Lech Poznań. Radosław Majewski: To zbudowało i scaliło zespół

- Staliśmy się drużyną, ale już nie w cudzysłowie. Jeden drugiego potrafi podpompować, powiedzieć dobre słowo w trakcie meczu, coś pozytywnego wskazać. To zbudowało i scaliło zespół - mówi o dzisiejszym Lechu Poznań jego pomocnik Radosław Majewski. Były reprezentant Polski wskazuje nawet moment, gdy "Kolejorz" zmienił swoje oblicze - było to spotkanie ze Śląskiem Wrocław.

Dzisiaj Lech, jeśli pokona Górnika Zabrze, zapewni sobie co najmniej drugie miejsce w Ekstraklasie po sezonie zasadniczym, a jeśli Jagiellonie straci punkty w starciu z Wisłą Płock, może nawet być pierwszy. A jeszcze pięć tygodni temu sytuacja była zupełnie inna - Lech tracił do lidera osiem punktów, grał słabo.

Reklama

- Zbudował nas mecz ze Śląskiem, gdy graliśmy słabo, prowadziliśmy i dostaliśmy bramkę na 1-1. Wtedy się odbudowaliśmy, w ostatnich 10 minutach. Ja wtedy nie grałem, ale miałem w pewnym momencie ochotę zapytać trenera, czy by mnie nie wpuścił, bo czułem wewnętrzną potrzebę i chęć wejścia na boisko. Widziałem jednak, że chłopaki byli w takim "sztosie", że wygrają. I wygraliśmy, wtedy się wszystko zaczęło - wspomina Majewski.

Jego zdaniem to nie mocniejsze przygotowania fizyczne w okresie przygotowawczym miały wpływ na opóźnienie wejścia we właściwy rytm. A na to wskazywał trener Bjelica. - One były takie same jak te rok temu, a wówczas w nich uczestniczyłem i je doskonale pamiętam. Coś, co teraz czyni drużynę, to wzajemne podbudowywanie się, nie patrzenie wyłącznie na siebie, ale wspólne w jednym kierunku. Przygotowania dały nam to, że teraz jesteśmy fizycznie gotowi do gry. Może wcześniej ktoś się śmiał z moich wypowiedzi, gdy mówiłem, że jak będziemy drużyną pełną gębą to i gra będzie fajnie wyglądać. A to jest właśnie ten czas - dodaje piłkarz Lecha, który sam jest w dużo lepszej formie niż jesienią czy na początku wiosny.

W meczu z Wisłą miał asystę przy ostatnim golu Christiana Gytkjaera, a przy drugim trafieniu wywalczył piłkę przy linii autowej w dość nietypowy dla siebie sposób, bo głową. - Trener chyba z boku krzyknął, to pomyślałem: "dobra, pójdę". Później nie pamiętam, co się działo, bo wpadłem w bandy reklamowe i zobaczyłem dopiero, że Christian jest sam przed bramkarzem - wspomina Majewski. - Tabela wygląda fajnie, ale mamy jeszcze jeden mecz by sytuacja stała się lepsza i wszyscy zmierzamy w tym kierunku. Ważne, że przełamaliśmy serię, która ciążyła na nas od dłuższego czasu - dodaje.

Z Górnikiem Zabrze Lech zagra na swoim stadionie, na którym punkty traci bardzo rzadko. Co o rywalu wie Majewski? - Nic się nie zmieniło, nie oglądam innych meczów. Choć akurat widziałem mecz Górnika z Legią, jakieś 45 minut, może trochę więcej. Mają dobre stałe fragmenty gry, lewonożny zawodnik wszystkie piłki dorzuca w punkt i mogą w meczu z nami się na to szykować. Są też dobrze przygotowani fizycznie, bo nawet jeśli Legia napierała, to potrafili dać odpór. Więcej będę wiedział po szczegółowej analizie w klubie. Tak naprawdę to nie patrzymy jednak na kolejnych rywali, a tylko na siebie. Jeśli sami będziemy gotowi na 100 procent, to żaden rywal nas nie oszuka i nie wymyśli czegoś nowego. A nasza taktyka, co pokazaliśmy już w Krakowie, może się zmienić i będziemy na to gotowi - kończy Majewski.

Początek wszystkich meczów 30. kolejki Ekstraklasy - o godz. 18.

Zobacz wyniki, terminarz i tabelę Lotto Ekstraklasy

Andrzej Grupa

Dowiedz się więcej na temat: Lech Poznań | Radosław Majewski

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje