• 1 .Legia Warszawa (70 pkt.)
  • 2 .Jagiellonia Białystok (67 pkt.)
  • 3 .Lech Poznań (60 pkt.)
  • 4 .Górnik Zabrze (60 pkt.)
  • 5 .Wisła Płock (57 pkt.)
  • 6 .Wisła Kraków (55 pkt.)
  • 7 .Zagłębie Lubin (52 pkt.)
  • 8 .Korona Kielce (49 pkt.)

Lech Poznań - Legia Warszawa. Mecz przerwany!

Bandyci na boisku, piłkarze w szatni – tak przed czasem zakończył się mecz Lecha Poznań z Legią Warszawa, decydujący o tytule mistrza Polski dla klubu ze stolicy. Legia prowadziła z Lechem w Poznaniu 2-0, gdy po zamieszkach na trybunach wojewoda wielkopolski Zbigniew Hoffmann podjął decyzję o zakończeniu spotkania.

Zobacz zapis relacji na żywo z meczu Lech Poznań - Legia Warszawa!

Reklama

Relację można było również śledzić na urządzeniach mobilnych

Kibice Lecha nie potrafili się z pogodzić z tym, że cały sezon został zmarnowany, a jego podsumowaniem było starcie z Legią. Na początku meczu byli jednak spokojni, zademonstrowali oprawę "Grobowa atmosfera" ze rysunakmi nagrobków podkreślającymi mecze ze straconymi punktami, odpalili przy tym sporo świec dymnych, które jednak nie spowodowały nawet przerwania meczu. Na kwadrans przed końcem rozpoczął się jednak skandal. Najpierw szalikowcy Lecha zaczęli rzucać świece dymne w pole karne Legii, więc sędzia Stefański przerwał spotkanie.

Gdy jednak bandyci z zakrytymi twarzami wyłamali bramę i wpadli na boisko, piłkarze i sędziowie zeszli do szatni. Gonitwy po murawie nie trwały długo, bo szybko pojawiła się policja. Dokończenie meczu stanęło pod wielkim znakiem zapytania. I tak się stało. Spiker wkrótce ogłosił, że decyzją wojewody wielkopolskiego mecz został zakończony, co kibice Lecha z "Kotła"... okrasili brawami. To wciąż było mało - wkrótce na zdjęciach można było zobaczyć zdjęcia kilku płonących koło stadionu samochodów, a chuligani zaczęli gromadzić się koło jednej z trybun. Walkower to jedno - klub z Poznania mogą spotkać gigantyczne kary, włącznie z dłuższym zamknięciem stadionu.

Lech teoretycznie nie grał już w tym meczu o nic - miał zagwarantowane trzecie miejsce w Ekstraklasie, co oczywiście dla klubu i jego kibiców jest wielkim rozczarowaniem. Tyle że spotkania z Legią są inne - tutaj kibice wymagają od piłkarzy walki i zwycięstw, bez względu na rangę starcia. Legia mogła na "wrogim" terenie przypiczętować swoje kolejne mistrzostwo, ale musiała uważać - Lech, nawet poważnie ranny, mógł pokrzyżować jej plany.

Trener Legii Dean Klafurić postawił na doświadczenie - poza Sebastianem Szymańskim w jego zespole byli sami zawodnicy doświadczeni, utytułowani, którze takie mecze rozgrywali już wiele razy. Zabrakło wśród nich Michała Pazdana, który nie zdołał wyleczyć się na mecz w Poznaniu, ale duet stoperów William Remy - Inaki Astiz poczynał sobie bardzo dobrze.

W ogóle cała Legia grała bardzo dobrze taktycznie. Od pierwszych minut goście zaczęli stosować wysoki pressing - uniemożliwiali Lechowi płynne dochodzenie do pola karnego. Dość szybko mieli też względny spokój z wynikiem, bo już w 9.minucie fatalny błąd popełnił stoper Lecha Nikola Vujadinović - zagrał piłkę niecelnie w kierunku Rafała Janickiego, a trafił pod nogi Miroslava Radovicia. Serb nie chciał dryblować Janickiego, bo Legia już w tej akcji miała przewagę - zagrał więc na prawo do Domagoja Antolicia, a ten technicznym strzałem przy dalszym słupku zdobył bramkę.

W Lechu można było odnieść wrażenie, że jedynie Łukasz Trałka walczył na całego i zostawiał serce na boisku. To było za mało. Legia nieco się cofnęła, ale pozwalała jedynie na dalekie dośrodkowania. No i w każdej sytuacji wybijała piłkę poza boisko. Między 15. a 27. minutyą Lech miał aż jedenaście rzutów rożnych - żaden z nich nie stworzył większego zagrożenia pod bramką Arkadiusza Malarza. Większość z nich wykonywał Darko Jevtić, który kilka razy zabierał piłkę Radosławowi Majewskiemu. Tyle że Szwajcar jest bez formy, miał masę niecelnych zagrań. Trzeba mu oddać tyle, że jedyne realne zagrożenie ze strony poznaniaków było po jego uderzeniu z dystansu - Malarz odbił piłkę w bok. W innych sytuacjach świetnie spisywał się Remy lub inni obrońcy.

W drugiej połowie Lech nadal atakował, a Legia wciąż niemal perfekcyjnie rozbijała jego ataki. "Niemal", bo dwukrotnie poznaniacy mogli wyrównać. Najpierw w 48. minucie, gdy Jevtić wyłozył piłkę na jedenasty metr Maciejowi Gajosowi (ten nie trafił w piłkę), a później w 66. minucie, gdy Malarz wygrał pojedynek sam na sam z Christianem Gytkjaerem. Okazję po stałym fragmencie miał tez Rafał Janicki, ale źle główkował z pięciu metrów.

Coraz bardziej ryzykujący Lech zaczął się odsłaniać. W 64. minucie szanse miał Michał Kucharczyk, ale jego uderzenie obronił Putnocky. Pięć minut później Kucharczyk dostał świetna piłkę z lewej strony od Szymańskiego i tym razem już się nie pomylił. Legia prowadziła 2-0 i mistrzostwo Polski miała w kieszeni. I tym mistrzem zostanie - nie tyle po decyzji sędziego, co po decyzji Komisji Ligi o walkowerze dla niej za mecz w Poznaniu.

Andrzej Grupa, Poznań

Lech Poznań - Legia Warszawa 0-2 (0-1)

Mecz został przerwany w 76. minucie

Bramki: 0-1 Antolić 9., 0-2 Kucharczyk 69.

Lech Poznań: Putnocky - Gumny, Vujadinović, Janicki, Tomasik (71. Klupś) - Jevtić, Trałka, Gajos, Majewski ŻK, Jóźwiak ŻK (61. Makuszewski) - Gytkjaer.

Legia: Malarz - Vesović, Remy, Astiz, Jędrzejczyk - Kucharczyk, Cafu (60. Hamalainen), Phillips, Antolić, Szymański - Radović (72. Hlouszek).

Sędzia: Daniel Stefański (Bydgoszcz).

Widzów: 27617.

Dowiedz się więcej na temat: Lech Poznań | Legia Warszawa

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje