Legia Warszawa. Klaun czy geniusz? Cienka granica Romeo Jozaka

Wiele można było obiecywać sobie po zatrudnieniu przez Legię Romeo Jozaka. Także wiele złego. W Warszawie jest już długo i powoli przychodzi czas oceny jego pracy. Czy wykonuje ją dobrze, czy się w niej ośmiesza? W Polsce zwolenników ma niewielu, w Chorwacji wręcz przeciwnie. Opinie są niejednoznaczne, tak jak niejednoznaczną postacią jest licencjowany doktor, który terminuje przy Łazienkowskiej.

Trzecia lokata, gorszy bilans bramkowy od drugiej Jagiellonii oraz punkt straty do prowadzącego Lecha – oto dorobek mistrzów Polski na koniec sezonu zasadniczego. Do rundy finałowej startują nie z pole position. To oni muszą gonić. Ambicji Dariusza Mioduskiego i każdego związanego ze stołecznym klubem to na pewno nie zaspokaja. Strata tytułu zostanie w klubie potraktowana jak porażka, której nie da się zaakceptować. Tak jak porażką nie do zaakceptowania okazała się zeszłoroczna, wyjątkowa krótka przygoda w europejskich pucharach.

Legenda out. Nowicjusz in

Reklama

Jacek Magiera przypłacił posadą to, że nie był w stanie przygotować i odpowiednio zmobilizować piłkarzy do bitwy z Astaną w Lidze Mistrzów i Sheriffem Tyraspol w Lidze Europejskiej. Gdy w jego miejsce przyszedł Jozak, nie obyło się bez kontrowersji i ostrej krytyki ze środowisk kibicowskich. Czemu Magierze, który zdobył mistrzostwo, osiągał pamiętne sukcesy w Lidze Mistrzów i który pomagał Legii zawsze, gdy tylko tego potrzebowała, podstawia się nogę po pierwszym potknięciu? Czemu za niego przybywa ktoś niedoświadczony i przede wszystkim kompletnie nieznający realiów polskiej piłki?

Władający perfekcyjną angielszczyzną, wygadany, elokwentny dżentelmen, który w swoim kraju zasłynął z budowy akademii tworzącej piłkarskie diamenty w typie Luki Modricia, nie miał w Polsce łatwych początków. Swojej wizji nie potrafił przełożyć na boisko, wyniki nie przychodziły, frustracja rosła, punktem kulminacyjnym okazał się przegrany 0-3 mecz z Lechem w Poznaniu, po którym najpierw trener na wizji bezpardonowo i trochę bez pomyślunku zrugał podopiecznych, z kolei po powrocie do Warszawy po głowie – i to dosłownie - oberwało się im od grupy kiboli. Oczywiście na Bałkanach też jest gorący piłkarski klimat, niemniej Jozak w najgorszych snach nie mógł sobie wyobrażać startu w tak koszmarnych warunkach.

Nie przekonuje do teraz

Z drugiej strony co miał wówczas zrobić? Odpuścić i z podkulonym ogonem wrócić do ojczyzny? Był początek października, Legii nie prowadził nawet miesiąc, musiał podjąć rękawice. Chociaż spróbować. I spróbował, wyciągnął drużynę z dołka, na koniec 2017 roku cieszył się z pozycji lidera Ekstraklasy, niemniej ciągle i tak było jakieś ale. Ciągłe narzekania. Że drużyna nie potrafi wygrywać seriami, że stanowczo za często zdarzają się jej wpadki ze słabeuszami, że to w polskiej lidze najsłabszy mistrz jesieni od kilkunastu lat. Chorwata broniło to, że w klubie był krótko i tworzył układankę z tych klocków, które zastał na miejscu. Na prawdziwą selekcję przyszedł dopiero czas zimą, podczas okna transferowego.

Dlatego też w styczniu przez Łazienkowską przeszedł istny huragan. Jozak sprowadził dziewięciu nowych piłkarzy, z kolejnymi dziewięcioma albo pożegnał się na stałe, albo na czas wypożyczenia. Argumenty zwolenników o tym, że dotychczas zarządzał szatnią stworzoną nie wedle jego pomysłu, przestały być aktualne. Lecz – niestety i dla samego trenera, i dla klubu – argumenty przeciwników nie.

Wszystko albo nic

Pomimo niezłego początku legijna wiosna to prędzej pasmo niepowodzeń przerywane pojedynczymi sukcesami niż odwrotnie. Warszawianie "dobili" w 2018 roku do pięciu zwycięstw, trzech porażek, jednego remisu, a – o czym już wspominaliśmy na początku - to za mało, aby chociaż obronić pozycję lidera tabeli.

Przed stawianiem ostatecznych sądów i rozliczaniem Jozaka zostało jeszcze co najmniej osiem spotkań. Siedem ligowych oraz jedno, może dwa w Pucharze Polski - półfinałowy rewanż z Górnikiem Zabrze i ewentualny finał rozgrywek. Niewykluczone zatem, że trener, którego kompetencje i metody pracy są tak w Polsce podważane, może pełen przygód i krytyki rok zakończyć z podwójną koroną. Może też z kompletnie niczym.

Od rewolucjonisty do beztalencia

Wszystko, co najważniejsze, jeszcze przed nim, niemniej sporo materiału do analizy piłkarscy obserwatorzy już otrzymali. Można na ich podstawie wywnioskować, że trener Legii nie jest ani rewolucjonistą futbolu, ani beztalenciem. Znajduje się gdzieś pomiędzy. Choć granica w wartościowaniu jest bardzo cienka. I na to uwagę zwraca Vedran Buble, dziennikarz chorwackiego serwisu Index.hr.

- Dla mnie zatrudnienie go przez tak duży klub było sporym zaskoczeniem. Przecież nie miał żadnego doświadczenia w tym zawodzie. Do trenerki przeszedł jako były dyrektor sportowy kadry oraz dyrektor piłkarskiej akademii. I w mojej opinii, zważywszy na to, że wcześniej nie zmagał się z presją wyników, naciskiem kibiców itp., wykonuje całkiem niezłą pracę. Czy jest, jak mówią jedni, klaunem, czy też, jak twierdzą inni, geniuszem? To już ocenić musi ktoś, kto obserwuje jego postępy każdego dnia. Najlepiej po sezonie – radzi ekspert eurosport.interia.pl.

Najpierw mówca, później trener?

Podstawowym pytaniem w przypadku trenera klubu o takich oczekiwaniach jest to, czy w jego pracy można dostrzec większy, dalszy obraz. Czy widać w niej długofalowy plan na przyszłość. Tego Buble w przypadku Jozaka pewien nie jest. Decydują przede wszystkim doświadczenia z przeszłości. - Przez dekadę byliśmy przekonywani, że jest piłkarskim geniuszem. Jego największym zwolennikiem był Zdravko Mamić, niegdysiejszy król chorwackiej piłki, który ma sporo za uszami. Być może Mamić, jak to miał w zwyczaju, przesadzał, a Romeo zyskał taką opinię dzięki pompowaniu balonika przez nasz media – Buble zdradza fakty z chorwackiej kariery szkoleniowca.

Nad Wisłą Jozak nigdy nie cieszył się najlepszą prasą. O pompowaniu balonika nie było mowy. Zarzucano mu małą taktyczną wiedzę, złe decyzje personalne i to, że od gry jego drużyny o wiele ciekawsze są konferencje prasowe, na których Chorwat czuje się jak w ryba w wodzie. Mówi dużo, rzeczowo, obrazowo, jak na najlepszego retoryka przystało.

Europa czeka

Hipnotyzująca osobowość zjednała mu fanów w ojczyźnie, gdyż inni tamtejsi przedstawiciele mediów wierzą w jego metody. Słabość do rodaka ma kolejny z naszych ekspertów, dziennikarz chorwackiego oddziału Goal.com Hrvoje Tironi. Ten przed Jozakiem nie zamyka nawet ewentualnych furtek w kraju, choć trener Legii jest skłócony praktycznie z całym tamtejszym środowiskiem piłkarskim.

- Jak dla mnie Romeo w Legii nie radzi sobie źle. Wystartować bez żadnego trenerskiego doświadczenia w tak dużym klubie jest trudno. Osiągać zadowalajace wszystkich wyniki tym bardziej. Jozak potwierdził swoją wartość w naszym kraju na innych stanowiskach. Czy w Chorwacji jest skończony? Tego bym nie powiedział, niemniej nie wydaje mi się, żeby miał w niedługim czasie wrócić do kraju, ponieważ jego osiągnięcia doceniane są w całej Europie. I nawet jeśli po sezonie opuści Legię, to znajdzie pracę gdzie indziej – Tironi analizuje specjalnie dla eurosport.interia.pl.

Postać nadal nieodgadniona

- Pamiętajmy, że Legia jest punkt za Lechem w ligowej tabeli. Tylko punkt. Do mistrzostwa nie brakuje wiele. Wydaje mi się, że Romeo jest odpowiednią osobą na odpowiednim miejscu. Widać w jego pracy dużo pomysłów, widać, że chce zrobić coś większego w Warszawie. A jeżeli mu się nie uda? Cóż, bardzo chętnie widziałbym go w roli trenera Dinama Zagrzeb. Zrobił już wiele dla tego klubu, w chorwackiej piłce pełnił już wiele funkcji, zasłużył na to, aby sprawdzić go i w tej najbardziej prominentnej, ale też najtrudniejszej roli – Tironi ucieka na chwilę w strefę marzeń.

Po chwili mimo to wraca na ziemię i przypomina, że Jozak przecież na te same honory zasługuje w Polsce. I zdaje się, że jest jest to najlepsze podsumowanie wciąż nieodgadnionej dla polskiej piłki postaci z Bałkanów. Czy postawić na nim kreskę, czy wierzyć w jego wizję? Poszukiwanie odpowiedzi trwa i trwać będzie do końca rundy finałowej Ekstraklasy. Co najmniej.


Michał Błażewicz

Dowiedz się więcej na temat: Romeo Jozak | Legia Warszawa

Reklama

Reklama

Reklama