• 1 .Lech Poznań (55 pkt.)
  • 2 .Jagiellonia Białystok (54 pkt.)
  • 3 .Legia Warszawa (54 pkt.)
  • 4 .Wisła Płock (50 pkt.)
  • 5 .Górnik Zabrze (50 pkt.)
  • 6 .Korona Kielce (48 pkt.)
  • 7 .Zagłębie Lubin (46 pkt.)
  • 8 .Wisła Kraków (45 pkt.)

Legia Warszawa. Wirtuoz po przejściach. Eduardo legijnym losem na loterii?

W nogach prawie dwie dekady gry i makabryczna kontuzja, która mogła zabrać nie tylko karierę, a nawet szansę na normalne życie. W nich też istna brazylijska magia wyceniana niegdyś na 13 mln euro. Wiosną jej żywotność sprawdzą boiska Ekstraklasy. Eduardo da Silva przychodzi do Legii z łatką najbardziej spektakularnego ligowego transferu od lat. W opinii Chorwatów trafionego jak los na loterii.

Ekstraklasa: wyniki, terminarz, strzelcy, gole

Reklama

„Będę miał dla was transferową niespodziankę. Sądzę, że będzie się podobała” – tak najnowszy klubowy nabytek zaanonsował na Twitterze właściciel i prezes Legii Dariusz Mioduski. Wiedział, jak zbudować napięcie. Urodzony w Rio de Janeiro dżentelmen, który w lutym wejdzie w 35. rok życia, może się pochwalić CV, jakiego na polskich boiskach nie widziano najpewniej od co najmniej dekady. Ani pod względem osiągnięć, ani sportowych dramatów.

Rozstrzelana armata

Choć Eduardo urodził się i wychował w Brazylii, to niemal wszystko w piłce zawdzięcza Chorwacji. W 1999 r., gdy był jeszcze 16-latkiem, wynaleźli go skauci słynącego ze świetnego szkolenia Dinama Zagrzeb i w klubie, stopniowo, wliczając w to także dwa wypożyczenia do rywali z Prva HNL, zaczęto na niego stawiać. A obdarzony magicznym, godnym rodowodu wykończeniem snajper zaczął zaufanie spłacać zapewne bardziej niż się tego spodziewano. Gdy osiem lat później Arsene Wenger płacił za niego 13 milionów euro, to sprowadzał zawodnika, który miał na swoim koncie 93 gole strzelone w 143 meczach, w tym aż 47 trafień w 47 występach ostatniego sezonu na Stadionie Maksimir.

Jego przybycie do Londynu zbiegło się w czasie z odejściem do Barcelony legendarnego Thierry’ego Henry’ego. Naturalizowany Chorwat, wówczas już gwiazda reprezentacji Slavena Bilicia, wchodził w bardzo niewygodne buty. A te do 23 lutego 2008, przed którym zdążył w koszulce z armatką uzbierać 12 goli, wcale mu nie ciążyły.

- Potrafił się przebić do składu, choć za rywali miał Robina van Persiego i Emmanuela Adebayora. Miał dobre statystyki, odnajdywał się na kilku pozycjach w ataku. Może z porównaniami do Henry’ego bym się wstrzymał, niemniej Eduardo był w klubie postacią istotną – wspomina Rafał Nahorny, komentator Premier League w Canal+ Sport.

Makabra i obawa o amputację

Tamtego dnia jednak wszystko się posypało. „Kanonierzy” rywalizowali w meczu ligowym z Birmingham City, a napastnik padł ofiarą bezmyślnego wejścia wyprostowaną nogą Martina Taylora. Skończyło się czerwoną kartką dla brutala oraz makabrycznie wyglądającymi złamaniami otwartymi pechowca.

Ze względu na drastyczność sceny, transmitująca spotkanie stacja Sky Sports zdecydowała się nie pokazywać jej powtórek. – Niektóre angielskie media obawiały się, że może mu grozić amputacja nogi. Potworna kontuzja, potworna rzecz, która spotkała naprawdę bardzo dobrego piłkarza – przypomina Nahorny.

Nieodzyskany blask

Do dziś wielu ekspertów i kibiców uważa nawet, że tamto zdarzenie załamało pędzący po mistrzostwo Anglii Arsenal. Tak jak zresztą załamało karierę napastnika. Albo znacząco wstrzymało. Ten do rozgrywek ligowych powrócił dopiero po półtora roku i nigdy się już w Arsenalu nie odbudował. W 2010 r. za dziesięć milionów odszedł do Szachtara Donieck, w którym do 2016 r. (wyjąwszy dwuletni pobyt we Flamengo) grał dobrze, momentami bardzo dobrze, ale nie zachwycał już tak jak w Zagrzebiu.

Zdobyte trofea – cztery mistrzostwa i puchary Ukrainy – nie były zapewne w stanie zrekompensować strat spowodowanych problemami zdrowotnymi. Osiągnięcia w kadrze, w której z 29 golami jest do dziś drugim najlepszym strzelcem tuż za Davorem Sukerem, również. Choć pojechał z drużyną narodową na Euro 2012 oraz rozgrywany dwa lata później mundial, to na sześciu meczach obu turniejów przebywał na murawie w sumie tylko 39 minut.

"Wróciłem silniejszy psychicznie"

I gdyby chcieć już teraz podsumować karierę tego piłkarza, to dominującym ją określeniem jest żal. Za tym, co mógł osiągnąć i kim zostać, także w Arsenalu, w którym – co widać po ostatnio wzmożonej aktywności fanów w mediach społecznościowych – nigdy niewykorzystaną szansę Eduardo wspomina się tyleż z nostalgią, co nieprzyjemnym ściskiem w sercu. Czy to samo spotykać będzie za dekadę kibiców Legii? Wątpliwe, wszak warszawski klub sprowadza bardzo doświadczonego przez życie 35-latka, ostatnio będącego poza grą przez kilka dobrych miesięcy.

Ale nie oznacza to, że nie może on w – nie oszukujmy się – słabej Lotto Ekstraklasie rywali nakrywać czapką. Tak jak jesienią dokonywał tego o rok młodszy Igor Angulo, ten rundę zakończył z 19 golami. Przecież Hiszpan nigdy do gry w klubie pokroju Arsenalu czy reprezentacji nawet się nie zbliżył. A Eduardo chce się przede wszystkim cieszyć grą w koszulce z „eLką” na sercu. - Wróciłem silniejszy po tej kontuzji. Silniejszy psychicznie. Szczerze mówiąc nigdy już jej ponownie nie oglądałem. Nie byłem w stanie. Jestem jedynie szczęśliwy, że mogłem i mogę dalej grać w piłkę, i to na tak wysokim poziomie – opowiadał podczas czwartkowej prezentacji w nowym klubie.

Wszyscy na Łazienkowską dla Eduardo?

Papiery na to, aby sprawdzić się w Polsce Chorwat ma na pewno. Sytuacja jako żywo może przypominać tę z 2011 roku, gdy do stolicy udało się ściągnąć z Nicei 33-letniego Danijela Ljuboję. A Serb z marszu rozkochał w sobie warszawskich kibiców, i to nawet pomimo niezbyt sportowego trybu życia. Wtedy na Łazienkowską chodziło się w sporej mierze ze względu na Ljuboję. Dlaczego teraz legioniści nie mieliby zacząć odwiedzać stadionu z powodu Eduardo?

- Trudno jest mi mówić o jego obecnym stanie zdrowotnym i fizycznej formie, gdyż ostatni rok spędził w Brazylii i wypadł nam trochę z radaru. Eduardo nie należy do zawodników szybkich, ale jego doświadczenie i umiejętności powinny procentować w Legii. Jeśli klub zdecyduje się na futbol ofensywny, to jego nowy napastnik może zakończyć rundę z 15, może 20 bramkami – w wywiadzie dla eurosport.interia.pl stwierdza Hrvoje Tironi, dziennikarz chorwackiego oddziału serwisu Goal.com.

Superstar in progress

To niejedyny ekspert z bałkańskiego kraju, który wieszczy byłej gwieździe reprezentacji podbój polskich boisk. - Rozmawiałem w środę z występującym Mario Szitumem i w jego opinii Eduardo może z łatwością nastrzelać w Polsce 20, nawet 30 goli. Niezależnie od tego, jak zaawansowany jest wiekowo – Tivoni dodatkowo zdradza nam opinię pomocnika Lecha Poznań.

- Piłkarskie umiejętności Eduardo to klasa światowa. Nie żartuję. To naturalny killer pola karnego, w naszym kraju być może najlepszy od czasów Davora Sukera. Jozak mówił, że przed feralnym urazem Eduardo był w absolutnej światowej czołówce na swojej pozycji. I zgadzam się z tym nie tylko ja, ale praktycznie każdy kibic w Chorwacji. Genialna lewa noga, świetna technika, kapitalny timing. Jeżeli tylko popracuje nad formą fizyczną, to może być megagwiazdą Ekstraklasy – to z kolei opinia Dejana Lovricia, piszącego dla wydawanego w Zagrzebiu ogólnokrajowego dziennika „24sata”.

20 lat przyjaźni

Teraz wypada zadać pytanie, że skoro „Dudu” faktycznie nie zapomniał, jak gra się w piłkę i wciąż może być wartościowym wzmocnieniem, to dlaczego na jego magię nie skusiły się inne kluby, zwłaszcza w ojczyźnie? Odpowiedzią na te pytania jest osoba obecnego trenera Legii. Romeo Jozak to w Chorwacji, a zwłaszcza Dinamie Zagrzeb, człowiek instytucja, który odpowiada za rozwój niemal całej generacji byłych i obecnych gwiazd tamtejszej piłki. W tym także nowego legijnego podopiecznego.

- Dlaczego wybrał Legię? Z powodu Jozaka, z którym przyjaźni się od niemal 20 lat i którego darzy sporym zaufaniem. Zresztą z wzajemnością – wyjaśnia Tivoni. - W ostatnich dniach plotkowano o negocjacjach Eduardo z Rijeką, obecnym mistrzem kraju, której jednak trener Matjaż Kek wymaga od napastników ciągłego biegania, wysokiego pressingu, zaangażowania w defensywę. Futbolu fizycznego, opartego na dobrej wydolności, niepasującego do tego konkretnego piłkarza. Mówiło się jeszcze o malutkim NK Osijek oraz ewentualnym powrocie do Dinama, aczkolwiek żaden z klubów nie wykazał najwidoczniej wystarczającego zainteresowania. A że Jozak zna Eduardo z czasów wspólnej pracy w Zagrzebiu, to postanowił dać mu szansę w Warszawie – dodaje Lovrić.

Idealne warunki w bałkańskiej Legii

Co więcej, chorwaccy eksperci uważają, że polską ligę wzmacnia jeden z największych zaprzepaszczonych talentów tamtejszego futbolu. - Bardzo żałujemy tamtej historii z Taylorem. „Dudu” do Niko Kranjczara. Obaj byli magikami, którzy przez kontuzje nie spełnili swojego przeznaczenia. A tym było czarowanie grą nie tylko Chorwatów, ale całej Europy – mówi Tivoni.

- Gdyby nie tamten horror, to równie dobrze mógłby być dziś najlepszym chorwackim napastnikiem w historii. Lepszym od Szukera, Mario Mandżukicia, kogokolwiek. Niestety, w lutym 2008 roku Edaurdo zaprzepaścił szansę na to, aby stać się tym zawodnikiem, jakim pisane było mu zostać – Lovrić wtóruje koledze po fachu.

Komentator Canal+ nie jest może aż tak odważny w swoich opiniach, niemniej też wyczuwa potencjał na prawdziwy transferowy hit stołecznego klubu. - Jest to piłkarz, który w życiu wiele przeszedł. Ważne, jaki ma charakter i jaką rolę przypisze mu trener. Bo takiego piłkarza w Polsce jeszcze nie widzieliśmy. Podejrzewam, że z racji jego wieku i przebytych kontuzji w Warszawie trafił na szczegółowe badania. Jeśli będzie w odpowiedniej zdrowotnej formie, to może grać po 75 minut i za każdym razem czarować. Ale czy będzie to robił? Na razie jest to wrażenie z fusów, choć warunki w Legii, w której piłkarze z Bałkanów zawsze dobrze się odnajdywali, powinien mieć niemal idealne – puentuje na spokojnie Nahorny.

Michał Błażewicz

Dowiedz się więcej na temat: Eduardo Da Silva

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje