• 1 .Lech Poznań (55 pkt.)
  • 2 .Jagiellonia Białystok (54 pkt.)
  • 3 .Legia Warszawa (54 pkt.)
  • 4 .Wisła Płock (50 pkt.)
  • 5 .Górnik Zabrze (50 pkt.)
  • 6 .Korona Kielce (48 pkt.)
  • 7 .Zagłębie Lubin (46 pkt.)
  • 8 .Wisła Kraków (45 pkt.)

Legia odwołała dyrektora ds. bezpieczeństwa po zamieszkach na meczu z Jagiellonią

Zarząd Legii Warszawa podjął we wtorek decyzję o zakończeniu z dniem 7 marca współpracy z dyrektorem ds. bezpieczeństwa Dariuszem Derewiczem. To efekt zamieszek do jakich doszło w trakcie niedzielnego spotkania z Jagiellonią Białystok.

Derewicz związany z mistrzem Polski był od listopada 2013 roku.

Reklama

Jego zwolnienie związane jest z zamieszkami, do których doszło na stadionie na Łazienkowskiej w trakcie spotkania Ekstraklasy przeciwko Jagiellonii. Mecz został przerwany po 45 minutach, decyzją przedstawiciela Biura Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego m.st. Warszawy.

W końcówce pierwszej połowy z sektora gości rzucane były petardy hukowe w okolice boiska oraz tzw. sektora buforowego. Część fanów gości próbowała wyrwać bramę przejściową do sektora buforowego. Prawdopodobnie sprowokowało ich wywieszenie do góry nogami na trybunie Legii flag w barwach Jagiellonii i z emblematami białostockiego klubu.

Ostatecznie to fani Legii sforsowali bramę oddzielającą ich od gości i doszło do starć. Interweniować musiała policja. W przerwie spiker zawodów poinformował o zakończeniu meczu i zaapelował o jak najszybsze opuszczenie stadionu. Policja poinformowała w poniedziałek, że w związku z zajściami zatrzymała 38 osób.

Zareagowała także Legia. Władze klubu wydały już 20 zakazów stadionowych obowiązujących na dwa lata. Możliwe, że ta liczba jeszcze się zwiększy po analizie kolejnych dowodów. Stołeczny sąd ukarał z kolei trzech pseudokibiców ośmiomiesięcznym ograniczeniem wolności i dwuletnimi zakazami stadionowymi.

Policjanci pojawili się na trybunach trzy minuty po prośbie organizatora o interwencję. Musieli sforsować bramę, ponieważ nie było przy niej pracownika ochrony, a gdy się pojawił, oświadczył, że nie ma klucza.

W ocenie szefa MSW Bartłomieja Sienkiewicza całą winę za zajścia podczas meczu ponosi jego organizator, czyli Legia, który zbyt późno wystąpił z wnioskiem o wprowadzenie sił policyjnych na teren stadionu oraz popełnił "rażące zaniedbania przy zabezpieczeniu widowiska". "Polityka władz klubu, która jest absolutną tolerancją wobec bandytyzmu stadionowego i chuligaństwa, tak właśnie się kończy" - ocenił minister.

W środę tę sprawę analizować będzie Komisja Ligi Ekstraklasy S.A.


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje