Justyna Kowalczyk rzuciła świat na kolana!

Trzy medale olimpijskie, wszystkie Kryształowe Kule Pucharu Świata, triumf w prestiżowych zawodach Tour de Ski - tak bogaty zbiór trofeów jest dziełem Justyny Kowalczyk. I to tylko w tym sezonie, który właśnie dobiegł końca. Najlepsza biegaczka świata całkiem zasłużenie zarobiła dzięki temu prawie milion złotych!

W sezonie 2009/2010 na plan pierwszy wysunęły się oczywiście igrzyska olimpijskie w Vancouver. Do Kanady Justyna Kowalczyk jechała w roli murowanej faworytki. Według niektórych, 27-letnia zawodniczka miała zdobywać złote medale w każdym starcie. Skończyło się na złotym, srebrnym i brązowym medalu. Niedosyt?

Czekaliśmy 38 lat!

Reklama

Chyba tylko dla tych, którzy zainteresowani są sportem raz na cztery lata z okazji igrzysk. Jeszcze nigdy w historii polski sportowiec na ZIO nie zdobył tylu krążków. Dzięki Kowalczyk w Vancouver zabrzmiał "Mazurek Dąbrowskiego", a Wojciech Fortuna nareszcie przestał być jedynym polskim mistrzem olimpijskim w sportach zimowych. Czekaliśmy na to aż 38 lat!

Dla nas oczywiście zawodniczka z Kasiny Wielkiej była gwiazdą igrzysk w Vancouver. Trzeba jednak obiektywnie przyznać, że najjaśniej na trasach w Whistler Olympic Park błyszczała Marit Bjoergen. Norweżka wróciła z Kanady z pięcioma medalami, w tym trzema złotymi. To musi budzić szacunek i uznanie.

Bjoergen idealnie trafiła z formą na najważniejszą imprezę sezonu. Norweżka obrała inną drogę przygotowań do igrzysk niż Polka. Kilka startów "odpuściła" z myślą o olimpiadzie. Kowalczyk biegała niemal wszystko. Być może polska "Królowa nart" powinna przygotowywać się w podobny sposób. Ale to tylko gdybanie. Nie ingerujmy w pracę Kowalczyk i jej sztabu z trenerem Aleksandrem Wierietielnym na czele. Wiedzą doskonale, jaki sposób jest najlepszy. Z występu w Vancouver i całych przygotowań na pewno wyciągną wnioski. A wtedy igrzyska w Soczi mogą być jeszcze wspanialsze.

Tylko jedna rysa

Kowalczyk dostarczyła nam w Vancouver mnóstwa emocji i niezapomnianych wrażeń. Jest jednak mała rysa - dyskusja medialna między Polką a Bjoergen i temat zażywania przez Norweżkę leków na astmę. Zupełnie niepotrzebna wymiana zdań, wprowadzająca tylko nerwową atmosferę do rywalizacji.

Po co? Przecież w bezpośredniej walce Justyna pokazała, że i bez leków na astmę może z Norweżką wygrywać. Dobrze, że Kowalczyk się zreflektowała, przeprosiła Bjoergen i miejmy nadzieję, że temat został zamknięty.

Justyna Kowalczyk ma już na koncie wiele sukcesów. Czy zanotowała postęp w porównaniu z ubiegłym, również udanym, sezonem? Medale mistrzostw świata w Libercu (trzy - dwa złote i jeden brązowy) zastąpiły obecnie medale olimpijskie (także trzy - złoto, brąz i srebro), choć ich wartość jest o wiele cenniejsza.

Sezon 2008/2009 Kowalczyk zakończyła zdobyciem Kryształowej Kuli. W jej ręce trafiła także Mała Kryształowa Kula na dystansach. Obroniła te osiągnięcia w tym sezonie, a na dodatek okazała się najlepsza także w sprintach. Puchar Świata 2009/2010 toczył się pod dyktando naszej mistrzyni. Oprócz okazałych trofeów świadczą o tym suche liczby.

Punktowy rekord

Poprzedni sezon Kowalczyk zakończyła z dorobkiem 1810 punktów, w obecnym zgromadziła ich aż 2064. Różnica widoczna gołym okiem. 2064 pkt to rekord! Nikt w historii nie zdobył tylu punktów, i to jeszcze w roku olimpijskim!

Na plus tego sezonu należy też zaliczyć zwycięstwo w prestiżowym cyklu Tour de Ski. Kowalczyk z roku na rok prezentowała się coraz lepiej w tych morderczych zawodach. Trzy lata temu zakończyła je na 11. miejscu, dwa lata temu na 7., a rok temu na 4. Aż w końcu wygrała.

Postęp zatem jest i nic tylko się z tego cieszyć. Justyna Kowalczyk potwierdziła, że należy do ścisłej światowej czołówki. Jest prawdziwą światową gwiazdą biegów narciarskich.

Igrzyska w Vancouver zostały uznane, zresztą słusznie, za najlepsze w historii w wykonaniu polskich sportowców. Sześć medali na jednej olimpiadzie to wydarzenie bez precedensu. Przypomnijmy, że do IO w Vancover polscy sportowcy zdobyli łącznie od 1924 roku zaledwie osiem krążków. Niestety, informacja o dopingu Kornelii Marek położyła się cieniem na tym rekordowym występie Polaków.

Cień Kornelii Marek

Sprawa dopingu Kornelii Marek odbiła się rykoszetem głównie na Sylwii Jaśkowiec i Paulinie Maciuszek, ale trafiła też i w Justynę Kowalczyk. Polska sztafeta, która w Whistler Olympic Park zajęła bardzo dobre 6. miejsce, na pewno je straci. Jaśkowiec i Maciuszek stracą też finansowo. Ich stypendium olimpijskie zostanie okrojone.

Marek nie skorzystała z doświadczeń Kowalczyk. W 2005 roku na mistrzostwach świata w Oberstdorfie wynik testów antydopingowych Kowalczyk dał wynik pozytywny. Kara była surowa - dwa lata dyskwalifikacji. Apelacje zawodniczki przyniosły jednak skutek i dyskwalifikację skrócono ostatecznie do pół roku. Zawodniczka odcierpiała swoje i wyciągnęła wnioski. Od tego momentu Justyna jak ognia unika przyjmowania medykamentów nieznanego pochodzenia i ściśle przestrzega przepisów antydopingowych.

Na szczęście niedozwolone środki wykryto tylko w organizmie Marek. Jaśkowiec i Maciuszek, które były razem z nią w kadrze, pod opieką tych samych ludzi, okazały się czyste. Na tym przykładzie widać, jak doskonałym rozwiązaniem było stworzenie oddzielnego sztabu, zajmującego się tylko Justyną Kowalczyk. Z kilku powodów.

Mistrzowska opieka dla mistrzyni!

Po pierwsze, w kręgu zaufanych i starannie dobranych osób tego typu wpadki raczej można wykluczyć.

Po drugie, trener może skupić się tylko na przygotowaniu Kowalczyk. Szkoleniowiec ustala jednostki treningowe konkretnie pod jej możliwości. Unika w ten sposób pewnego rodzaju rozdwojenia jaźni, i nie musi decydować, czy skupiać się na Kowalczyk, żeby odnosiła sukcesy, i czy przez to nie ucierpi przygotowanie innych zawodniczek.

Z takim dylematem mierzyli się trenerzy reprezentacji Polski w skokach narciarskich. W końcu Adam Małysz trafił pod skrzydła Hannu Lepistoe, a o pozostałych reprezentantów dba Łukasz Kruczek. Jaki to przyniosło efekt? Wszyscy widzieliśmy w Vancouver. Eksplozja formy Małysza, uwieńczona dwoma srebrnymi medalami.

Po trzecie, mistrzyni zasługuje na mistrzowską opiekę. I niech tak zostanie. Polski Związek Narciarski nie powinien żałować pieniędzy na to, żeby otoczyć Kowalczyk jak najlepszą opieką. Za sukcesy, jakie są dziełem naszej "Królowej nart"!

Zwyciężczynie ostatnich 20 Pucharów Świata (w nawiasie kraj i liczba punktów)

2010 r. - Justyna Kowalczyk (Polska, 2064 pkt)
2009 r. - Justyna Kowalczyk (Polska, 1810)
2008 r. - Virpi Kuitunen (Finlandia, 1552)
2007 r. -  Virpi Kuitunen (Finlandia, 1510)
2006 r. - Marit Bjoergen (Norwegia, 1036)
2005 r. - Marit Bjoergen (Norwegia, 1320)
2004 r. - Gabriella Paruzzi (Włochy, 1228)
2003 r. - Bente Skari (Norwegia, 1392)
2002 r. - Bente Skari (Norwegia, 877)
2001 r. - Julia Czepałowa (Rosja, 1106)
2000 r. - Bente Martinsen (Norwegia, 1176)
1999 r. - Bente Martinsen (Norwegia, 768)
1998 r. - Łarisa Łazutina (Rosja, 773)
1997 r. - Jelena Wjalbe (Rosja, 940)
1996 r. - Manuela Di Centa (Włochy, 1004)
1995 r. - Jelena Wjalbe (Rosja, 940)
1994 r. - Manuela Di Centa (Włochy, 790)
1993 r. - Ljubow Jegorowa (WNP, 762)
1992 r. - Jelena Wjalbe (WNP, 169)
1991 r. - Jelena Wjalbe (ZSRR, 220)
1990 r. - Łarisa Łazutina (ZSRR, 146)

CZYTAJ RÓWNIEŻ:

Kowalczyk zarobiła prawie milion złotych!

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje