Pogoń Szczecin - Górnik Zabrze 1-1 w 14. kolejce Ekstraklasy

Pogoń Szczecin męczyła się z ostatnim w tabeli Górnikiem Zabrze. Gospodarze nie zachwycili i dlatego przeciwko najsłabszej drużynie w lidze zdobyli tylko punkt za remis 1-1. Już po tej kolejce szczecinianie mogą stracić pozycję wicelidera.

Trener Czesław Michniewicz miał przed meczem duży ból głowy. Za żółte kartki musiał pauzować Jarosław Fojut, a Sebastian Rudol doznał kontuzji. Szkoleniowcowi Pogoni posypała się więc defensywa, a do obrony Michniewicz przesunął Adama Frączczaka i Sebastiana Murawskiego.

Reklama

Do końca ważyły się też losy Łukasza Zwolińskiego. Najlepszy strzelec szczecinian narzekał na drobny uraz. Fizjoterapeuci postawili go jednak na nogi i wyszedł w pierwszym składzie.

W tym sezonie jeszcze nikt nie zdobył szczecińskiej twierdzy. Trudno było się spodziewać, by okupujący ostatnie miejsce w tabeli Górnik Zabrze miał to zmienić. W dodatku goście jeszcze w tym sezonie nie wygrali na wyjeździe (jako jedyni w lidze).

Goście niechętnie podchodzili pod bramkę przeciwnika, a Pogoń próbowała ataku pozycyjnego. Miała ogromną przewagę w posiadaniu piłki (w pierwszej połowie 60 procent do 40), ale nie potrafiła przekuć jej na bramki.

Pierwszą groźną akcję kibice zobaczyli dopiero w 15. minucie. Aktywny Patryk Małecki ruszył lewą stroną, złamał do środka, ale piłka poleciała nad poprzeczką bramki Grzegorza Kasprzika.

Chwilę potem zrewanżował mu się Łukasz Madej, który chciał skopiować akcję Małeckiego, ale efekt był ten sam. 

Najciekawiej było w 22. minucie. Przed ogromną szansą stanął Bartosz Kopacz, bo w zamieszaniu w polu karnym piłka spadła wprost pod jego nogi. Obrońca uderzył, a futbolówka jeszcze odbiła się od Rafała Murawskiego, a były reprezentant Polski o mały włos nie strzelił samobójczego gola.


Na posterunku był jednak Dawid Kudła. Bramkarz gospodarzy był tego dnia w wyśmienitej formie. Chwilę potem znów się popisał, bo był lepszy w sytuacji jeden na jeden z Maciejem Korzymem.

W pierwszej połowie doszło też do małej kontrowersji. W polu karnym padł Łukasz Zwoliński, który sygnalizował, że jest faulowany, ale gwizdek sędziego Szymona Marciniaka milczał. Napastnik miał do niego duże pretensje, ale chyba w tym wypadku arbiter postąpił słusznie.

Druga część gry rozpoczęła się od znakomitej szansy Zwolińskiego. Snajper Pogoni dostał wyśmienite prostopadłe podanie od Mateusza Matrasa, ale źle się zachował. Zbyt długo holował piłkę, a dogonił go Rafał Kurzawa, który przeszkadzał na tyle, że Zwoliński stracił kontrolę nad piłką w końcowej fazie i oddał bardzo słaby strzał.

Kibice na stadionie w Szczecinie ziewali, bo liczyli na lepszy występ swoich ulubieńców. Pogoń straciła jednak dużo na atrakcyjności, a jej mecze coraz gorzej się ogląda. W poprzedniej kolejce zaprezentowała się bardzo słabo i zasłużenie przegrała w Krakowie aż 1-4, a teraz również nie zachwyciła.

Michniewicz próbował coś zmienić, ale jego zmiany niewiele dawały. Goście zaczęli śmielej atakować i wydawało się, że powoli przejmują inicjatywę.

Stały fragment gry pozbawił ich jednak złudzeń. Z rzutu rożnego dośrodkowywał Takafumi Akahoshi, a piłka spadła wprost na głowę niepilnowanego Mateusza Matrasa. Pomocnik Pogoni spokojnie przymierzył i zdobył już drugą bramkę w sezonie. Co ciekawe, był to pierwszy celny strzał "Portowców" w tym meczu.

Górnik poczuł, że ma nóż na gardle, ale chwilę potem to Pogoń mogła postawić kropkę nad "i". Źle w bramkowej sytuacji zachowali się Władimer Dwaliszwili i Łukasz Zwoliński.

Stare porzekadło mówi, że niewykorzystane sytuację się mszczą. Ambitny Górnik przeprowadził groźną kontrę, a po znakomitym podaniu Madeja akcję wykończył Aleksander Kwiek, który niemal przez cały mecz był niewidoczny. Goście zapewnili więc sobie punkt w ostatnim możliwym momencie!

Już w doliczonym czasie gry Kudła popisał się dwiema znakomitymi interwencjami i tylko dzięki niemu zabrzanie w Szczecinie nie wygrali.

Dzięki temu zrównali się punktami w tabeli z Lechem Poznań. Pogoń natomiast po tej kolejce może spaść z pozycji wicelidera.

Po meczu powiedzieli:

Leszek Ojrzyński (trener Górnika Zabrze): - Powiedzieliśmy sobie przed meczem, że aby zdobyć tu trzy punkty, trzeba zagrać +na zero+ z tyłu i zdobyć bramkę. Byliśmy blisko, bo Maciek Korzym miał szanse na prowadzenie. W drugiej połowie kilka błędów spowodowało, że gospodarze objęli prowadzenie. To był stały fragment gry. Pogoń u siebie z siedmiu dotychczasowych goli sześć strzeliła po stałych fragmentach. Nam siódmego. Potem walczyliśmy do końca i odrobiliśmy stratę, a to jest tylko remis i zaledwie punkt. Daje nadzieję, ale ciągle jesteśmy ostatni w tabeli. Mimo wszystko dziękuję swoim zawodnikom za ten mecz, zwłaszcza że wielu kontuzjowanych zostało dziś w Zabrzu.

Czesław Michniewicz (trener Pogoni Szczecin): - Po zdobytej przez nas bramce mieliśmy sytuację na 2-0. Nie strzeliliśmy gola. Potem nastąpił moment, gdy pozwoliliśmy sobie na nonszalancję. Kibice wołali +ole! ole!+, piłkarzy poniosło i Górnik wyprowadził kontrę, z której zdobył wyrównującą bramkę. Szkoda, bo przez nonszalancję straciliśmy dwa punkty.

Pogoń Szczecin - Górnik Zabrze 1-1 (0-0)

Gole: Matras (73. minuta) - Kwiek (87.)

Sędzia: Szymon Marciniak (Płock). Widzów 5 000.

Żółte kartki - Pogoń Szczecin: Patryk Małecki, Takafumi Akahoshi, Takuya Murayama. Górnik Zabrze: Adam Dźwigała, Mateusz Słodowy.

Pogoń Szczecin: Dawid Kudła - Adam Frączczak, Sebastian Murawski, Jakub Czerwiński, Mateusz Lewandowski - Marcin Listkowski (68. Takuya Murayama), Takafumi Akahoshi, Mateusz Matras, Rafał Murawski, Patryk Małecki (62. Wladimer Dwaliszwili) - Łukasz Zwoliński (80. Miłosz Przybecki).

Górnik Zabrze: Grzegorz Kasprzik - Paweł Widanow, Adam Danch, Bartosz Kopacz, Mateusz Słodowy - Łukasz Madej, Rafał Kurzawa (77. Armin Cerimagić), Adam Dźwigała (71. Mariusz Przybylski), Roman Gergel, Aleksander Kwiek - Maciej Korzym (67. Michał Janota).

Dowiedz się więcej na temat: Pogoń Szczecin | Górnik Zabrze

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje