Darko Jevtić odzyskuje wysoką formę

- Cieszy nas to, że jesteśmy na pierwszym miejscu, bo to był nasz cel przed sezonem. Najważniejsze jest jednak, by na tym pierwszym miejscu być także po sezonie, bo tylko to się liczy - mówi Darko Jevtić, który po wyleczeniu kontuzji znów staje się liderem Lecha Poznań.

Darko Jevtić, wykupiony na początku roku przez Lecha z FC Basel, jest jedną z jaśniejszych gwiazd Ekstraklasy. Szwajcar przepracował cały okres przygotowawczy, wystąpił we wszystkich sparingach, ale w meczach ligowych już drużynie pomóc nie mógł. W pierwszym z nich - przeciwko Pogoni Szczecin - doznał bowiem kontuzji kręgosłupa i blisko dwa miesiące spędził na jej leczeniu.

Reklama

Dość nieoczekiwanie trener Maciej Skorża posłał go do boju w drugiej połowie rewanżowego spotkania z Błękitnymi Stargard Szczeciński, ale widać było, że 22-letni pomocnik gra poniżej swoich możliwości. Powrót do wysokiej formy zajął mu kolejne cztery tygodnie i w ligowym spotkaniu z Legią Jevtić znów bardzo dobrze prowadził grę "Kolejorza". Zdobył także wyjątkowo ważną bramkę, po której poznaniacy objęli prowadzenie 1-0.

- To było mi bardzo potrzebne, ale też cała drużyna potrzebowała tej bramki. Nie było ważne, kto ją strzeli, choć czuję się szczęśliwy, że padło na mnie. To mi trochę wynagrodziło ten czas oczekiwania na powrót na boisko - mówi Jevtić, który wciąż jednak musi uważać na przeciążenia.

Trener Skorża stwierdził nawet kilka dni temu, że problemy piłkarza z plecami mogą co jakiś czas powracać.

Jevtić nie ukrywa, że nie przeszkadzają mu wysokie oczekiwania, jakie wobec niego mają kibice Lecha. - Dobrze się czuję w tej roli i nawet cieszę się, że mam taką pozycję w drużynie. Staram się spełnić te oczekiwania - przyznaje i dodaje, że lepiej czuje się w okolicy pola karnego rywali niż własnego.

W Poznaniu Jevtić jest czasem porównywany do byłego piłkarza "Kolejorza", a obecnie gracza Wisły Kraków Semira Stilicia. Obaj pochodzą z Bałkanów (Jevtić ma serbskie korzenie, Stilić jest Bośniakiem), obaj potrafią popisać się genialnymi podaniami. Stilić ma więcej asyst, Jevtić jest za to szybszy i bardziej przydatny w defensywie.

- Czy moglibyśmy grać razem? No cóż, trzeba ocenić, czy można grać dwoma piłkarzami na zbliżonych pozycjach i o zbliżonych warunkach. Semir jest świetnym graczem, ma znakomitą lewą nogę i fajnie by było mieć kogoś takiego w drużynie. W sumie to można wziąć tę jego lewą nogę, połączyć ze mną i wyjdzie bardzo dobry zawodnik - żartuje.

W niedzielę Lech w starciu z Jagiellonią będzie bronił pozycji lidera. W Poznaniu wszyscy liczą, że dzięki akcji "#CzteryDychyLecha" frekwencja sięgnie nawet 40 tysięcy. - Byłoby miło, gdyby przyszło tylu kibiców, bo wolę grać na całkowicie wypełnionym stadionie niż wypełnionym tylko w połowie. To dodaje pewności siebie i dodatkowej energii. W piłce jeden mecz może wszystko zmienić, przywrócić drużynę do życia. Zwycięstwo z Legią dodało nam pewności siebie, ale teraz każdy kolejny pojedynek będzie szczególnie ważny i trudny - przyznaje Jevtić, który po dziesięciu miesiącach spędzonych w Polsce mógłby już udzielać wywiadów w naszym języku, ale na razie nie chce.

- Rozumiem po polsku, co się mówi, uczę się języka, ale nie mam jeszcze takiej pewności siebie i swobody, by w nim mówić. Potrzebuję czasu by zyskać tę pewność - kończy 22-letni Szwajcar.

Andrzej Grupa

Dowiedz się więcej na temat: Lech Poznań | Darko Jevtić | Ekstraklasa

Reklama

Reklama

Reklama