• 1 .Lech Poznań (12 pkt.)
  • 2 .Jagiellonia Białystok (9 pkt.)
  • 3 .Piast Gliwice (9 pkt.)
  • 4 .Zagłębie Lubin (9 pkt.)
  • 5 .Lechia Gdańsk (8 pkt.)
  • 6 .Korona Kielce (8 pkt.)
  • 7 .Legia Warszawa (7 pkt.)
  • 8 .Górnik Zabrze (6 pkt.)

Sławomir Peszko a etos reprezentanta

Selekcjoner Adam Nawałka mimowolnie stworzył etos reprezentanta Polski. Zachowanie Sławomira Peszki w meczu z Lechem Poznań, a także to, co działo się później, burzy wyidealizowany obraz kadrowicza.

Lotto Ekstraklasa - sprawdź wyniki, terminarz, tabelę

Po pierwszej połowie meczu Lecha Poznań z Lechią Gdańsk, Sławomir Peszko podszedł do Tomasza Kędziory i... pociągnął go za ucho. Na boisku wywiązała się awantura, a na murawę wpadli niemal wszyscy członkowie obu zespołów, m.in. Nenad Bjelica, trener Lecha, a także Adam Mandziara, prezes Lechii.

Reklama

W drugiej części też było gorąco. W ciągu trzech minut dwie żółte kartki złapał Grzegorz Kuświk i wyleciał z boiska. Chwilę potem Peszko bardzo ostro zaatakował Kędziorę (jego łokieć wylądował na twarzy obrońcy) i też dostał czerwoną kartkę. Piłkarzom puściły nerwy.

To, co działo się na murawie, można usprawiedliwiać. Emocje, nerwy, jeden z najważniejszych meczów rundy, wysoka stawka. Czerwone kartki się zdarzają, szczególnie w takich spotkaniach. To, co działo się jednak dobę po meczu trudno wytłumaczyć.

Peszko udzielił wywiadu Romanowi Kołtoniowi z polsatsport.pl. Zupełnie nie poczuwa się do winy, a w dodatku można odnieść wrażenie, że uważa się za pokrzywdzonego. Oto najważniejsze fragmenty jego wypowiedzi:

"- Może za chwilę już nic nie będę mógł zrobić na boisku? Mam rywalom na wszystko pozwalać, a sam nie mam prawa do niczego? (...)

- Mogę przeprosić drużynę, bo ją osłabiłem. Jednak nie Kędziorę z Lecha, nie będę również przepraszał kibiców Lecha. (...)

- Liczyłem się z drugą żółtą kartką, ale nie z czerwoną. Druga żółta oznaczałaby, że pauzowałbym w jednym spotkaniu, a tak grozi mi dłuższa kara. (...)"

Peszko stawia tezy zupełnie niezrozumiałe. Uważa, że ciągnięcie rywala za ucho w trakcie meczu jest w porządku. Dodaje, że liczył się z kartką, czyli zaatakował rywala z premedytacją.

Najdziwniejszy w tym wszystkim jest fakt, że Peszko zapomniał, że jest reprezentantem Polski. Wybrańcem Adama Nawałki, którego kadra jest teraz traktowana jak nienaruszalne bóstwo. I słusznie, bo odbiór społeczny tej reprezentacji jest zupełnie inny, niż jeszcze kilka lat temu.

Kadra stworzyła idoli, którymi są Lewandowski, Milik, Fabiański, Glik. Ale nie tylko oni, a cały zespół zapracował na szacunek. Świadczy o tym choćby krótka scena z Arłamowa, gdzie reprezentacja przygotowywała się do Euro 2016. Tłumy kibiców zmierzały na Podkarpacie, by zdobyć autograf lub zrobić zdjęcie z ulubionym piłkarzem.

Chłopiec krzyczy do ojca: - Tato! Mam autograf od Wawrzyniaka! Wygrałem życie!

Jakub Wawrzyniak, tak jak Peszko, nie jest kluczowym graczem kadry, ale słowa kilkuletniego chłopca świadczyły o jednym - każdy członek tej reprezentacji jest wzorem do naśladowania.

I dlatego teraz każdemu reprezentantowi Polski wybacza się mniej. Minęły czasy, kiedy Piotr Świerczewski mógł w narodowych barwach pokazywać środkowy palec kibicom. Minęły czasy, kiedy pięciu piłkarzy Widzewa mogło spóźnić się na zgrupowanie, by po tygodniu ich odwieszono. Minęły czasy, kiedy Wojciech Kowalczyk mógł obraźliwymi słowami krytykować pracę trenera kadry.

I choć zachowanie Peszki nie miało miejsca w spotkaniu reprezentacji Polski, to jego postępowanie razi dziś bardziej niż inne jego wcześniejsze przewinienia. Czasy się zmieniły, a Peszko, czy tego chce, czy nie, jest - jak każdy reprezentant - idolem młodzieży. A jeśli tego nie rozumie to może przydałyby mu się rozmowy wychowawcze z trenerem Lechii i Nawałką. 

Łukasz Szpyrka

Dowiedz się więcej na temat: Sławomir Peszko

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje