Arka Gdynia. Marciniak: Podnieśliśmy się po nokdaunie

We wczorajszym meczu 8. kolejki Ekstraklasy z Wisłą Kraków piłkarze Arki Gdynia stracili gola już w piątej minucie, ale zdołali odpowiedzieć trzema trafieniami. "Najważniejsze, że podnieśliśmy się po tym nokdaunie" - przyznał lewy obrońca gospodarzy Adam Marciniak.

Przed spotkaniem z Wisłą Kraków gdynianie nie wygrali sześciu kolejnych meczów, a dwa ostatnie, u siebie z Pogonią Szczecin oraz w Poznaniu z Lechem, zakończyły się ich porażką 0-3. Także początek konfrontacji z "Białą Gwiazdą" nie mógł napawać optymizmem, bo już w 5. minucie po pięknym uderzeniu z ponad 30 metrów Patryka Małeckiego goście objęli prowadzenie.

Reklama

"Po dwóch tygodniach ciężkiej roboty, koncentracji i wzajemnej +pompki+ wychodzimy na boisko i od razu dostaliśmy taką bramkę, że trudno mieć do siebie pretensje. Musiało minąć trochę czasu zanim się otrząsnęliśmy, bo byliśmy jak po nokdaunie. I jak mówi nasz trener, +pruliśmy+ dalej. Najważniejsze, że udało nam się wreszcie wygrać" - stwierdził Marciniak.

Spory udział w tym zwycięstwie miał także 29-letni piłkarz, który po raz pierwszy w tym sezonie nie zagrał jako defensywny pomocnik, tylko wystawiony został na lewej obronie. Marciniak zastąpił Marcina Warcholaka, który dzień przed spotkaniem powiększył grono ojców. To właśnie po jego dośrodkowaniu w 33. minucie do remisu strzałem głową doprowadził Rafał Siemaszko.

"Rafał wiele razy pokazał, że potrafi znaleźć się tam gdzie jest najbardziej potrzebny. To rasowy napastnik, z którym niesamowicie przyjemnie się gra, bo on zawsze walczy. Siemaszko jest naszym pierwszym obrońcą, który nigdy nie odpuszcza i do końca idzie do bezpańskich piłek. Druga bramka też padła po mojej wrzutce, ale nie bezpośrednio. Po wygranym spotkaniu możemy powiedzieć, że wszystko było tak, jak sobie wymarzyliśmy, ale przecież początek meczu taki nie był. Chwała wszystkim, że udało nam się podnieść po szybko straconej bramce i później naprawdę zaprezentowaliśmy się z bardzo dobrej strony" - ocenił.

Marciniak nie ukrywa, że przerwa na reprezentację była jego drużynie potrzebna i została dobrze wykorzystana.

"To był czas na dobry trening. Mogliśmy skorygować błędy, a takiej możliwości nie mieliśmy, kiedy przyszło nam grać co trzy dni. Wygrana z Wisłą to z pewności dobry impuls, po którym przyjemniej się pracuje. Mam nadzieję, że ten sukces na dobre nas odblokuje, ale zdajemy sobie również sprawę, że nie zawsze będzie łatwo, miło i przyjemnie, bo wszystkiego nie będziemy przecież wygrywać" - podsumował piłkarz Arki.

Dowiedz się więcej na temat: Adam Marciniak

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje