Trener Tomasza Sikory kuszony przez Ukraińców

Roman Bondaruk, trener polskich biathlonistów żałuje, że zakończył się już sezon Pucharu Świata. "W takiej formie Tomek Sikora potrzebowałby jeszcze dwóch startów, żeby wskoczyć na trzecie, a może nawet drugie miejsce w klasyfikacji generalnej" - powiedział szkoleniowiec.

"W ostatnich dziewięciu biegach Tomek siedem razy był w piątce. Takiego wyniku nie miał nawet zdobywca Pucharu Świata Ole Einar Bjoerndalen. Wczoraj biegowo miał drugi wynik, a na ostatnim okrążeniu był najlepszy. Dzisiaj miał trzeci wynik biegowo i gdyby nie strzelanie byłby na podium" - dodał Ukrainiec.

Reklama

Bondaruk podkreślał, że dzięki dobremu przygotowaniu Sikora wytrzymał trudy sezonu olimpijskiego.

"Proszę zobaczyć gdzie po igrzyskach są Rosjanie, którzy zresztą z Turynu wyjechali bardzo rozczarowani. Słaby jest wicelider Pucharu Świata Raphael Poiree, w gorszej dyspozycji są Niemcy. Tomkowi bardzo dobrze zrobiły zgrupowania wysokogórskie. Poprawił wydolność, wytrzymałość i to procentuje. Poza tym po igrzyskach i medalu zyskał dużo pewności siebie. On teraz idzie na start bez obciążeń, startuje na luzie" - mówił trener.

Ukrainiec pracuje z polską kadrą od czterech lat. Jego obecny kontrakt upływa 29 kwietnia.

"Podpisałem nowy kontrakt z prezesem Lewickim. Zobowiązuję się w nim do pracy z kadrą przez kolejne dwa lata. Problem w tym, że nie wiem czy ten kontrakt jest ważny. Nie ma na nim żadnej pieczątki, nie wiem czy był uzgadniany z zarządem. Może po mistrzostwach Polski ta sprawa ostatecznie się wyjaśni. Pozostaje także kwestia nowej umowy trenerki kobiet Nadii Biełowej. Z nią nikt się jeszcze ze związku w tej sprawie nie kontaktował" - podkreślił Bondaruk.

W poniedziałek rano trener leci do Kijowa. Spędza tam tylko jeden dzień, po czym wraca do Warszawy.

"W Kijowie mam zaproszenie do siedziby związku biathlonowego. Wczoraj po drugim miejscu Tomka dzwonił do mnie znajomy Ukrainiec i mówił, że w relacji telewizyjnej dziennikarz żałował, że 'Bondaruk nie pracuje z naszymi'. Nie wiem czy to przypadek, ale krótko po tym zadzwonił prezes związku i poprosił, żebym wpadł do nich. Wpadnę, porozmawiam i tyle. Ja w każdym razie ustaliłem z Tomkiem, że przez dwa lata chcemy pracować razem. Zdania nie zamierzam zmienić" - powiedział szkoleniowiec.

Dowiedz się więcej na temat: szkoleniowiec | sikora | Ukraińcy

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje