ale zapowiedziała, że chce wrócić do sportu w drugiej połowie przyszłego roku. Ja uważam, że jeszcze nie do końca wykorzystała swój potencjał. Drzemią w niej jeszcze możliwości, a wszystko zależy od niej samej, ile zainwestuje w siebie. Na pewno ma szansę znów założyć dres "Polska".

Najważniejsze cele na ten rok?

- Priorytetowe dla mnie będą trzy imprezy - mistrzostwa świata, mistrzostwa Europy i Uniwersjada. Postaram się możliwie jak najwięcej zawodniczek sprawdzić na tych zawodach. Nie ukrywam, że marzę o medalu, który pozwoliłby pani minister sportu łaskawszym okiem spojrzeć na szermierkę. Przypomnę, że ta dyscyplina została umieszczona przez resort w tzw. drugim koszyku.

Dla pana jako trenera reprezentacji docelową imprezą będą igrzyska w Rio de Janeiro w 2014 roku. Może jednak się okazać, że zabraknie konkurencji drużynowej florecistek.

- Wiem, że są czynione starania, aby na następnych igrzyskach znów był komplet konkurencji drużynowych. Decyzja ma zapaść w grudniu 2014 roku. Jeżeli zostanie zachowany system rotacyjny, to wówczas niestety może zabraknąć drużyny florecistek w Rio.

Rozmawiał Marcin Pawlicki

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje