Justyna Kowalczyk po zgrupowaniu w Zakopanem

- Czuję się zdecydowanie lepiej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku - powiedziała Justyna Kowalczyk. Multimedalistka olimpijska i mistrzostw świata w biegach narciarskich kończy we wtorek trzytygodniowe zgrupowanie w Zakopanem.

Kowalczyk zapytana na jakim etapie znajdują się jej przygotowania do sezonu stwierdziła, że są co najmniej o krok dalej niż w ubiegłym roku.

Reklama

- Czuję się zdecydowanie lepiej, udało mi się uniknąć chorób i dzięki temu przepracowałam bardzo dobrze cały okres począwszy od maja, aż po najcięższe dla biegacza narciarskiego lipiec i sierpień. Jak do tej pory wrzesień też jest bardzo udany.

Dodała, że wprawdzie od pewnego czasu pojawiają się problemy bólowe ze strony narządu ruchu, to jednak nie zakłócają one realizacji planu pracy.

- Drobne dolegliwości niestety towarzyszą mi od lat, ale udaje się je pokonywać i - że tak powiem - omijać zastępczymi środkami treningowymi. Podsumowując - zdrowie dopisuje, a to dla przygotowań niezwykle ważne. Czy to się jednak przełoży na "szybkobieganie" w zimie? Nie wiem, ale optymizm jest - podkreśliła zawodniczka AZS-u AWF-u Katowice.

Na pytanie, czy udało się wziąć chociaż kilkudniowy urlop od sportu, dwukrotna mistrzyni olimpijska odpowiedziała: - Urlop to wiem, że niektórzy mają, natomiast mnie wystarczy zwykły, ale efektywny wypoczynek. To niezbędny element pracy. Przykładowo zaraz po porannym treningu jadę do mojego masażysty, a potem - aż do popołudniowego - leżę po prostu w łóżku. To sprawdzony sposób na prawdziwą regenerację po dużym wysiłku - wyjaśniła.

A wylanego potu podczas ciężkiej pracy pod Tatrami było naprawdę sporo. - To blisko trzytygodniowe zgrupowanie w Zakopanem z czterodniową przerwą na wypad do Norwegii i 80-kilometrowe, wygrane zawody na nartorolkach, dało mi trochę w kość. Były kilkugodzinne, intensywne wyprawy w góry, które ze względu na bardzo dużą liczbę turystów rozpoczynały się około szóstej rano. Były nartorolki, a tu do wyboru trasa biegowa, ścieżka rowerowa lub podbiegi typu Gliczarów Górny. I tak dwa razy dziennie. No i rower np, na podjeździe pod Głodówkę - wyliczała Kowalczyk.

Biegaczce nie uda się porządnie odpocząć przed następnym obozem szkoleniowym. - Prosto z Zakopanego ruszamy do Soczi. To ze względu na położenie tamtejszych tras nartorolkowych. 1500 m n.p.m. to rzadkość, więc postanowiliśmy z tego skorzystać. Tam będziemy dwa tygodnie.

Zakopiański Ośrodek Przygotowań Olimpijskich COS posiada tzw. pokoje hipobaryczne, w których za pomocą regulatora składu powietrza można stworzyć warunki pobytowe odpowiadające panującym na wysokości nawet do 7 tys. metrów n.p.m. Najlepsza polska biegaczka narciarska z nich jednak nie korzystała.

- Bardzo mocno się nad tym z trenerem Aleksandrem Wierietielnym zastanawialiśmy, ale po konsultacji z Adamem Kszczotem, który systematycznie korzysta z tego dobrodziejstwa, uznaliśmy, że jednak nie.

Dlaczego? - Naszym zdaniem ryzyko jest zbyt wielkie. Gdybym była młodziutką zawodniczką, która może sobie pozwolić na taką naukę dla swojego organizmu, bo każdy inaczej na to reaguje, to na pewno byśmy spróbowali. Ale to gdybym miała te z 23 lata i wiele, wiele sezonów przed sobą. Dziś po prostu jest już na to zbyt późno, więc wybieramy pewne, od lat stosowane metody dane nam przez naturę, czyli treningi w odpowiednio wysoko położonym terenie jak np. w Soczi - tłumaczyła Kowalczyk.

Nowością w przygotowaniach do sezonu będzie wyjazd na Majorkę. - Tam właśnie ruszymy na początku października, wzorem kolarzy i panczenistów, którzy tamtejsze rowerowe treningi bardzo sobie chwalą. Później tradycyjnie już lodowiec, kilka dni na tak zwane "ogarnięcie się" i... wyjazdy startowe aż do marca - przedstawiła kolejne plany biegaczka z Kasiny Wielkiej, dodając jednocześnie, że trochę zmieniła pierwotny kalendarz startów.

- Jako pierwsza miała być Norwegia, ale najprawdopodobniej w połowie listopada wystartujemy jednak w zawodach FIS w Finlandii. To będzie takie bezpośrednie przygotowanie do pucharowych zawodów w Kuusamo - wyjaśniła.

Zgodnie wcześniejszymi zapowiedziami Kowalczyk będzie unikała rywalizacji w biegach techniką dowolną. - Oczywiście treningowo i to nawet z przyjemności sobie tym stylem biegam, ale co innego treningowo, co innego startowo. Ze względów zdrowotnych powinnam tego unikać, więc tak zrobię - podkreśliła.

Podobnie jak w ubiegłym sezonie, tak i w tym planuje udział w maratonach. - O tak! Jak dobrze pójdzie, to będzie prawdziwa kumulacja, bo zrobię ich z sześć, siedem. Oczywiście jeżeli zdrowie pozwoli. Jeżeli nie, to przecież nie ma żadnego przymusu! Jeżeli tylko poczuję się np. zmęczona, to oczywiście odpuszczę i tyle - zapewniła.

Ważnym celem dla dwukrotnej złotej medalistki MŚ jest dobre przygotowanie się do jak najlepszego występu na mistrzostwach globu w Lahti (21 lutego - 5 marca 2017). - Tam wystartuję na pewno w biegu na 10 km klasykiem. Pozostałe biegi tego sezonu będą już właściwie tylko elementem przygotowań do igrzysk w koreańskim Pyongczang w 2018 roku - podsumowała Kowalczyk.

Dowiedz się więcej na temat: Justyna Kowalczyk | aleksander wierietielny

Reklama

Reklama

Reklama