Cracovia - Wisła 0-2. Gdy dopingowanie Wisły jest zabronione

196. Wielkie Derby Krakowa przejdą do historii jako pierwsze od 50 lat, w których z trybun wypleniono wulgaryzmy i chamstwo. Zbulwersowało nas jednak zagłuszanie kulturalnego dopingu i dopuszczenie kibiców do strefy wywiadów. Na razie spadła głowa, ale Bogu ducha winnego spikera.

Wyniki, terminarz i tabela Ekstraklasy

Reklama

"Może pan z ręką na sercu powiedzieć, że u was takich sytuacji nie było?" - tak Przemysław Franczak z "Gazety Krakowskiej" zagadnął ostatnio prezesa i właściciela Cracovii Janusza Filipiaka, o to, czy w jego klubie nie zdarzają się przypadki, jakie w wypadku Wisły udokumentował "Superwizjer" - bojówkarze, pseudokibice mający wstęp do loży VIP. 

- Może jedna lub dwie osoby. Natomiast mogę z przekonaniem powiedzieć, że my tego problemu nie mamy - zaręczył prof. Filipiak. 

Tymczasem podczas niedzielnych derbów mieliśmy dwa przykłady na to, że jest inaczej. Kibic "Pasów" spokojnie wszedł na konferencję prasową i zadał pytanie trenerowi Cracovii o to, ile jeszcze zespół musi przegrać meczów, by Probierz się podał do dymisji.

- Z jakiej gazety pan jest? - zapytał trener.

- Może pan sobie mnie wygooglować - odparł fan, który przedstawił się z imienia i nazwiska.

Probierz przypomniał mu zasady, że konferencje są dla przedstawicieli mediów, co potwierdził rzecznik Cracovii. Kibic opuścił salę konferencyjną, a trener wyjaśnił, że nie złoży dymisji, gdyż wierzy w zespół.

Na tym nie koniec. Fani czujnym okiem śledzili też pracę mediów w strefie wywiadów. Podczas rozmowy z kapitanem "Pasów" - Michałem Helikiem, postarali się o oprawę muzyczną, intonując:

"GTS, GTS to Wisełka kur... jest" (niestety wyraźnie słyszalne na 1:27 min poniższego filmiku). Dziennikarze ze zdziwieniem spojrzeli, co się dzieje. W wejściu do strefy wywiadów stało trzech osiłków i nie było żadnego ochroniarza.

Wcześniej o oprawę muzyczną zadbał klub, puszczając z głośników mantrę "Hej Pasy gol!", choć jakakolwiek oprawa muzyczna z głośników stadionowych jest zabroniona podczas gry. Ktoś nie mógł znieść faktu, że spora część młodzieży, która pojawiła się na derbach kibicowała Wiśle i Cracovia mogła się poczuć, jakby grała na wyjeździe. Jakież musiały być gorączkowe poszukiwania właściwego nagrania, trwały dobre pół godziny. Dziś nikt nie chce się przyznać do wydania decyzji o puszczeniu dopingu z głośników. Podobno ktoś kogoś poprosił, żeby włączyć nagranie na chwilę, celem rozruszania, a nie zagłuszenia publiki. 

Na derbach zdarzyła się też interwencja ochrony, ale nie w strefie wywiadów, tam, gdzie wtargnęli niepowołani kibice, tylko na trybunach gdzie siedzieli chłopcy w wieku 7-13 lat. Opiekun akademii piłkarskiej był świadkiem tego, jak ochroniarz napominał siedmiolatków o to, by nie dopingowali Wisły, bo to zabronione.

Przeprowadzenie derbów bez udziału dorosłych kibiców i zorganizowanej grupy fanów przyjezdnych wydawało się być bułką z masłem. Żadnej etykiety meczu podwyższonego ryzyka, tabunów ochroniarzy i policji, żadnych pseudokibiców przemycających pirotechnikę. Wystarczył jeden człowiek do pilnowania wejścia do sali konferencyjnej, dwóch - do strefy wywiadów, do tego nieodchodzenie od norm w oprawie muzycznej. Okazało się, że przerosło to organizacyjne możliwości klubu. Tak oto idea promocji wśród młodzieży święta sportu, jakim powinny być Wielkie Derby Krakowa, została zamieniona w lekcję nietolerancji i pokaz kompleksów.

Na szczęście, nie po wszystkich spływa to jak woda po kaczce. Spiker Cracovii Marek Bartoszek zrezygnował dziś z pracy przy Kałuży. Co z tymi, którzy wydali mu skandaliczne polecenie odnośnie dopingu z głośników? Żadnej refleksji? Głowa w piasek?

Michał Białoński

Dowiedz się więcej na temat: Wielkie Derby Krakowa | Janusz Filipiak

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje