Lech Poznań. Łukasz Trałka ocenia: Jagiellonia wygląda najlepiej

- Gdybym miał wskazać zespół, który w tym roku prezentuje się najlepiej, to będzie to Jagiellonia. Ale i oni dochodzą do tego momentu, że coś można dotknąć, złapać, dużo ugrać i presja również do nich zawita – mówi pomocnik Lecha Poznań i były kapitan tej drużyny Łukasz Trałka. W świąteczny poniedziałek Jagiellonia ma szansę zapewnić sobie pierwsze miejsce po fazie zasadniczej Ekstraklasy, a przeszkodzić jej w tym może już tylko „Kolejorz”.

Zapraszamy na relację na żywo z meczu Wisła Kraków - Lech Poznań!

Reklama

Relację można również śledzić na urządzeniach mobilnych

W poniedziałek Jagiellonia zagra w Lubinie z Zagłębiem i jeśli wygra, odskoczy od Legii na sześć punktów, a od Lecha - na osiem. Poznaniacy wieczorem będą jednak grać w Krakowie z Wisłą i mogą straty do białostoczan zmniejszyć, być może nawet do dwóch punktów. Wtedy kwestia pierwszej lokaty przed decydującą fazą sezonu rozstrzygnie się w ostatniej kolejce, gdy Jagiellonia podejmie Wisłę Płock, a Lech - Górnika Zabrze.

Łukasz Trałka, były kapitan Lecha, a obecnie piłkarz mający największy autorytet w szatni, mówi wprost, że to Jagiellonia - spośród kandydatów do mistrzowskiego tytułu - prezentuje się w tym roku najlepiej. - Gra solidny futbol, nie ma wahań, również na wyjazdach. U nas może przegrali wysoko, ale do tego meczu na obcych boiskach poczynali sobie tak jak u siebie. Wcześniej wszystkie mecze starali się grać z kontry, a teraz prowadzą grę i nie mają z tym problemów - mówi Trałka. W Poznaniu Jagiellonia przegrała jednak aż 1-5, co np. Lechowi od dawna się nie zdarzyło. A gdyby już się  zdarzyło, kibice pewnie by nie przeszli obok takiego rezultatu obojętnie. - Tu jest trochę inny klimat. Jagiellonia dochodzi do takiego momentu, że do tej pory punktowali i nie mieli presji, a teraz zostało już tylko kilka kolejek, coś można dotknąć, złapać, dużo ugrać i presja również do nich zawita. Wtedy poznamy ten zespół. U nas czy w Legii ta presja jest od początku, tam jednak była mniejsza - dodaje Trałka.

Lech całkiem dobrze grał przed przerwą na mecze reprezentacji, wygrał właśnie z Jagiellonią 5-1 i 3-0 z Lechią Gdańsk. Od tego ostatniego meczu stracił jednak po urazach i chorobach kilku graczy, a nie wiadomo, jak będzie z formą. - Żartobliwie mogę powiedzieć, że jedyne, czego mi brakowało, to tej przerwy. Mieliśmy ją już dawno zaplanowaną i dobrze, że jest. Fajnie, że przed nią wygraliśmy dwa mecze, bo wówczas inaczej się pracuje, w lepszej atmosferze, z większym optymizmem. Ona nam była potrzebna, także po to, by popracować - mówi piłkarz Lecha.

W poniedziałek Lech zagra w Krakowie z Wisłą, która też, wygrywając 2-0 z Legią, pokazała swoją jaśniejszą stronę. - Zagrała w Warszawie świetnie, na niewiele pozwoliła Legii, ale to już historia i wiślacy o tym doskonale wiedzą. Nie ma już co żyć poprzednimi spotkaniami, my też nimi nie żyjemy - mówi Trałka, który w wieku niespełna 34 lat rozgrywa chyba najlepszy sezon w karierze. W lidze zdobył już pięć bramek, jedną dołożył jeszcze w pucharach. - Troszkę lat już mam, więc nie podniecam się tym, co się dzieje dookoła mnie. Nie powiem, że jestem smutny, bo fajnie się czuję fizycznie, piłka mnie "szuka" i wpada. Ważne, że gdy trafiam, to punktujemy - mówi zawodnik. I tak jest - w każdym spotkaniu, w którym zdobył bramkę, Lech zwyciężał rywala, m.in. Legię, Jagiellonię czy Koronę.

Wszystko też wskazuje na to, że - w przeciwieństwie do Legii - Lech dołek ma już za sobą. Jak z niego wyszedł? - Każdy chyba tak ma, a zapewne większość drużyn na świecie, że są lepsze i słabsze okresy, z których trzeba wychodzić. Choć chciałbym grać w City czy Bayernie, bo oni dołka nie mieli, ale już Real miał. Jak my byliśmy w dołku, to chciałem łapać optymizm tym, że byliśmy na trzecim miejscu. Nie wygraliśmy iluś tam wyjazdów, forma była wyraźnie słabsza, a wciąż zajmowaliśmy tę trzecią lokatę, w samym czucie. Szukałem tego punktu zaczepienia, nie chciałem zwieszać głowy, że nic się nie da. Wiedziałem, że przyjdzie taki moment, ten jeden, dwa mecze, że się odbudujemy i wiara wróci. Przeżyłem to już parę razy, a teraz z innej perspektywy podchodzimy do ostatnich meczów - mówi Trałka i zaznacza, że takie wnioski przychodzą z wiekiem.

W poniedziałek o godz. 18 Lech zagra w Krakowie z Wisłą. Jeśli wygra, przeskoczy w tabeli Legię i będzie miał duże szanse na mecz z mistrzem Polski w fazie finałowej na swoim stadionie. - To nie jest takie istotne, choć chciałbym z nimi wygrać, obojętnie gdzie. Nie podchodzę jednak do tego jak do rewanżu za marcową porażkę. Teraz najważniejsze jest zmniejszenie strat do lidera - ocenia piłkarz Lecha. - W Krakowie jest mobilizacja, ale bardziej na zewnątrz, kibice podkręcają atmosferę. Zawodnicy wszystko robią tak samo, a przecież jeśli do tej pory mieli jeden trening, to nagle nie zrobią trzech. To będzie fajny mecz, z dużym zainteresowaniem, ciekawą otoczką i o wielką stawkę - uważa Trałka i docenia Carlitosa. - Wyciągnąć go z Wisły i drużyna będzie od razu inaczej wyglądała. Lubi strzelać bramki, a skoro zdobył połowę dorobku drużyny, to jest wiodącą postacią.

Lechici nie mieli świąt - w niedzielę wyjechali do Krakowa, w Lany Poniedziałek zagrają mecz 29. kolejki z Wisłą. - Mecz jest meczowi nierówny. Wisła biega 90 minut w dobrym tempie, są nieźle przygotowani i to było widać w ostatnich tygodniach. Nawet statystyki to wskazują, że biegają bardzo dużo, ale ja patrzę z dwóch stron. Bo jeśli w meczu przebiegnę 12,5 km, to o dwa za dużo, bo tyle można zrobić mniej, jeśli zespół się dobrze przesuwa. Na pewno będziemy walczyć - zapewnia były kapitan "Kolejorza".

Andrzej Grupa

Wyniki, terminarz i tabela Ekstraklasy

Dowiedz się więcej na temat: Łukasz Trałka | Lech Poznań | Wisła Kraków

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje