Ekstraklasa: Lech Poznań - Wisła Kraków 3-0

Lech Poznań rozprawił się z mocno osłabioną Wisłą Kraków 3-0 w 31. kolejce piłkarskiej Ekstraklasy. Do Poznania wrócił były gracz Lecha, a obecnie wiślak Semir Stilić, ale na boisku rządził jego były zespół. "Kolejorz" potwierdził swoje mistrzowskie aspiracje, Wisła o europejskich pucharach raczej nie powinna już myśleć.

Dyplomacji i kurtuazji przed tym spotkaniem było sporo, ale strata punktów przez poznaniaków raczej nie wchodziła w grę. "Biała Gwiazda" nie wygrała siedmiu wcześniejszych spotkań, cztery z nich przegrała. Do tego doszły problemy kadrowe w defensywie. W ataku zespół Franciszka Smudy grał przyzwoicie, w kilku sytuacjach pod bramką Krzysztofa Kotorowskiego zabrakło wiślakom szczęścia. W obronie było jednak dramatycznie, a przecież Lech jest ostatnio najbardziej ofensywnie grającą drużyną w Ekstraklasie. Z duetem stoperów Czekaj - Uryga oraz statystującym przed nimi Fabianem Burdenskim goście byli "skazani" na stratę kilku goli. Dwa padły już w pierwszych minutach - wtedy emocje praktycznie się skończyły.

Reklama

Gdy sędzia Paweł Raczkowski rozpoczął mecz, Wisła trochę przydusiła Lecha. Ten czekał na swoją szansę, na jeden przechwyt w środkowej strefie. Gdy już poznaniacy zaczęli aktywniej stosować pressing, Wisła kompletnie się pogubiła. Nieprzygotowany chyba jeszcze w pełni do gry po kontuzji Piotr Brożek co chwilę zostawał za plecami Mateusza Możdżenia, Daylona Claasena czy pomagającego im Kaspera Hamalainena. Lewy obrońca Wisły miał słabe wsparcie ze strony Donalda Guerriera, a Lech, grając na jeden kontakt, szybko to wykorzystał.

W 7. minucie po akcji "Kolejorza" tą stroną boiska sytuację mógł wyjaśnić jednak Piotr Brożek. - Wyj.., wyj.. - krzyczał do niego z bramki Michał Miśkiewicz. Wiślak skiksował, wykopnął piłkę na kilkanaście metrów. Z prezentu skorzystał Hamalainen, wrzucił futbolówkę przed bramkę, a Łukasz Teodorczyk uprzedził Miśkiewicza i zdobył swojego 19. gola w sezonie. Cztery minuty później było już 2-0. Hamalainen tym razem starał się dograć piłkę do Szymona Pawłowskiego - w to wszystko włączył się Alan Uryga i... padł gol samobójczy.

Te dwie bramki zepsuły widowisko. Lech był już spokojny o wynik, zwolnił tempo. Miał dużo więcej szans bramkowych od rywali, jeszcze przed przerwą kolejną bramkę powinien zdobyć Szymon Pawłowski. Wisła niewiele mogła zrobić. Emmanuel Sarki w starciu z Hubertem Wołąkiewiczem starał się wywalczyć rzut karny, a strzał Semira Stilicia z rzutu wolnego był niecelny.


Dla Smudy najgorsze było to, że w swoim zespole niewiele mógł zmienić. Z zawodników dobrze zaznajomionych z realami Ekstraklasy miał na ławce tylko Rafała Boguskiego, który zresztą wraca po kontuzji. Reszta to młodzież bądź gracze z rezerw. Trener Wisły zmienił więc najsłabsze ogniwa w defensywie (Piotr Brożek, później Burdenski).

Dla jakości meczu szkoda, że w 50. minucie po rzucie rożnym Uryga nie trafił do bramki, a w stojącego przed nią Pawła Brożka. Więcej okazji bramkowych goście już nie mieli. Lech za to ostrzeliwał bramkę Miśkiewicza z dystansu, później z bliska po dośrodkowaniach glównie z prawej strony. Gra gospodarzy trochę jednak irytowała, była nonszalancka. Choćby po zlym wybiciu Miśkiewicza, gdy Hamalainen mógł z 40 metrów strzelać do pustej bramki, a wolał rozegrać akcję (minimalnie spudłował wtedy Teodorczyk).

Najlepszy snajper Lecha opuścił boisko na kwadrans przed końcem - do ataku przesunięty został wtedy Hamalainen. Fin po chwili zdobył gola, wykorzystał dośrodkowanie rezerwowego dzisiaj Gergo Lovrencsicsa. Miśkiewicz był zdumiony, że piłkarz Lecha z tak ostrego kąta zdołał wepchnąć futbolówkę do siatki.

Bramkarz gości błysnął w 85. minucie, gdy kolejny raz świetnym rajdem popisał się Lovrencsics. Węgier dograł przed bramkę do Daylona Claasena, ale Miśkiewicz zablokował uderzenie piłkarza z RPA. Po chwili złapał dobitkę Hamalainena. Kibice Lecha domagali się kolejnego gola, skandowali też: "Franek Smuda, gdzie te cuda?". Podobnie zresztą krzyczęli pięć i sześć lat temu, gdy Smuda nie potrafił doprowadzić "Kolejorza" do mistrzowskiego tytułu.

Jakby trener Wisły miał mało problemów, związanych z kontuzjami, w 64. minucie Wilde-Donald Guerrier znokautował wprowadzonego po przerwie Michała Szewczyka. Ten ostatni zalał się krwią, ale na własnych nogach, owinięty bandażami, opuścił boisko.

Dziś Wisła miała szczęście, że w Poznaniu straciła trzy gole, bo mogła - jak niedawno Jagiellonia - stracić ich dwa razy tyle.

Autor: Andrzej Grupa

Lech Poznań - Wisła Kraków 3-0 (2-0)

Bramki: 1-0 Łukasz Teodorczyk (7.), 2-0 Alan Uryga (11. - samobójcza), 3-0 Kasper Hamalainen (78.)

Sędzia: Paweł Raczkowski. Widzów: 19 105.

Ekstraklasa: wyniki, tabela, strzelcy, terminarz

Dowiedz się więcej na temat: Lech Poznań | Wisła Kraków | Ekstraklasa

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje