32. kolejka Ekstraklasy: Lechia Gdańsk - Wisła Kraków 2-2

Lechia Gdańsk zremisowała z Wisłą Kraków 2-2 w meczu 32. kolejki grupy mocniejszej T-Mobile Ekstraklasy. Krakowianie po słabej pierwszej połowie, w drugiej zagrali zdecydowanie lepiej i 18 tys. widzów oglądało świetne spotkanie. Jego ozdobą była fantastyczna akcja i niesamowity strzał piętą Jeana Barrientosa, po którym Wisła zdobyła gola na 2-1.

Ekstraklasa - gr. mocniejsza. Zobacz wyniki, strzelców, składy, terminarz i tabelę

Reklama

W pierwszej części tempo było szybkie, jednak okazji podbramkowych mało. W 6. minucie Łukasz Burliga miał stuprocentową okazję po dośrodkowaniu Semira Stilicia z rzutu rożnego, ale nie trafił czysto w piłkę.

W 17. minucie Burliga kopnął piłkę do swojej bramki, lecz po gwizdku sędziego, który przerwał grę, bo na spalonym był Antonio-Mirko Czolak. Sebastian Mila pofatygował się do asystenta arbitra i długo mu wykładał swoją interpretację sytuacji, ale niczego nie wskórał; zresztą nie miał racji.

W 33. minucie z woleja huknął Mila i gdyby trafił, znalazłby się w gronie kandydatów do miana strzelca najpiękniejszego gola sezonu, jednak piłka nabrała silnej rotacji i przeleciała obok spojenia.

Lechia prowadziła grę, ale nie mogła wypracować czystej sytuacji strzeleckiej aż do 37. minuty. Do odbitej piłki dobiegł Mila i zagrał "na aferę" w pole karne. Obrońcy Wisły powinni sobie poradzić, ale Burliga zamiast wybić piłkę, podał ją Czolakowi. Michał Buchalik obronił strzał (pierwszy celny Lechii), ale po dobitce Macieja Makuszewskiego był bez szans.

Krótko przed przerwą Grzegorz Wojtkowiak faulem musiał ratować sytuację po kontrze Wisły, bo na bramkę Łukasza Budziłka pędził Paweł Brożek. Obrońca Lechii przypłacił to żółtą kartką. Wisła miała rzut wolny z 25 metrów, ale "bomba" Dariusza Dudki poleciała wysoko ponad bramką.

Wisła słabo prezentowała się w pierwszej połowie, podobnie jak jej lider - Semir Stilić. Bośniak nie wszedł też dobrze w drugą część meczu. Gdy w 50. minucie zabrakło mu zdecydowania przed polem karnym rywali, Lechia wyprowadziła kontrę, po której powinna podwyższyć na 2-0. Makuszewski kapitalnie dośrodkował z prawego skrzydła na 9. metr, ale Czolak nie trafił w piłkę.

Stilić i jego zespół grał jednak coraz lepiej i mecz zaczął się rozkręcać. Wprawdzie Lechia miała kolejne okazje, ale dziesięć minut później wiślacy wyrównali po świetnej wrzutce Bobana Jovicia i kapitalnej główce Rafała Boguskiego.

To naprawdę mogło się podobać, ale dziewięć minut później wiślacy rozegrali akcję, która byłaby ozdobą każdego meczu. W roli głównej wystąpił Jean Barrientos. On ją rozpoczął, później piłka krążyła niczym po sznurku, aż Urugwajczyk dostał ją od Boguskiego tuż przed bramką. Serią zwodów ograł obrońców i jeszcze dobił ich efektownym strzałem piętą! Niesamowity gol w prawdziwie krakowskim stylu.

Gospodarze szybko odpowiedzieli - Mila wrzucił piłkę z rzutu rożnego, a Kevin Friesenbichler zgubił krycie i głową wbił piłkę do siatki.

"Biała Gwiazda" ruszyła do ataku. W 86. minucie Stilić trafił w poprzeczkę, po chwili niewiele zabrakło Burlidze, a po rzucie rożnym i strzale Macieja Jankowskiego Lechię uratował Budziłek.

Oba zespoły do końca walczyły o komplet punktów i wypracowały dobre okazje. Najbliższy zdobycia zwycięskiego gola był Jović, lecz piłka po potężnym strzale nie trafiła w bramkę.

Kazimierz Moskal (trener Wisły Kraków): - Mam duży żal do zespołu za pierwszą połowę. Byłem rozczarowany, bo swoją postawą w tym okresie nakręcaliśmy Lechię. Kiedy po przerwie zaczęliśmy grać piłką, można się było pokusić o wywiezienie z Gdańska trzech punktów. Po bramce zdobytej przez Barrientosa rozmawialiśmy na ławce, że tylko w tak niekonwencjonalny sposób musiał wreszcie strzelić swojego pierwszego gola w ekstraklasie, bo we wcześniejszych meczach nie potrafił wykorzystać znacznie prostszych sytuacji. Może to wreszcie go odblokuje. Pomijając zdobytą przez niego bramkę, Urugwajczyk dał dobrą zmianę, bo znacznie rozruszał w drugiej połowie naszą grę.

Jerzy Brzęczek (trener Lechii Gdańsk): - Było to bardzo dobre spotkanie równych sobie rywali. W pierwszej połowie mieliśmy więcej dogodnych okazji, mogliśmy nawet objąć prowadzenie 2:0, ale w kilku akcjach zabrakło nam precyzji. Później gra się wyrównała i to rywale wygrywali 2:1, a my musieliśmy gonić wynik. A w końcówce to Wisła częściej zagrażała naszej bramce. Uważam jednak, że remis jest wynikiem sprawiedliwym, a głównym zwycięzcą tego meczu okazała się piłka nożna, bo był to efektowny spektakl, w którym każda drużyna do końca walczyła o trzy punkty.

Mirosław Ząbkiewicz

Lechia Gdańsk - Wisła Kraków 2-2 (1-0)

Bramki:

1-0 Maciej Makuszewski (37.)

1-2 Rafał Boguski (60. głową)

1-2 Jean Barrientos (69.)

2-2 Kevin Friesenbichler (73. głową)

Żółta kartka - Lechia Gdańsk: Grzegorz  Wojtkowiak. Wisła Kraków: Dariusz Dudka, Boban Jović.

Sędzia: Daniel Stefański (Bydgoszcz). Widzów 18˙032.

Lechia Gdańsk: Łukasz Budziłek - Grzegorz  Wojtkowiak, Stojan Vranjesz, Gerson, Jakub Wawrzyniak - Maciej Makuszewski, Ariel Borysiuk, Daniel Łukasik (82. Mateusz Możdżeń), Sebastian Mila (77. Piotr Wiśniewski), Bruno dos Santos Nazario - Antonio Colak (67. Kevin Friesenbichler).

Wisła Kraków: Michał Buchalik - Boban Jović, Arkadiusz Głowacki, Maciej Sadlok, Łukasz Burliga - Rafał Boguski (82. Richard Guzmics), Dariusz Dudka, Maciej Jankowski, Semir Stilić, Łukasz Garguła (46. Jean Barrientos) - Paweł Brożek.

Zobacz raport meczowy

Dowiedz się więcej na temat: Lechia Gdańsk | Wisła Kraków | Ekstraklasa

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje