Jagiellonia Białystok - Lech Poznań 2-1 w 18. kolejce Lotto Ekstraklasy

Niedzielne spotkanie na szczycie Lotto Ekstraklasy miało wszystko. Duża kontrowersja, race, zadymione boisko i trener na trybunach - w takich okolicznościach Jagiellonia Białystok pokonała Lecha Poznań 2-1 (1-1) i awansowała na fotel lidera tabeli.

Ranking Ekstraklasy - kliknij i sprawdź!

Reklama

Lotto Ekstraklasa - sprawdź terminarz, wyniki oraz tabelę!

"Kolejorz" rozpoczął z impetem. Już w 5. minucie, Darko Jevtić mógł zaskoczyć Mariana Kelemena, ale Szwajcar nie trafił po dośrodkowaniu z prawej strony boiska. Białostoczanie odpowiedzieli akcją bramkową. Karol Świderski otrzymał kapitalnie podanie na wolne pole i wykorzystując swoją nieprzeciętną szybkość, minął Matusza Putnocky'ego i zza pola karnego, trafił do pustej bramki poznaniaków.

Świderski nie zwolnił tempa i kilkadziesiąt minut później, mógł skompletować dublet. Fantastycznie przyjął piłkę przed polem karnym gości, zwiódł Jana Bednarka, ale strzelił za lekko, aby pokonać słowackiego bramkarza Lecha. Poznaniacy odpowiedzieli uderzeniem Jevticia z rzutu wolnego, ale Kelemen pilnował dalszego słupka i nie dał się zaskoczyć.

W 42. minucie, Przemysław Frankowski wypatrzył Świderskiego, który uderzył z woleja i tylko kapitalna robinsonada Putnocky'ego pozwoliła Lechowi nie stracić bramki. Świderski poczuł, że tego dnia może jeszcze zaskoczyć i w doliczonym czasie gry huknął z dystansu. Bramkarz poznaniaków był jednak na posterunku.

W doliczonym czasie gry, sędzia Daniel Stefański podyktował kontrowersyjny rzut wolny dla Lecha. Do piłki podszedł Jevtić, a po jego dośrodkowaniu, Paulus Arajuuri skierował piłkę w kierunku bramki. Bramkarz "Jagi" chwycił piłkę, ale wpadł do bramki. Arbiter z Bydgoszczy uznał, że futbolówka całym obwodem minęła linię bramkową i, wskazując na środek boiska, zaliczył trafienie.

Wychodzącego na drugą połowę, arbitra powitały gwizdy i buczenie. Cierpkich słów Stefańskiemu nie oszczędził też trener "Jagi" Michał Probierz, który wyleciał na trybuny.

W 56. minucie, Frankowski przyjął piłkę i spróbował z dystansu. Piłka przeleciała obok bramki, ale niejednemu kibicowi w Poznaniu serce mocniej zadrżało. Lech odpowiedział próbą Macieja Gajosa, ale byłemu piłkarzowi "Jagi" zabrakło znacznie więcej do strzelenia bramki.

W 64. minucie, Fiodor Czernych otrzymał piłkę w polu karnym i pomimo asysty dwóch zawodników Lecha, znalazł lukę i z ostrego kąta, pokonał słowackiego bramkarza. Ten mógł mieć uzasadnione pretensje do Dawida Kownackiego i Bednarka, bo każdy z nich powinien wcześniej wybić piłkę z własnej szesnastki. Chwilę później, mecz przerwano, bo race zadymiły murawę i znacznie ograniczyły widoczność.

Kilka minut po wznowieniu rywalizacji, kapitalnym rajdem popisał się Radosław Majewski, który wpadł w pole karne i huknął, jak z armaty. Jagiellonię uratował Kelemen, który odbił piłkę do boku. Dobitka Gajosa była bardzo niecelna. W 81. minucie, bramkarz białostoczan błysnął po raz kolejny, zatrzymując najlepszego strzelca Lotto Ekstraklasy - Marcina Robaka.

Dzięki wygranej, "Jaga" zrównała się punktami z Lechią Gdańsk (36 punktów) i objęła prowadzenie w ligowej tabeli. Lech przerwał serię czterech zwycięstw z rzędu i zajmuje 5. miejsce (28 "oczek"). Za tydzień, białostoczanie zagrają na wyjeździe z Arką Gdynia, a Lech podejmie u siebie Koronę Kielce.

Po meczu powiedzieli:

- To był nasz dobry mecz, z gry mojej drużyny jestem zadowolony. W niedługim czasie graliśmy trzy bardzo ciężkie spotkania. Wynik pierwszej połowy odzwierciedlał jej przebieg. W drugiej mieliśmy dwie dobre szanse, Majewskiego i Robaka, ale nie udało nam się zdobyć bramki, dlatego tutaj nie zremisowaliśmy. Ale chciałbym pochwalić moją drużynę za to, jak dzisiaj grała - podsumował trener Lecha, Nenad Bjelica.

- Gratuluję zawodnikom, bo to oni pokazali klasę i charakter, żeby walczyć z takim przeciwnikiem. Wiadomo, że mieliśmy dużo problemów. Cały tydzień padał śnieg, nie mieliśmy gdzie trenować. Jeszcze Kosta (Vassiljev) nam wypadł trzy dni temu z powodu kontuzji, ale udało się to jakoś ukryć, za to też chwała zespołowi, że nikt się tym nie +chwalił+. Można być dumnym z zespołu, że walczy z przeciwnościami losu, ale chyba co nas nie zabije, to nas wzmocni - ocenił szkoleniowiec "Jagi", Michał Probierz.

- Zagraliśmy bardzo dobry mecz. Teraz musimy tego nie zepsuć, bardzo solidnie przygotować się do meczów z Arką Gdynia i Wisłą Płock, bo nikt nas nie zlekceważy. Mam nadzieję, że dwóch-trzech zawodników wyleczy kontuzje i będzie jakaś alternatywa, bo wypada ze składu Taras Romańczuk. Rzadko chwalę indywidualnie, ale muszę pochwalić Rafała Grzyba za to, jak wyeliminował z gry Jevticia, a Jacek Góralski był zawodnikiem trzymającym środek boiska - dodał.

Jagiellonia Białystok - Lech Poznań 2-1 (1-1)

1-0, Karol Świderski (16.)

1-1, Paulus Arajuuri (45.)

2-1, Fiodor Czernych (64.)

Jagiellonia Białystok: Marian Kelemen - Rafał Grzyb, Ivan Runje, Guti, Piotr Tomasik - Taras Romańczuk, Jacek Góralski, Przemysław Frankowski, Karol Świderski (77, Patryk Klimala), Dmytro Chomczenowski - Fiodor Czernych.

Lech Poznań: Matusz Putnocky - Tomasz Kędziora, Jan Bednarek, Paulus Arajuuri, Tamas Kadar - Łukasz Trałka, Maciej Gajos, Radosław Majewski (81, Szymon Pawłowski), Darko Jevtić, Maciej Makuszewski (38, Kamil Jóźwiak) - Dawid Kownacki (69, Marcin Robak).

Żółte kartki: Taras Romańczuk, Karol Świderski (Jagiellonia), Tamas Kadar, Paulus Arajuuri (Lech). Sędzia: Daniel Stefański (Bydgoszcz). Widzów: 10 000.

Dowiedz się więcej na temat: Jagiellonia Białystok | Lech Poznań

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje