Legia Warszawa. Wszystkie wojny klubu

Legia walczy na wielu frontach. Walczy nie tylko na boisku, ale również ze swoimi byłymi piłkarzami, ba, nawet z piłkarzami, którzy są jej podstawowymi zawodnikami. Walczy wreszcie z dziennikarzami i redakcjami. Z tych konfrontacji niewiele jednak wynika, żeby nie powiedzieć, że nic.

Wojna z Jędrzejczykiem

Reklama

Reprezentant Polski został odsunięty od kadry meczowej, bo... za dużo zarabiał. W związku z tym, w meczu z Dudelange, który dla mistrzów Polski miał niebagatelne znaczenie, na jego pozycji zagrał Dominik Nagy. Jak zagrał, wszyscy widzieli. "Jędza" wrócił do składu, po tym jak zgodził się, aby zobowiązania klubu wobec niego zostały rozłożone w czasie.

O tym jak ważny jest Jędrzejczyk dla Legii - obok Michała Pazdana, jedyny reprezentant Polski w kadrze legionistów - pokazał mecz z Piastem. Legia tę bezsensowną batalię ze swoim piłkarzem przegrała. Nie zmusiła go do odejścia a ten w dodatku pokazał, ile daje drużynie. Jedynym plusem jest to, że "Jędza" w końcu jest na boisku.

Wojna z legendami

"Korzysta z każdej okazji, żeby klubowi zrobić przykrość. Siać ferment (...) Nie każdy powie "Ok, alkoholizm i trzeba to zrozumieć" - grzmiał ma konferencji prasowej Aleksandar Vuković przed meczem z Dudelange w kierunku Wojciecha Kowalczyka. Tyle że dzień później Legię krytykowali wszyscy, bo po marnej grze przegrała u siebie z mistrzem Luksemburga 1-2.

Vukovicowi trudno odmówić, że poświęca się do klubu i utożsamia z Legią, jak mało kto. Problem zaczyna się, gdy wychodzi ze swej roli a piłkarskie argumenty go nie bronią.

Wojna z mediami

Wczoraj Dariusz Mioduski zasugerował, że niektóre media piszą artykuły na zlecenie. Zapowiedział skierowanie sprawy do sądu przeciwko portalowi Weszło. Wcześniej Vuković zaatakował Piotra Wołosika a przy okazji dostało się też Jagiellonii Białystok. Trudno oprzeć się wrażeniu, że przy Łazienkowskiej zwalcza się skutek, nie przyczynę.

Krytyka byłaby mniejsza, albo wcale by jej nie było, gdyby Legia potrafiła wyeliminować Spartaka Trnawa lub wygrać u siebie ze słabiutkim Dudelange. Gdyby nie zaufała Deanowi Klafuricowi, gdy ten z uporem maniaka przeprowadzał testy w ustawieniu drużyny w meczach o stawkę. Gdyby lekką ręką nie pozbyła się Jodłowca, Brozia i Dąbrowskiego, w ich miejsce sprowadzając graczy kompletnie nieprzydatnych.

Na wejście na pokojową ścieżkę wcale się nie zanosi. Ricardo Sa Pinto słynie z porywczego charakteru. Może jednak ta złość znajdzie w końcu odpowiedni kierunek i zamiast walczyć tam, gdzie nie ma to sensu, legioniści zaczną w końcu odgryzać się wszystkim malkontentom na boisku. Zwycięstwa kończą spekulacje, zamykają krytykom usta. Pora, aby w Warszawie sobie o tym przypomnieli.

AD

Dowiedz się więcej na temat: Legia Warszawa | Ricardo Sa Pinto

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje