• 1 .Lech Poznań (12 pkt.)
  • 2 .Jagiellonia Białystok (9 pkt.)
  • 3 .Piast Gliwice (9 pkt.)
  • 4 .Lechia Gdańsk (8 pkt.)
  • 5 .Korona Kielce (7 pkt.)
  • 6 .Legia Warszawa (7 pkt.)
  • 7 .Górnik Zabrze (6 pkt.)
  • 8 .Zagłębie Lubin (6 pkt.)

Wyjazdowy fenomen Lecha Poznań

Lech Poznań w tym sezonie jest prawdziwym mistrzem wyjazdów, wygrał dziewięć z dziesięciu takich spotkań. Zdaniem byłych piłkarzy klubu, ten fenomen jest efektem tego, że "Kolejorzowi", podobnie jak wielu innym polskim zespołom, lepiej gra się z kontry.

Skuteczna gra na obcych boiskach nie idzie w parze z meczami u siebie. Bilans Lecha na stadionie przy ul. Bułgarskiej jest kiepski - osiem punktów z ośmiu meczach, a ostatnio podopieczni Mariusza Rumaka zanotowali cztery porażki z rzędu.

Reklama

- Nigdy nie byliśmy mistrzami ataku pozycyjnego, a lechici u siebie są zmuszeni do takiej taktyki. To nie jest tylko ich problem, ale także innych drużyn, które grają na dużych, nowoczesnych stadionach i nie potrafią się na nich odnaleźć. A publiczność wymaga od swoich piłkarzy ataku od pierwszych minut. Znacznie lepiej "Kolejorzowi" gra się z kontry, tak jest na wyjazdach - powiedział były zawodnik poznańskiego klubu i reprezentacji Polski Andrzej Juskowiak.

Srebrny medalista igrzysk olimpijskich w Barcelonie przyznał jednak, że nie do końca można wytłumaczyć zmienną skuteczność zawodników Lecha. - U siebie potrafią stworzyć sześć sytuacji bramkowych i nie mogą wykorzystać żadnej. A na wyjazdach z tylu mniej więcej szans, potrafili zdobyć cztery gole w Chorzowie. Nie wiem, może na boisku przeciwnika są lepiej skoncentrowani pod bramką rywala - dodał Juskowiak.

Podpora defensywy poznańskiej drużyny w latach 80. Krzysztof Pawlak nie ukrywa, że wyczyn Lecha na pewno zapisze się w historii ligowej. Do rekordu Widzewa Łódź z sezonu 1995/96 (13 wyjazdowych wygranych w 17 spotkaniach) brakuje mu jeszcze czterech meczów.

- Trzeba oddać "Kolejorzowi", że ma zawodników o wysokich umiejętnościach, którzy jednak nie zawsze potrafią je "sprzedać" u siebie. Gdy zespół przyjeżdża do Poznania, zwykle zagęszcza własną strefę i pojawia się kłopot. Lech nie zawsze dyktował warunki gry, ale potrafił zwyciężać. W Zabrzu stworzył dwie, trzy świetne sytuacje, ale bramkę zdobył z karnego. Też trzeba umieć wygrywać takie mecze -  ocenił Pawlak.

Inny ex-lechita Jarosław Araszkiewicz potwierdza opinie swoich kolegów z boiska. - Widać wyraźnie, że Lechowi na wyjeździe gra się swobodniej. A u siebie - nie wiem, może powinni jakąś mszę odprawić na stadionie. A tak poważnie, Lech gra teraz z GKS Bełchatów i ma wyjątkową okazję na odczarowanie stadionu. W piłce często jest tak, że jak już nastąpi przełamanie, to potem już "idzie" - stwierdził Araszkiewicz, obecnie trenujący drugoligowy Hotel Jarota Jarocin.

Pawlak nie ukrywa, że przy lepszej grze na własnym boisku, lechici byliby głównym kandydatem do mistrzostwa kraju. - Punktowanie tylko na wyjazdach nie wystarczy do wygrania ligi. Zdaję sobie sprawę z presji towarzyszącej meczom na Bułgarskiej, ale przecież gra przed taką publicznością, przy takim dopingu, to czysta przyjemność. Jestem przekonany, że w sobotę z Bełchatowem Lech otworzy worek z golami - podsumował 31-krotny reprezentant Polski.

Dowiedz się więcej na temat: Lech Poznań | Ekstraklasa | Kolejorz | Andrzej Juskowiak | Łukasz Trałka

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje