Lech Poznań - Wisła Kraków 2-5 w meczu 5. kolejki Ekstraklasy

Niesamowite! Lech Poznań prowadził z Wisłą Kraków 2-0, miał idealną sytuację na kolejnego gola, a całe spotkanie przegrał 2-5! "Biała Gwiazda" jest pierwszą drużyną, która w tym sezonie ligowym zatrzymała poznaniaków. Mimo to "Kolejorz" pozostał liderem.

Kliknij, by przejść do zapisu relacji na żywo z meczu Lech Poznań - Wisła Kraków

Reklama

Zapis relacji na żywo na urządzenia mobilne z meczu Lech - Wisła

Kliknij, by przejść do zapisu relacji na żywo z meczu Jagiellonia Białystok - Piast Gliwice

Zapis relacji na żywo na urządzenia mobilne z meczu Jagiellonia - Piast

Już mecze pucharowe pokazały, że Lech ma bardzo dziurawą defensywę i tylko sporemu szczęściu poznaniacy zawdzięczali to, że w starciach z KRC Genk nie ponieśli wysokich porażek. W Ekstraklasie seryjnie popełniane błędy uchodziły płazem, a jedna stracona bramka w czterech meczach to wynik rewelacyjny. Aż w końcu szczęście się skończyło - i to w starciu z Wisłą, która w ostatnich tygodniach grała lepiej niż poprawnie, ale nie było tego widać w tabeli.

Pierwsze pół godziny było trochę szalone. Wisła próbowała stosować pressing, czym zresztą dość często wymuszała na rywalach ich błędy. Te jednak kończyły się dla lechitów tylko strachem, choć już np. w 28. sekundzie Jasmin Burić musiał interweniować po strzale Zdenka Ondraszka. Jeszcze w 12. minucie złe zagranie Pedro Tiby i przechwyt Dawida Korta mógł zamienić na gola Jakub Bartosz. W decydującym momencie zabrakło mu podjęcia właściwej decyzji - nie wiedział chyba, czy chce strzelać, czy też zagrywać przed bramkę.

Lech może i grał niepewnie w obronie, ale w wyprowadzaniu akcji ofensywnych prezentował się mniej więcej tak, jak Genk w starciach z nim. Tiba, Joao Amaral i Maciej Makuszewski napędzali ofensywę Lecha, a na dobrą sprawę 1-0 mogło być już w 5. minucie. Po zagraniu Tiby sam na sam z Mateuszem Lisem znalazł się Maciej Gajos, ale kopnął piłkę w słupek. Za to trzy minuty później kapitalnym rajdem popisał się Amaral - najpierw minął Macieja Sadloka, później zwodem sprawił, że w miejscu został Vullnet Basha, aż wreszcie zewnętrzną częścią stopy posłał piłkę do bramki Mateusza Lisa. Dla golkipera Wisły to też było ważne spotkanie - wrócił na Bułgarską, gdzie nie dostał trzy lata temu szansy debiutu w Ekstraklasie. Zanim jednak zaczął pokazywać swoje umiejętności, Wisła była już w sporych opałach.

Wszystko za sprawą rzutu karnego wykorzystanego przez Christiana Gytkjaera - bramkarz "Białej Gwiazdy" rzucił się w bok, a Duńczyk posłał piłkę w środek. W 23. minucie Lech mógł już mieć to spotkanie pod całkowitą kontrolą - po strzale Gajosa piłka spadła na piąty metr, a tan wbiegł Amaral. Gdyby trafił w bramkę, Lis byłby bez szans. Tylko że fatalnie spudłował. Wisła za to już kilkadziesiąt sekund później odpowiedziała w najlepszy z możliwych sposobów. Lis wybił piłkę, Zdenek Ondraszek przedłużył jej lot głową, a Rafał Janicki spanikował i za lekko odegrał futbolówkę w kierunku Buricia. W tym wszystkim połapał się Martin Kosztal - Słowak dokręcił piłkę do dalszego słupka i pokonał Bośniaka.

Ten gol wytrącił lechitów z rytmu - to Wisła zaczęła uzyskiwać dość wyraźną przewagę, choć nie przekładało się to na liczbę dobrych strzałów. Tempo spadło, a dopiero pod sam koniec pierwszej połowy Lis dostał okazję do interwencji - najpierw po przewrotce Amarala, a później po uderzeniu z dystansu Gajosa.

Druga połowa potoczyła się kapitalnie dla graczy z Krakowa, którzy z szatni wyszli bardziej bojowo nastawieni od rywali. Już w 49. minucie wyrównać mógł Marcin Wasilewski, ale po jego główce instynktownie rękę wystawił Burić. Po chwili Ondraszek wykorzystał zagranie spod linii końcowej Imaza, ale sędzia Raczkowski odgwizdał wcześniejszą pozycję spaloną Hiszpana. Po analizie VAR okazało się jednak, że gol był prawidłowy. To ośmieliło gości, którzy zaczęli grać koncertowo. Szczególnie zaś Kosztal - Słowak miał udział przy dwóch kolejnych golach. Najpierw po rzucie wolnym "wziął" na plecy Kamila Jóźwiaka, zagrał w pole karne, a tam Gytkjaer trafił do swojej bramki. Kilka minut później Kosztal zagrał do Ondraszka - tym razem po wznowieniu gry z autu. I znów obrona Lecha była na poziomie drugiej ligi, a Burić nie miał szans.

Lech dostał nokautujące ciosy, po których już się nie podniósł. W samej końcówce Lisa próbowali pokonać jeszcze Paweł Tomczyk i Gytkjaer, ale ostatnie słowo należało do gości. Imaz zagrał do Marko Kolara, który wbiegł przed bramką i pogrążył Lecha.

Andrzej Grupa, Poznań

Lech Poznań - Wisła Kraków 2-5 (2-1)

Bramki: 1-0 Amaral 8., 2-0 Gytkjaer 18., 2-1 Kosztal 24., 2-2 Ondraszek 49., 2-3 Gytkjaer 55. samobójcza, 2-4 Ondraszek 64., 2-5 Kolar 89.

Lech: Burić - Janicki, Vujadinović, De Marco - Makuszewski, Cywka (76. Tomczyk), Tiba, Jóźwiak (61. Tomasik) - Amaral, Gytkjaer, Gajos (83. Radut).

Wisła: Lis - Bartkowski, Wasilewski, Sadlok, Pietrzak - Bartosz (62. Boguski), Basha, Imaz, Kort, Kosztal (79. Arsenić) - Ondraszek (74. Kolar).

Żółte kartki: Vernon De Marco, Joao Amaral, Paweł Tomczyk, Mihai Radut - Jesus Imaz, Martin Kostal, Marcin Wasilewski.

Sędzia: Paweł Raczkowski (Warszawa).

Widzów: 13141.

Po meczu ekstraklasy piłkarskiej Lech Poznań - Wisła Kraków (2-5) powiedzieli:

Ivan Djurdjevic (trener Lecha Poznań): "Gratulacje dla Wisły, która dokonała dzisiaj wielkiej rzeczy, przegrywając 0:2, wygrała 5:2. Przed spotkaniem wiedzieliśmy, że Wisła będzie chciała wykorzystać nasze zmęczenie i będzie atakowała bokami, dlatego też zmieniliśmy trochę ustawienie na skrzydłach. Zaryzykowałem ustawieniem z Kamilem Jóźwiakiem na lewej stronie, bo jeszcze na tej pozycji nie grał, po za tym chcieliśmy zagrać od początku bardzo ofensywnie, co nam się udawało. Mieliśmy nawet szansę na 3:0, w pierwszej połowie mieliśmy cały czas kontrolę nad meczem.

- Naszym kibicom, którzy dziś przyszli na stadion, należy się jedno wielkie przepraszam. To jest wstyd, powiedziałem w szatni, że w pewnych sytuacjach nie możemy się zachowywać jak juniorzy. Nie ma momentów na kalkulację, czy na brak koncentracji. Może czwartkowe spotkanie z Genk miało wpływ na to, co dziś się działo na boisku, ale ja nie mogę sobie przypomnieć takiego meczu, żeby prowadząc 2:0, przegrać 2:5. Takiego meczu na pewno jeszcze nie grałem. Wiedziałem, że kiedyś przyjdzie słabsze spotkanie i chyba widać to, że graliśmy co trzy dni, a do tego +wypadli+ nam zawodnicy z obrony".

Maciej Stolarczyk (trener Wisły Kraków): "Cieszymy się z tego zwycięstwa. Myślę, że był to mecz, który mógł się podobać kibicom, z dużą ilością sytuacji bramkowych. Chciałbym pogratulować moim piłkarzom, którzy przegrywając 0:2, zakończyli spotkanie okazałym zwycięstwem 5:2. Nie ma co ukrywać, że Lech jest klasową drużyną, z wieloma indywidualnościami. Dało się jednak odczuć, że czuje trudy czwartkowego pojedynku w Lidze Europejskiej. Chcieliśmy wykorzystać zmęczenie rywala. Ten plan wykonaliśmy w 100 procentach.

- Moi zawodnicy bardzo dobrze +weszli+ w drugą połowę i dzięki ich umiejętnością i realizacji naszego planu wszystko się powiodło. Spokojnie podchodzimy do tego efektownego zwycięstwa, ale to jest dopiero początek ligi. Za tydzień mamy kolejny trudny mecz u siebie i będziemy chcieli potwierdzić to, co zrobiliśmy dzisiaj".

Ekstraklasa: wyniki, tabela, terminarz, strzelcy

Ranking Ekstraklasy - sprawdź!

Dowiedz się więcej na temat: Wisła Kraków | Lech Poznań

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje